Hejter.

Kto to jest „hejter”? Za Wikipedią: „osoba która krytykuje coś lub kogoś w bezwględny sposób; nienawistnik; najczęściej anonimowo lub pod pseudonimem”. Dzisiaj na temat hejterstwa uciąłem sobie pogawędkę z Kol. Romanem.

Moja przygoda z internetem

Moją przygodę z internetem rozpocząłem dwukrotnie, w różnych realiach i w różnych epokach. Mówię oczywiście o internecie postrzeganym pod kątem społeczności, bo doświadczenie w aspekcie technicznym system-sieć-firma-klienci było dość ciągłe, z tym, że w tym „ciągłym” wieloletnim doświadczeniu nie było przez pewien okres miejsca na społeczność i relacje międzyludzkie w internecie.

Zdjęcie-1202

Nawalamy? Lewy hejt prosty! Prawy hejterski sierpowy!

Moje podejście do netu v.1.0.

Moje pierwsze doświadczenie z netem to była sieć uczelniana oraz tematyczny IRC, gdzie prędzej czy później okazywało się, że każdy zna każdego i to w tzw. ‚realu’. To co nazywamy obecnie flameware’ami czy hejtami oczywiście odchodziło, ale w skali 20x mniejszej niż teraz. Dlaczego? Z prostej przyczyny – z powodu nieuniknionej konfrontacji w ‚realu’ na najbliższym zlocie kanału IRC czy cotygodniowym spotkaniu w pubie. Czy się działo? Jasne, że się działo, ale tempo ewentualnych kłótni było szybkie i najczęściej albo się ludzie szybko godzili, albo szybko dali sobie po mordzie, albo jedna strona ‚pasowała’ i temat się kończył szybciej niż mógł się na dobre rozpocząć.

Nick? Nick dawał niby jako taką anonimowość, ale de facto na ‚nick’ także się pracowało i w końcu było on niemal jak drugie imię, co więcej, jak mówiłem, nick finalnie i tak był kojarzony z rzeczywistą osobą w ‚realu’, którą się spotykało w pubie, mijało na korytarzu uczelni, albo piło z nią piwo na zlocie IRC. Za małe to było środowisko i zbyt zgrane na jakieś wielkie ‚dylematy moralne’

Moje podejście do netu v.2.0…

…to już była epoka tzw. dzieci neostrady, powszechnego netu w każdym domu, anonimowości, masówki, czyli to co mamy teraz, epoka Blogspota, anonimowości i wesołej anarchii – wesołej dla hejterów, niekoniecznie dla hejtowanych.

Oj, nie umiałem sobie z hejterami poradzić mając wciąż w głowie psychologiczny konstrukt z uczelnianego netu v.1.0, gdzie to zjawisko nie występowało, a i szacunek wzajemny był większy. Nie potrafiłem sobie z hejterami poradzić zarówno emocjonalnie (skala zjawiska?) jak i technicznie (ograniczenia Blogspot’a).

Po wielu doświadczeniach to się zmieniło i to doświadczaniach takich, że dupa blednie a blask ciemnieje… szczegóły zostawmy na inny post.

Hejter… jak pieprz.

Z czasem, jak koledze Romanowi napisałem, do hejterstwa się przyzwyczaiłem. Kanoniczny hejter stoi na straży wszelkich moich czynności w internecie jak wierny pies. Zakładaniu bloga publicystycznego oszczedzanie.info.pl towarzyszyły hejty jakim to jestem gównianym blogerem, uruchamianiu odzyskanego adresu bloga pomocniczego oszczedzanie.biz towarzyszyli hejterzy, piekląc się, że jakże to tak, jak można pisać krótko i lakonicznie o oszczędzaniu, skoro ten czy inny jedyny najświętszy guru blogosfery pisze tylko i wyłącznie długie elaboraty, a ja przecież o blogowaniu gówno wiem.

To nic, że według różnych systemów statystyk czytelność ja mam na poziomie 50-90 tysięcy ludzi miesięcznie (a to przecież dopiero lekka rozgrzewka), kanoniczny hejter od pierwszych 90-100 czytelników utwierdza mnie w nieustannym przekonaniu, że piszę gówno, którego nikt nie czyta.

I tu Wam zdradzę wielką tajemnicę…

Byłem kiedyś, kilkakrotnie bliski porzucenia bloga oszczedzanie.info.pl, byłem już po decyzji sprzedaży domeny oszczedzanie.biz, byłem po decyzji likwidacji bloga ‚pin i zielony’ ale wszedł jeden z drugim hejter, jedna z drugą koleżanka hejterka i zaczęła hejtować jakie to ja guano piszę i jakim to ja wielkim złym Remigiuszem jestem! No i ja zupełnie i po ludzku na złość ciulom i pindom (niektórzy w międzyczasie już byli mi doskonale znani z prawdziwego nicka i adresu ich bloga) zostałem i przełamałem kryzys w pisaniu!

Czy nie jest przypadkiem tak, że częściowo tym hejterom zawdzięczam sukces?

Higiena bloga…

Oczywiście nauczyłem się, że dla zwykłego Czytelnika hejt jest czymś obrzydliwym, a wojenki z hejtermi zniechęcają, czego się kiedyś na własnej skórze nauczyłem, dlatego mam włączoną albo całkowitą moderację, albo pre-moderację i hejterskich komentarzy u mnie nie przeczytacie, co nie znaczy, że ich (do mojej wiadomości) nie ma. Otóż hejterzy są i napieprzają jak cholera czy to na maila, czy to w komentarzach ze stałą śpiewką…

Nawet teraz, kiedy rozpoczynam stary-nowy projekt, mianowicie projekt anglojęzycznej części bloga, czy popieram tę czy inną akcję społecznościową,  hejterstwo w ten czy inny sposób napieprza, że hej. Tym bardziej mnie to jednak motywuje mnie to do działania i utwierdza w przekonaniu sukcesu.

Jeśli rozpoczynasz własnego bloga…

…przyzwyczaj się do hejtera, raz na jakiś czas rzuć mu jakiś okruch, jak temu gołębowi-obsrywaczowi na Starym Rynku. Jeśli jesteś Blogerem lub Blogerką Twój przyjaciel hejter będzie Ci towarzyszył do końca. Forever ever, wieczna symbioza i usrana przyjaźń po grobową deskę.

Polub zatem swojego „przyjaciela” hejtera!