Czy blogować pod własnym nazwiskiem… a może anonimowo?

Wczoraj z kolegą Tomkiem pomailowaliśmy sobie na temat blogowania i osobiście wskazałem na wady blogowania pod własnym nazwiskiem. Mimo że sam zdecydowałem się na upublicznienie mojego imienia i nazwiska (zaczynałem blogować pod nickiem) dostrzegam jednak więcej zalet blogowania pod nickiem i zamierzam wyjasnić Wam dlaczego.

Rasowy bloger?

Po pierwsze wrócę do swojej stałej blogerskiej mantry i wyjaśnie czym jest prawdziwe, rasowe blogowanie. Blogowanie z jajem, z ikrą, z fantazją… Blog to skrót od angielskiego „web log”, czyli od takiego internetowego dziennika pokładowego i tym właśnie blog powinien być – czyli piszemy to co w danej chwili nas interesuje, to co nas trapi, to co się wydarzyło, oczywiście jeśli prowadzimy bloga tematycznego koncentrujemy się na danym temacie… ale właśnie nie tylko.

Jeśli prawdziwego, rasowego blogera mocno trapi fakt, że Korwin dał po buzi innemu politykowi i pragnie sobie to przedyskutować to taki bloger pisze to nie patrząc czy to jest marketingowe, czy nie. Jeśli ja jako bloger ekonomiczny jestem po stronie wspierania polskiej produkcji (w tym wspierania polskiego górnictwa) i kupowania lokalnych, najlepiej ekologicznych, produktów to po prostu piszę to, nie bacząc, że kilku nastawionych globalistycznie-prokorporacyjnie Czytelników może się wzdrygnąć i zaprzestać subskrybcji bloga.

Wczoraj pisałem, że w blogosferę (w tym oszczędnościową) wkroczył lans, autopromocja i biznes – po prostu nachalna machina promocyjna sprzedazy platformowej i zasadniczo osobiście akceptuję ten fakt, nawet próbując korzystać z tego zjawiska… Tylko w chwili kiedy jako Autor zaczynasz dobierać treści na swoim blogu pod kątem marketingu, wydźwięku społecznościowego = złapania najwiekszej liczby subskrybentów, kiedy co gorzej zaczynasz dobierać sobie znajomych Autorów NIE pod katem wzajemnych relacji i koleżeństwa, ale pod kątem potencjalnych korzyści, kiedy nagle zaczynasz unikać Kolegów i Koleżanek, którzy pomogli Ci kiedyś zaistnieć, bo nie pasują do nowej wizji marketingowej Twojego bloga czy promocji własnego wizerunku… to zadaj sobie pytanie, czy ty jesteś w ogóle blogerem?

Ktoś mi kiedyś zadał pytanie: Remigiusz, skąd możesz tyle mówić o blogowaniu, skoro Twój blog nie bije rekordów odwiedzalności? Odnośnie popularności powiem Wam jedno. Odwołam się do moich ulubionych argumentów koneserskich. Statystycznie najpopularniejsze piwo na rynku to Tatra, na tyle popularne, że w niektórych regionach Polski stojących caly dzień pod monopolem panów z czerwonymi karkami i wódczano-drożdżowym oddechem nazywa się „taternikami”. Czy jednak popularność piwa Tatra i duży wolumen sprzedaży przekłada się na jakość i autentyczność (bo Tatra na mój gust prawdziwym piwem nie jest, smakuje jak sztucznie i chemicznie pędzona berbelucha, tzw. HGB)? Przełóżcie sobie tę prawidłowość na blogi.

Jak to się ma do pisania pod nazwiskiem?

Ujawniając nazwisko w nieodpowiedniej dla ciebie sytuacji być może będziesz skazany na polit-poprawną popierdólkę i bedziesz się musiał zawsze 3x zastanawiać czy publikacja nie urazi czyiś poglądów, czy nie postawi cię w złym świetle jako człowieka posiadającego nieodpowiedni stosunek do sprawy A czy B.

Słowem, tak naprawdę nie będziesz już mógł być blogerem / mogła być blogerką… tak jak kiedyś!!! Koniec swobody!!!

Ja jestem swoim własnym szefem i problem mnie dotyczy w mniejszej skali. Jeśli jesteś jednak młodą osobą, na początku swojej kariery zawodowej, albo pniesz się po szczeblach w korporacji to wiedz, że na ogół pracodawca w finalnej fazie rekrutacji sprawdza Cię także w internecie. W końcu blogosfera czy Facebook to kopalnia darmowej informacji, do czego nie trzeba zatrudniać wywiadowni gospodarczej czy prywatnych detektywów… w koncu sami ujawniamy tak wiele faktów z naszego życia… no nie.

Jeśli ktoś mi powie, że to bzdura, to wyprowadzam go właśnie z błędu. Sam jestem pracodawcą, rozmawiam z innymi pracodawcami i gwarantuję Wam, że…. parafrazując słynny filmowy cytat…. wszystko co napiszesz może być użyte przeciwko tobie.

Internet (np. Twoj blog, FB) pokazuje bardzo dużo… jakie masz mniej więcej poglądy polityczne, jaki masz stosunek do pracy, do finansów, do korporacji. Jak sie zachowujesz w stosunku do współpracowników, co o nich piszesz, co piszesz o ludziach ze swojego miasta, itp. Po prostu mają Twój profil psychologiczny. Powiem inaczej…

Co mówią autorzy?

W moim paruletnim blogowaniu kilkukrotnie rozmawiałem na temat faktu blogowego ujawnienia się autora/autorki. Koledzy i koleżanki wielokrotnie pisali mi o różnych dziwach, negatywnych reakcjach, obrażaniu się otoczenia na jakieś nieistotne szczegóły wspomniane mimochodem gdzieś na blogu. Zdarzały się dziwne reakcje w rodzinie, zdarzały się mniej lub bardziej wymuszone „zmiany stanowiska pracy” po ujawnieniu imienia i nazwiska. Zauważyłem rozterki i stresowe reakcje samych autorów – np. najpierw coraz większe czajenie się i ujawnianie imienia, potem nazwiska, potem paniczne, pełne stresu usuwanie śladów swojej obecności (imienia, nazwiska) w internecie, zrywanie relacji, lęk o to co powie szef w pracy. itp.

Jak mówiłem, jestem swoim własnym szefem, ale nawet ja musiałem zrobić solidny audyt własnej treści – czy opublikowany wcześniej post w świetle podpisania go jako Remigiusz Roman Witczak nie zaczyna zdradzać szczegółów w sytuacji gdy raczej powinienem być dyskretny. Czy jakaś treść, w kontekście umiejscowienia go w już nie anonimowym środowisku, bo w otoczeniu Remigiusza Witczaka nie zaczyna dotykać tych czy innych osób. Na szczęście mogłem z satysfakcją podpisać większość wcześniejszych wpisów swoim nazwiskiem, ale i u mnie znalazło się parę kwiatków, które musiałem „wyciąć”.

Rzeczywistość.

Niestety moi drodzy Autorzy i Autorki. Po kilku latach zauwazyłem bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, że dużo ludzi potrafi obrażać się śmiertelnie o treść, o poglądy. Po publikacji postu, który jest przeciwko ich poglądom ludzie potrafią celowo zaszkodzić. Asertywny sposób działania w stylu „ja szanuje Twoje poglądy, nawet jesli się z nimi nie zgadzam, a Ty szanuj moje” jest często fikcją.

Błędem jest też dopuszczanie na system blogowy, który nie identyfikuje IP (czyli np. Blogspot), anonimów – bo niemal od razy zaczynają się osobiste wycieczki i wyzwiska, czasem jak się okazuje potem – to są ludzie z naszego otoczenia. Ale o tym kiedy indziej…

Nick czy nazwisko?

Niestety. To jest Polska. Kraj ludzi zawistnych, złorzeczących, zazdrosnych, którzy potrafią zaszkodzić człowiekowi pod byle pretekstem. „Cenne rady” jak blogować żywcem przełożone z jakiejś amerykanskiej książki mogą tu w ogóle nie działać, a wręcz zaszkodzić.

Ja zdecydowałem się na ujawnienie nazwiska, jednak dalej twierdzę, że w żadnym wypadku nie wolno w tej kwestii iść za żadnym guru, ponieważ prawda stojąca za czyimś „sukcesem” może być skrajnie różna od tego co można przeczytać na czyimś blogu.

Nie odpowiem za Ciebie na pytanie, które sobie stawiasz, czy mam ujawnić nazwisko, czy nie. Mój blog jest blogiem dla ludzi inteligentnych, myślących i jak już nie raz zauważyłeś/aś ja jestem raczej człowiekiem który zadaje pytania i zachęca do refleksji, zamiast podawać informacyjną papkę pod sam dziubek. Trzeba tę decyzję przetrawić i podjąć samemu.

Powodzenia.

moje_bw

P.S. Myślę, że warto zaglądnąć także na wczorajszy wpis, gdzie poruszyłem między innymi temat prawdy przedstawianej na blogach:

Etyka w biznesie. Kryzys grecki. Blogowanie.

 

12 przemyśleń nt. „Czy blogować pod własnym nazwiskiem… a może anonimowo?”

  1. Rzec można „cała prawda, całą dobę”! Również potwierdzam te tezy. Ponadto wiele zależy od tego, czy ktoś ma często występujące nazwisko (wtedy nawet marki własnej nie wyrobi), czy mniej pospolite.

    1. no właśnie ja kwestionuję w ogóle, czy młoda ambitna osoba chcąca zasmakować blogosfery (także w sensie relacji międzyludzkich i koleżeństwa) powinna budować markę własną na bazie nazwiska

      według mnie lepiej nie, a mój przypadek nie ma nic do rzeczy akurat

  2. Ja właśnie z powodów zawodowych, które opisujesz, nie planuję podpisywać się nazwiskiem pod swoimi wpisami:)
    Ależ jesteś cięty na niektórych kolegów „z branży”:)

    1. ponieważ jestem najstarszym aktywnym blogerem oszczędnościowym siłą rzeczy poznałem bardzo wielu blogerów, a wielu z nich zaczynało swoją karierę od mojego polecenia na Racjonalnym Oszczędzaniu vel. Oszczędzaniu

      a tu jest jak z ludźmi w pracy, na przykład, pomyśl… tak samo znajdą się ludzie w porządku, ale też czarne owce, które prą dosłownie po trupach do celu

      jeśli rozejrzysz się po otoczeniu, w szerszym kontekście, zrozumiesz, ża ja w ogóle nie jestem zbyt cięty na nikogo, ew. eksponuje i potępiam nietóre złe zachowania, których przecież w polskiej rzeczywistości jest wiele

  3. Widzę, że zaciekawiłem tematem. Bardzo fajnie, dostać tyle wiadomości i informacji na ten temat. Nie ukrywam, że początkowo bardzo optymistycznie podchodziłem do tematu. Lecz po przeczytaniu wszystkich komentarzy, oraz opinii przesłanych na maila i komunikator, zauważyłem masę wad. Tym samym, po przekalulowaniu, stwierdzam, że jeżeli:
    1. Nie chcemy promować, własnych produktów,
    2. Nie chcemy, realizować szkoleń,
    3. Nie chcemy, świadczyć innych usług.
    To nie ma znaczenia, jak się przedstawiamy i najważniejsze – liczy się treść.

    1. jak mówiłem, warto rozważyć wszystkie za i przeciw i słuchać siebie samego w tej kwestii – a jeśli staniesz się sławnym blogerem (co jak gadam, jakie jesli… kiedy), na ujawnienie nazwiska zawsze jeszcze będzie czas przecież

  4. Dzięki za dobry artykuł 🙂 Właśnie planuję mały projekt na YouTuba i zastanawiałem się nad tym, czy ujawniać się pod nazwiskiem – byłem raczej skłonny, aby nie ujawniać nazwiska, ale po Twoim artykule jestem już pewnie, że to nie jest dobry pomysł 🙂 Dla czytelnika odbiorcy chyba nie ma dużego znaczenia, czy piszesz pod własnym nazwiskiem – dobra treść sama się obroni 🙂

    1. tak, i poza tym blogując anonimowo, możesz blogować (publikować) bardziej na luzie, robić ciekawszą treść niż pamiętając o ograniczeniach – to się może przełożyć na popularność, czytelnictwo, a jeśli nie jest to dla Ciebie absolutnym priorytetem (jak dla mnie) to przynajmniej dla własnej satysfakcji

    2. aha, projekt, jeśli dotyczy w jakikolwiek sposób finansów czy sfery konsumenckiej – zgłoś mi do polecenia na profilu FB bloga, itp. – zawsze ileś ludzi na start wejdzie

  5. Nawiązując do jednego z wątków Twojego tekstu dotyczącego lansu i autopromocji, a już dodając od siebie: pisania wyłącznie dla potencjalnych korzyści fiinansowych – też zauważyłam, że jest coraz więcej takich bloggerów. Nie mam nic przeciwko zarabianiu – bo mamy tak dużo przykładów bloggerów, którzy założyli bloga – bo chcą się dzielić swoimi pasjami, a przy okazji okazuje się, że to może stać się dla nich sposobem na życie. Nie jest mi jednak łatwo przejść obok bloga – który już po przeczytaniu kilku zdań pokazuje, że chodzi wyłącznie o korzyść!

    1. Miło Cię widzieć na blogu. Ja osobiście mam nadzieję, że uda mi się połączyć odrobinę komercji (mus to mus, otwarcie mówię o potrzebach moich i bloga) z pasja i hobby, jednak z większym naciskiem na to drugie. Nie jest to łatwe, myślę jednak, że jeśli człowiek będzie pamiętał po co bloguje – jakoś to wyjdzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Policz to * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.