Plaża Brzeźno – Gdańsk. Recenzja.

Kontynuuję dziś watek jednodniowych szybkich wycieczek wakacyjnych, przydatny dla osób, które w ciągu lata pracują i mogą sobie pozwolić tylko na krótki wypad, albo traktują jakiś punkt na mapie naszego pięknego Kraju jako miejsce wypadowe. Ostatnio zaliczyłem plażę w Brzeźnie – dzielnicy Gdańska i podzielę się z Wami informacjami na temat tej mega-wyprawy. Tymczasem przypominam dwa inne posty o krótkich wyjazdach.

Dobra, do rzeczy! Zacznę od krytyki. Kiedy jestem w Brzeźnie przypomina mi się okres a’la schyłkowy PRL albo wczesne lata 90-te w moich okolicach. Widać ewidentne głębokie zaniedbania infrastruktury i brak pieniędzy, by całą okolicę urządzić na „lux”. A tak niewiele brakuje, w XXI wieku rewitalizacja tego potencjalnie atrakcyjnego rejonu miasta aż się prosi, skamle i błagalnie kwiczy gdzieś z pomiędzy projektów typu stadion na mistrzostwa czy inne Pindolino. Jeśli Ci ten lekko chaotyczny stan okolicy, szczególnie widoczny we wschodniej części Brzeźna, nie przeszkadza i zależy Ci na plaży i morzu, możesz pomyśleć o Brzeźnie.

Gdańszczan, którzy to czytają proszę o nieobrażanie się, pamiętajcie, że ja jestem blogerem, który pisze wprost co ma na myśli, a w gruncie rzeczy takie miasto jak Gdańsk zasługuje na więcej, no nie?

brzezno

Tak więc dojechałem do Brzeźna, samochód udało się zaparkować gdzieś na dziko, za darmo, pomiędzy supersamem a posesjami mieszkalnymi, z czym mimo niesamowitego zatłoczenia plaży nie było problemu. Zauważyłem, że wielu Gdańszczan jedzie tam tramwajem. Jakiś plus.

Jak wspomniałem zatłoczenie na plaży niesamowite, dosłownie leżąc na brzuchu na kocu i opalając plecy jestem zmuszony zaglądać sąsiadce obok w przysłowiowe 4 litery i mam jej stopy tuż pod nosem. Pół biedy jeśli to są stopy zadbane a tyłek, młody i apetyczny (a nawet nie pół biedy, co całkiem fajnie dla faceta), natomiast mieliśmy ciekawą przygodę. Rozbiłem nasze „obozowisko” 1,5 metrów od brzegu, tak, że pomiędzy jedną a drugą rodzinką przed nami było może metrowej szerokości przejście. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu w ten metr wcisnęli się na dwóch ręcznikach babka z dziadem, który notorycznie trącał pożółkłymi stopami nasze plecaki. Tuż u naszych głów 10 cm dalej rozbiła się hałaśliwa rodzinka. Po pewnym czasie plażowania w takich warunkach odeszliśmy około 200 m dalej, gdzie powoli tłum zaczął się przerzedzać.

Już rozumiem te wszystkie rejestracje gdańskie na Mierzei Wiślanej, wcześniej zadawałem sobie pytanie, po co robić tyle kilometrów, skoro miejska plaża jest tuż tuż. (Czystość wody i plaży porównywalna ze Sztutowem na Mierzei, pasek lepszy w Sztutowie.)

Koszty… jak na blog o oszczędzaniu przystało 😉

Jak zwykle część zaprowiantowania własnego i swoich napojów, poza tym.

  • Koszt autostrady ca. 5 zł (w drodze do Gdańska omijałem zatłoczone bramki)
  • Dojazd w 2 strony ze Starogardu Gd. – paliwo 45 zł
  • Chwila w knajpce na plaży: Frytki z ketchupem x2 = 11 zł
  • Sprite w knajpce 0,5 = 5 zł
  • Gofr w budce = 3,50 zł
  • Drobne zakupy (picie, coś na ząb) w supersamie koło plaży = 4,50 zł

Suma = 74 zł

Koszt wycieczki całodniowej na osobę – niecałe 25 zł.

Jakieś uwagi? Tak. Frytki w cenie 5 zł za małą tackę tak zalatywały Drugiej Połowie i dziecku rybną panierką, tak że sam zjadłem 2 zakupione porcje. Lany keczup, 50 groszy za „kleksa” zalatywał octem i poza kolorem nie widziałem w nim jakiegokolwiek związku z pomidorami.

Czy naprawdę w tych cenach nie można kupić prawdziwego ketchupu i smażyć frytek na oddzielnej fryturze? No nic, najwyraźniej 90% podchnielonej populacji plażowej (picie piwa na plaży to norma) to nie przeszkadza.

Znaleźć dobry lokal nad polskim morzem to jest jednak wyzwanie. W Grecji na kilka dobrych gyrosów czy tawern trafia się może do 20% słabych lokali – u nas, aby zjeść dobrze, trzeba sobie zabrać kanapki z domu.

5 przemyśleń nt. „Plaża Brzeźno – Gdańsk. Recenzja.”

  1. aha, podczas ostatnich wypadów nad nasze morze widzę często Rosjan… chyba następnym razem, w ramach blogerskiej solidarności, wezmę kosz jabłek i ich bedę częstował

  2. Ciasnota na plażach jest straszna. 2 lata temu byłam w Łebie – porażka jeżeli chodzi o tłumy na plaży. W najbliższych tygodniach znów wybieram się nad morze i jestem właśnie w trakcie poszukiwań miejscowości bez żadnych atrakcji turystycznych ale z pustą plażą:)
    Fajnie, że URLe są przywrócone:)

    1. Na Mierzei Wiślanej? Piaski vel Nowa Karczma, zaledwie kilka kilometrów od rosyjskiej granicy… prawie dziewicza plaża, duża, płycizna dla dziecka, nie jest zatłoczona. Wada – długa jazda. Najlepiej mieć bazę wypadową w Krynicy Morskiej.

  3. Co do jedzenia to pełna zgoda. Ostatnio byłem w Gdyni na marinie i w jednym z lokali ładnie urządzonym zamówiłem zapiekankę za 6 zł. Okazała się nią 25cm odgrzewana produkcja z supermarketu :(. Tragedia. A najgorsze jest to, że to właśnie Polacy sami sobie taki los gotują.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Policz to * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.