Remont… dobry fachowiec tanio…

Dziś wyjątkowo coś o aktualnościach – o tzw. fachowcach, o moim obecnym (kolejnym) remoncie i trochę o blogowaniu. Zapraszam.

UWAGA! Artykuł nie ma na celu obrażania Kolegów z branży budowlanej – każdy odpowiada za swoje zlecenia i postępowanie – to jest po prostu zestawienie obserwacji z moich okolic i z moich doświadczeń „inwestora”. Może się Wam to nie podobać, ale swoim czytelnikom kadzić się będę, że wszystko z tzw. fachowcami jako grupą zawodową jest cacy i miodzio.

Coś o blogowaniu:

Od początku prowadzenia bloga tematycznego tak jak wielu autorów miałem i mam pewien dylemat. Na ile na blogu głównym umieszczać tylko rzeczy tematyczne poświęcone mojemu hobby jakim są oszczędnościowe innowacje, finanse i zagadnienia oszczędnościowo-konsumenckie? Czy także umieszczać rzeczy z życia autora, przemyślenia, poglądy, wizje?

Jak widać decyzja została podjęta i dziś dzielę się z Wami nie tylko suchymi danymi, ale też faktami z mojego życia i własnymi opiniami 😉

Fachowcy:

Człowiek zastanawia się, czy ja jestem w stanie wszystko zrobić sam jeśli chodzi o drobne remonty, renowacje, prace domowe i jest skazany na tzw. fachowców. Znacie te klimaty? Mam wrażenie, że rozmawiając z fachowcami przynajmniej w moim mieście rozmawiam zawsze z tym samym człowiekiem, tylko zmieniającym maskę karnawałową, bo zawsze słyszę te same teksty i są te same zachowania.

Wycena roboty: ...no wiesz (wie Pan)… wszyscy biorą XX zł za metr, ale powiedzmy, że po koleżeńsku zrobimy z tego X zł… dogadamy się?

(*)Ten powyższy argument jest szczególnie istotny w stosunku do tego co napisze dalej.

Czas:  Fachowiec jest prawie zawsze Panem (tak się zachowuje), wielkim dyrektorem i to pod niego trzeba wszystko dostosować – jego czas się liczy i jest cenny, Twój już nie bardzo… wielu z tzw. fachowców ma elementarne problemy z punktualnością… podstawa funkcjonowania w dzisiejszych czasach.

Alkohol: Co tu dużo mówić. Fachowcy dają w czajnik. Akurat fachowiec, który zaczynał mi renowację nie pije, ale mam wrażenie, że 75% z nich pije, z czego ok 50% pije podczas pracy… z resztą, jeden ze znajomych znajomego mi się do tego przyznał i jeszcze zdradzał rozochocony sposoby jak się napić, co wypić, czym zagryźć aby inwestor nie wyczuł alkoholu (w morzu innych zapachów remontowych).

Wejście na robotę: Oooo kurczę… a kto ci (Panu) robił to wcześniej… zupełnie spieprzone! (Zawsze ten sam tekst, chyba że to on sam robił 2 lata wcześniej).

Spieprzona robota:

  • Noooo…. i tak wyszło dobrze… a w ogóle kto Panu robił to wcześniej… jak na poprawiania to i tak może być.
  • To wina złych materiałów.
  • To wina pogody, wilgotności…

jasne, może jeszcze prędkości wiatru i plam na słońcu. Wiem kiedy coś jest winą czynników zewnętrznych, wiem, kiedy ktoś spieprzył bo się po prostu śpieszył i wyłączył myślenie, Fachowiec jednak nigdy się nie przyzna do błędu, będzie szedł w zaparte, że to nie jego wina.

Rozliczenie po spieprzonej robocie, Ew. reakcja, kiedy niedoróbki „wyszły” po robocie (i rozliczeniu) patrz (*) to teraz najlepsze…. No ale za takie pieniądze… Jak mam to poprawiać to nie za takie pieniądze?

Zdjęcie-0241Na zdjęciu fragment MOJEJ wczorajszej roboty. Różową, delikatną taśmą malarską robię krawędzie pod sufitem. W niedzielę zasuwałem od rana do późnego wieczora, bo fachowiec ewidentnie spieprzył część roboty, którą miał skończyć w sobotę, z resztą specjalnie nie paląc się do przyjścia i poprawienia. Z malowania fragmentu korytarza zrobiło się malowanie całości.

Zdjęcie-0239Część roboty znajomy fachowiec zrobił mi dobrze, solidnie. Na sobotnią fuchę stawił się trzeźwy, punktualnie, ale akurat w korytarzu śpieszył się mocno, czekał go mecz i wyjście ze znajomymi. Zrąbał zlecenie. Oczywiście padły standardowe wykręty fachowców wspomniane we wpisie, zero poczucia odpowiedzialności – próba nabrania starego misia na sztuczny miód. No i w efekcie ja miałem spieprzoną niedzielę… poprawianie zrąbanej roboty wymagało całego dnia…

Wniosek:

Kolega Wojtek, o ile dobrze pamiętam, w jednej z rozmów na FB mi mówił, że w Polsce nie ma specjalizacji, że nie chcemy nic nikomu zlecać, nie chcemy płacić, wszystko robimy we własnym zakresie, nie możemy się specjalizować w tym, w czym jesteśmy najlepsi i stąd jako gospodarka kulejemy. Dobrze pamiętam? O to chodziło… tak, tak, dokładnie.

Zdjęcie-0196Moja weekendowa przygoda pokazuje mi jednak, że nie ma innej drogi… chcesz mieć dobrze zrobiony remont – zrób to sam – weź termos kawy i kanapki, zarwij część sobotniej nocy i niedzielę. Jeśli coś zepsujesz – będziesz wiedział do kogo mieć pretensje i będziesz miał jasną sytuację. Na jednym z pierwszych remontów na pewno coś zepsujesz, dlatego zacznij od jakiegoś kantorka, pomieszczenia gospodarczego, itp. Potem się już nauczysz i zrobisz sam dla siebie lepiej i dokładniej niż tzw. fachowcy.

Na zdjęciu ponad akapitem renowacja WC, którą robiłem już po raz drugi sam. Pierwszy raz zepsułem spust (poszło ok. 25 zł straty) jednak teraz umiem zrobić hydraulikę i montaż. Jestem niezależny od Cześków Hydraulików. Romantyczny wieczór z klozetem… zaoszczędzone łącznie min. sto kilkadziesiąt zł!

13 przemyśleń nt. „Remont… dobry fachowiec tanio…”

  1. z życia bloga – eksperyment społecznościowy – czyli dopuszczenie opcji URL w komentarzach skończyło się tym czym musiało się skończyć – zarąbaniem mojej skrzynki mailowej i panelu moderatora spamem

    z eksperymentem społecznościowym pt. „wstawiajta linki ile chceta” jednak kończę

    zaprzyjaźnieni autorzy wiedzą jak z linkami do swoich i wpisów blogów postępować (co wolno autorom, niekoniecznie wolno spamerom) wiec tu nie muszę ciągnąc wywodu

  2. W polskim systemie edukacji pokutuje myślenie: do niczego się nie nadajesz? jesteś ograniczony? nie skończysz żadnej „normalnej” szkoły? Idź do budowlanki, tam każdy, nawet największy idiota i nygus sobie poradzi. Ileż ja znam takich przykładów z życia…
    Tak jest od czasów PRL (podobno w IIRP też tak było), do czasów obecnych. Efekty takiego podejścia do edukacji widzimy na każdym kroku mieszkając w spieprzonych domach (wielka płyta i budownictwo mieszkaniowe powojenne biją rekordy fuszerki wszech czasów), jeżdżąc po nierównych drogach, sypiących się mostach, czy przewracając na pofałdowanym chodniku. Dopóki szkoły zawodowe budowlane (i niestety ostatnio technika budowlane też) nie zyskają jakiejkolwiek renomy w oczach społeczeństwa, nie zaczną filtrować kandydatów na uczniów i absolwentów, taka sytuacja z fachowcami się utrzyma.

    Jako że trzeba radzić sobie w obecnych realiach, to polecam przestrzegać dwóch zasad przy remontach.
    1. Wybieramy fachowca najlepszego, a nie najtańszego. Fuszerka kosztuje znacznie więcej niż np. stawka 50zł za m2 płytek, zamiast 20zł.
    2. Zapewniamy sobie nadzór inwestorski zaprzyjaźnionego fachowca. Najlepiej takiego, który nie szuka u nas roboty i ma dużo pieniędzy (świadczy to o jego jakości). Dobrze w tej roli sprawdzają się właściciele firm budowlanych i zawodowcy, czyli kierownicy budowy i inspektorzy nadzoru inwestorskiego. Odradzam samemu kontrolowanie wykonawcy, jeżeli nie jesteśmy specjalistami (no ja jestem :D). Wykonawca ma doświadczenie w oszukiwaniu klienta nie porównywalne do wiedzy amatora o budownictwie, więc będziemy na przegranej pozycji.
    Zgadzam się, że dobrym pomysłem jest wykonanie remontu samemu, ale nie każdy ma czas i nie ze wszystkim sobie poradzimy, szczególnie w domu jednorodzinnym. Poza tym chyba trzeba to lubić, żeby zrobić dobrze.

    1. bardzo dobry pomysł na dogadanie się z „nadzorcą” który będzie pilnował większej inwestycji

      co do remontu/wykonawstwa samemu powiem Ci tak – znajomi znajomych budowali domek, po pogonieniu kilku ekip tzw. fachowców i „firm” – po najedzeniu się nie jednych nerwów – zaczęli sami, po godzinach pracy, weekend w weekend, święto nie święto, urlop nie urlop robić wykończeniówkę (ojciec z synem) we własnym domu

      czy to trzeba lubić? według mnie wystarczy nie mieć niechęci do majsterkowania, malowania, urządzania – nie trzeba mieć też pewnej precyzyjnej ręki – po prostu robić dokładnie, spokojnie, z koncentracją

      i na pewno będzie lepiej niż nawet ten fachowiec od 50zł/m2

      mowa tu głownie o moich okolicach, bo np. w Poznaniu widziałem i miałem pracę naprawdę dobrych fachowców – takich a’la Ordnung muss sein – nie wiem jak jest w Warszawie czy innych regionach

      1. Wydaje mi się jednak, że trzeba mieć tzw. zacięcie do budowlanki, żeby dobrze coś samemu zrobić.
        Sam autentycznie lubię położyć dekoracyjny tynk, mozaikę na podłodze, czy zrobić coś z naturalnego drewna, ale nie chciałoby mi się murować ścian, czy wylewać posadzki. Stałbym za to nad ekipą, która to robi cały czas.
        Racja jednak, że lepiej samemu coś zrobić, nawet jeżeli nie jest to nasze hobby, nie mamy doświadczenia i porobimy błędy, niż płacić za nie jakiemuś oszustowi, tracąc oprócz czasu, pieniędzy, materiałów, jeszcze własne nerwy na użeranie się z naciągaczem – łamagą i alkoholikiem.

        W Warszawie fachowcy pochodzą głównie z Małopolski, Lubelszczyzny i Podkarpacia, a tam raczej nie wylewa się za kołnierz. Z własnego doświadczenia wiem, że zdecydowanie najgorsi pod względem solidności i jakości prac są górale, choć rzecz jasna, bywają wyjątki. Wiele razy widziałem jak pracownicy gdy tylko nie było nadzoru zrobili z budowy melinę i dotyczyło to przeważnie ekip górali.
        W lecie w mojej okolicy działała brygada brukarzy górali (właściciel firmy był z Krakowa), ładnie zrobili kilka podjazdów i opasek, niestety za kolejnym razem zaczęli chlać i mojej sąsiadce (młoda kobieta z dzieckiem – łatwy cel) totalnie spartaczyli robotę, niestety przekonana o renomie fachowców, nieświadoma tego, zapłaciła za nią, a ekipa zniknęła, starta z materiałem 12tys. Telefony wyłączone, lokal firmy w Krakowie – mieszkanie właściciela ma już innego najemcę. Standard 🙁 .

        1. dobrze, że piszesz o takich rzeczach

          jak to w biznesie z zaufaniem – najwidoczniej nie ma czegoś takiego jak zaufanie

  3. @Remigiusz: za fachowca nidgy sie nie uwazalem (juz bardziej za budowlanca ze specjalnoscia: stolarz-hydraulik 😉 . I chwala Bogu, bo do Twojej definicji fachowca ni jak, nie przystaje.

    @Artur: sam jestem z Lubelskiego i znam wielu dobrych budowlancow, ktorzy trzezwi do pracy przychodza (fakt, ze niektorzy w weekend lubia sie dobrze zabawic. Ale nie wmowisz mi, ze jedynie mieszkancy wymienionych przez Ciebie regionow napedzaja „spozycie” narodowe a w innych regionach ostatnie monopolowe pobankrutowaly 😉

    Jak zwykle wszystko rozbija sie o uczciwosc i rzetelnosc (i nie zalezy to od tego jaki dana osoba zawod wykonuje).

    Dlaczego bledy budowlancow tak bola?!? Ano dlatego, ze sa trwale (i czesto w miejscach, ktore powinny byc piekne) i drogie… 🙁

    1. każdy popełnia błędy – jeszcze lepiej gdyby fachowiec jeden z drugim umiał się po gentelmańsku przyznać, wziąć odpowiedzialność,

      tymczasem to sporadyczne, częsta jest buta, zarozumialstwo i robienie z inwestora idioty

      jedna rzecz: ja CELOWO rozmawiając z tzw. fachowcem na początku udaję człowieka, który nie rozróżnia regipsu od gipsu budowlanego i słucham sobie co taki jeden z drugim na do powiedzenia, zaproponowania, wyceny

      często fajne kwiatki wychodzą (ostatnio korektę za 100 zł jeden fachman wycenił mi na 500 zł)

  4. a ja uważam że jak żyłujesz kasę , bierzesz paproka za marne grosze , bo kazdy chce tanio i tanio i wo gule super to takie efekty masz pracy , że musisz poprawiac sam , ludzie tacy właśnie sa za farbe zaplaci 400 zl w zwyz , bo droga to dobra na lata a malarz niech najlepiej weżnie 2 zł z metra albo 5 to już za drogo .
    a ja wołam od 10 wzwyż … to już kosmos dla niektórych ….; wiec spróbuj sam pomaluj poleczeniem lateksu z syntetykiem żeby cieni na ścianach nie było …
    jak mam kłaść płytki za 20 zl z metra to wole w domu poleżeć na kanapie niż sie poniżać.
    napisz lepiej ile zapłaciłeś za korytarz ???nie pochwali każdy sie łasi jak na początku twojej wypowiedzi ……..wie pan każdy robi za xx zl ale po znajomości ja zrobię za x zł i już pazerność wychodzi ludzka . tyle co na temat twojego bloga.
    P.S To prawda większość paproków pije tak to prawda 80 % ludzi robi fuszere albo nie ma pojęcia co robi a przez takich co znają sie na robocie i cenią swoją prace ciężko sie utrzymać
    tym to sie nikt

    1. dobra robota kosztuje, ceny też się różnicują w zależności od regionu, np. 20 zł to jest inna suma na wschodzie Polski, a nieco inna w dużym mieście na zachodzie

      inne sumy Wy – fachowcy macie dla klienta – bogatego frajera – jakoś dziwnie inne dla sąsiada, kolegi, kuzyna, czy ciotki…

      …i jakoś robicie, przy czym często ta droga robota jest spieprzona, a ta tańsza „dla sąsiada” zrobiona na luks i błysk

  5. dobrze to nie znaczy tanio
    tanio i szybko to tylko do dupy mozna zrobić a nie dobrze
    w sytuacji ze czesto jestem pytany o rabat informuje ze to stolica Maroka

    1. Po różnych rozmowach z fachowcami, w tym fachowcami, którzy są akurat moimi znajomymi (ale mi fuchy nie zrobią, bo wolą jednak pozostać znajomymi) mam własne rozwiązanie, które powtarzam po jakimś już czasie od stworzenia tego wpisu na blogu.

      Jednak zrobić samemu, zarwać nockę na termosie kawy, ale np. pomalować samemu, wybrać technologię nieco mniej odporną na błędy, np. dobra klasyczna farba akrylowa zamiast „trudnego” lateksu z bajerami (zanim i jedna i druga się zużyją, po paru latach żonie się znudzi i i tak będzie zmiana).

      Dosyć mam czekania na jaśnie Panów fachowców, wąchania zionącego kacem oddechu, podawania kawek „szlachcie” i przerw na papierosa częstszych niż sama robota, a potem wkurzania się na zrąbaną robotę.

      Cena dla klienta często zależy od samochodu, który fachowiec widzi na podjeździe, wyposażenia salonu i sprzętu, który w nim jest. Czy ocenia klienta jako bogatego frajera, czy nie. Zawsze się z $ mówi więcej dla potencjalnego „bogatego”, może akurat się trafi…

      Cwaniaczków błyszczących elokwencją i znajomością „stolicy Maroka” grzecznie odprawiam 😉 dosyć mam mądrali we własnym domu 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Policz to * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.