Patriotyzm lokalny – patriotyzm ekonomiczny… w praktyce

Wyznaję i zawsze wyznawałem ideę patriotyzmu lokalnego, także patriotyzmu ekonomicznego, tj.
  • nie kupuj w markecie,
  • kup w małym lokalnym sklepiku,
  • wspieraj lokalny biznes,
  • nawiąż własne, dobre relacje ze sprzedawcą

Praktyka…

W piątek musiałem kupić pewną część elektrotechniczną (w sumie jak się potem okazało kilka części). Znam się na pozycjonowaniu stron i systemach operacyjnych, nie znam się aż tak na typowej elektryce, wolę dużo rzeczy zostawić profesjonalistom.
.
Wchodzę do sklepu specjalistycznego w Lubinie na Mickiewicza. Pan siedzi tam z miną na kwintę, mierzy mnie wzrokiem, mimo, że jestem jedynym klientem w sklepie mam od razu wrażenie jakbym mu w czymś przeszkadzał. Niemiło, zanim zaczynam rozmowę…
.
Pytam o element zazwyczaj dostępny w supermarkecie i jego profesjonalny odpowiednik… Pan się podkręca… dialog, a właściwie monolog leci jakoś tak..
.

Panie…. no ho… ho… z czym tu do mnie… w supermarketach jest tylko g…o, jak Pan kupujesz w marketach to czego Pan chcesz. Ho… ho… ho… Chcesz Pan jakości to trzeba płacić. To ja mam element X, koszt 160 zł, ale to jest jakość, nie to co jakieś g….o, co Pan chcesz osiągnąć urządzeniem z marketu… bla… bla… bla…

.
Wiecie co. Jestem dorosłym, szanującym siebie facetem. Niedługo wkroczę w lata 40ste. Nie jestem jakimś frajerem, by jakiś Zbysiu-elektryk do mnie tak paternalistycznie wyskakiwał z wykładami. Gdyby był bardziej miły wziąłbym urządzenie bez pytań, ale od pewnego czasu wyznaję prostą zasadę. Nie podoba Ci się coś  kontaktach z moją skromną osobą… spadaj na drzewo! Traktujesz mnie z góry… spadaj na drzewo!
.
Sprawdzam ofertę w necie i dokładnie to samo urządzenie za 160 zł jest dostępne od ręki za 140 zł w markecie kilometr dalej, po drodze do domu i to z możliwością wypróbowania i zwrotu bez żadnej pyskówki. Sorry Winnetou… ja mam działać skutecznie, a nie męczyć się z jakimś „fachowcem”.
 .
Aha, kupiłem od tego mądrali jedną złączkę za kilka zł, bo mi potrzebna „na wczoraj”, ale jak się okazuję potem… totalny szajs, de facto bezużyteczna.  
 .
Tak to wygląda, jeśli chodzi o wspieranie lokalnych biznesów na tym etapie…

Drugi sklep

Kupuję taniej w markecie, montuję i okazuje się, że potrzebne są kolejne złączki. Jadę do sklepu specjalistycznego, tym razem innego, na moim osiedlu. Mówię do sprzedawcy, Panie… nie znam się… proszę mi łopatologicznie pokazać jak to się łączy z przewodem.
 .
Sprzedawca dostaje „szerokich bar” on jest wielki fachowiec i znawca.
.

Panie, co Pan… jak to się można nie znać…ho… ho… ho…, przecież każdy to bez problemu połączy, no co ja mam pokazywać… Ha… ha… to takie proste. Naprawdę nigdy Pan tego nie łączył? To się robi tak i tak… Taka część…. nie taka? AAA… aaa… złączka typu B, to Panie… nie mógł Pan od razu powiedzieć jasno… no chyba każdy wie… Panie… co Pan… no…

.
I tak dalej…
.
Koleś młodszy ode mnie, ale odwala podobną „gadkę fachowca”. Młodsza kopia sprzedawcy z przeciwnej części miasta? Cholera jasna… tak… dokładnie!
.
Złączki dobiera dobrze, ale jedną przejściówkę daje tak szajsowatą, że przed chwilą rozpadła mi się ona w rękach… dosłownie… nie w przenośni.
 .
Przejściówka z marketu kupiona „na zapas” dalej jest OK. No… proszę….

Market AGD

Mówię sprzedawcy z marketu. Wie Pan co? Nie znam się, nie montowałem w tej technologii? Co Pan doradzi?
.
Chłopak uśmiechnięty, uprzejmy, kulturalny, leci tekst w stylu…
.

tak Proszę Pana, tak oczywiście… myślę, że to byłoby dobre… choć jeśli Pan woli, ja sugeruję X zamiast Y, ale może Pan wypróbować i zwrócić, jeszcze jakieś pytania? Tak.. tak… proszę bardzo… Będę zajęty na zapleczu, ale w razie czego proszę podejść do obsługi i z chęcią wyjdę do Pana i pomogę… dziękuję… proszę…

.
Po drodze do rodziny, na jeszcze inne osiedle wpada mi do głowy inny pomysł? Może przeniosę instalację do budynku firmy? Hmm… ale trzeba by zmodyfikować pomysł, zajeżdżam do innego supermarketu… sytuacja się powtarza.
.

Tak, w czym mogę Pomóc? Tak, proszę Pana, dokładnie tak jak Pan myśli, ależ proszę… tak… w razie czego jesteśmy do dyspozycji… jeśli jeszcze Pan nie wie to proszę zadzwonić przez BOK i oni przekierują do mnie, a ja wybiorę produkt… tak… tak… cieszę się, że mogłem pomóc. Życzę miłego dnia.

.

To nie jest planowany wpis, siedzę teraz i zbieram śmieci po montażach, bardzo chciałbym, by ten wpis był zupełnie inny, chciałbym pochwalić lokalne, polskie, małe sklepiki, lokalnych fachowców… niestety, jeśli mam być teraz uczciwy w stosunku do Czytelników… nie mogę.
.
Dokładnie w tej chwili dbanie o „patriotyzm” mało mnie  obchodzi. Mało mnie obchodzi, czy sprzedawca z marketu jest „specjalnie szkolony” do kontaktu z klientem i czy uśmiech oraz życzenie mi „Miłego Dnia” było szczere czy nie.
.
Kontakt przebiegł bezproblemowo, przekaz informacji także, poczułem się dobrze, poczułem się poszanowany jako laik, który szuka pomocy, ale jednak wartościowy klient i z przyjemnością przy najbliższej okazji wrócę właśnie do marketu, nie do małego „polskiego sklepiku u fachowca”, bo zapewne powtórzę mój „instalacyjny patent” u bliskiej rodziny, a kontaktów z „jaśnie panami fachowcami” mam dosyć.
 .
Lokalny patriotyzm? Sorka… nie dziękuję… dziś na to nie mam nerwów…