Bezpieczeństwo osobiste – bezpieczeństwo finansowe

Temat bezpieczeństwa na blogu o oszczędzaniu? Jak najbardziej, temat trafiony w 100%. Zarabiamy i oszczędzamy nasze pieniądze, ale musimy być świadomi, że trzeba je także zabezpieczyć – ochronić nasze pieniądze nie tylko przed ryzykownymi inwestycjami takimi jak Amber Gold, ale także przed oszustami, złodziejami. Ważne jest także bezpieczeństwo osobiste i ochrona tego, co mamy w portfelu.

Skończyłem na razie cykl wpisów o samochodach, czas porozmawiać o czymś nowym. Jeśli macie jakieś swoje przemyślenia w tej kwestii, zapraszam do komentarzy – tymczasem zaczynamy.

Koleś, wyskakuj z kasy…

Taki tekst usłyszałem kiedyś od faceta, który zastąpił mi drogę na poznańskich Jeżycach, kiedy jako student wracałem z rodzinnego miasta do wynajętego mieszkania. Kątem oka dostrzegłem, że w bramie nieopodal koleś miał “ubezpieczenie” kolegów… Miałem oczywiście przy sobie telefon komórkowy – dość drogi jak na tamte czasy, kartę płatniczą i trochę gotówki otrzymanej od rodziców. Wracałem z dworca PKP, pieszo, późnym wieczorem.

Czy sensowne było wracanie pieszo o tej porze, zwłaszcza skrótem, przez boczne uliczki, z pełnym portfelem i bagażem, kiedy taksówka do domu kosztowała zaledwie 12 zł. Nie, zdecydowanie. Oszczędność tych 12 zł była jedną z głupszych oszczędności w moim życiu. Oczywiście można tu pomstować, że poruszanie się w pobliżu centrum takiego miasta jak Poznań powinno być bezpieczne, policja, straż miejska i system monitoringu powinny chronić przechodniów, ale niestety, w tym kraju “taki mamy klimat”. Nie warto liczyć na policję. Ona nie zapewni Ci bezpieczeństwa kiedy potrzebujesz, choć ochoczo wyskoczy zza rogu, kiedy śpiesząc się wieczorem, na czerwonym świetle przekroczysz zupełnie pustą ulicę.

Tak, nawiasem, w tamtej sytuacji uratowało mnie wygadanie, pewność siebie i blef.

  • Eeee co Ty… do sąsiada wyskakujesz… ja jestem z Jeżyckiej… może lepiej jakiegoś leszcza skrój, co!
  • Z Jeżyckiej. A Nietoperza znasz?
  • No jak to nie znam? Jasne że znam! Browara tydzień temu zrobiliśmy.
  • Ty… ziomuś, sorka… nie poznałem, nie było tematu… co…
  • Jasne, narka…

Mieszkałem z Poznaniakami, więc po latach gadałem już po poznańsku, takim charakterystycznym akcentem z Jeżyc… Tym razem się wywinąłem z opresji i wyciągnąłem z tego wnioski.

Ty też nie wędruj po nocach… weź taksówkę.

Facebook, Twitter i inne… nasze życie w necie

Ochoczo nawiązujemy tu kontakty. Dodajemy coraz to nowych “znajomych” i przyjaciół. Zezwalamy automatycznie na obserwacje na Twitterze.

W gronie ludzi zajmujących się internetem, np. blogerów to szczególnie pożądane. Przecież im więcej potencjalnych kontaktów, tym więcej potencjalnych Czytelników, komentatorów, klientów.

Czasem po jakimś alarmującym newsie na Plotku przysiądziemy, zmienimy ustawienia na bardziej rygorystyczne i zablokujemy dostęp do konta osobom spoza listy, ale w sumie co z tego, kiedy chcąca osoba i tak będzie śledzić Twoje poczynania w necie.

Informacje o planowanych urlopach, chwalenie się zakupem najnowszego modelu MacBooka, informacje o zakupie fizycznego złota, itp. podbijają nasz “image” wśród internetowych “friends” ale także są zaproszeniem dla złodziei oraz oszustów.

Tyle się o tym pisze i ostrzega – większość ludzi przelewa całe swoje życie na łamy internetu i społecznościówek.

Internet daje poczucie bezpieczeństwa, a przypadkowi, obcy ludzie, po kilku mailach stają się “znajomymi”, czy są nimi rzeczywiście?

13567165_1121877987883196_5828639355528621122_n

Źródło: facebook.com

Oszuści… ochrona danych…

Dzwoni do mnie miła Pani, która podaje się za pracownicę firmy telekomunikacyjnej, przedstawia się, wyklepuje standardowe formułki i prosi, przed przystąpieniem do dalszej rozmowy o aktualizację danych. Data urodzenia, imiona rodziców, nr PESEL i inne…

  • Zaraz… zaraz… z jakiej racji ja mam Pani podawać swoje osobiste, szczegółowe dane!
  • Ale… Panie Remigiuszu…
  • Przede wszystkim nie “Panie Remigiuszu” tylko “Proszę Pana”, proszę nie stosować sztuczki ze “skracaniem dystansu”, nie jesteśmy znajomymi z pracy ani z osiedla, więc nie życzę sobie.
  • Yyyyy…. eeee….. dobrze…. Proszę Pana… podanie danych to standardowa procedura.
  • Rozumiem, że w biznesie obowiązuje reguła wzajemności, Proszę Pani, zatem proszę mi podać imiona Pani rodziców, numer dowodu, adres, nr PESEL, pani prywatny nr telefonu…
  • Pan sobie żartuje…
  • Dlaczego uważa Pani, że ja żartuje, przecież Pani żąda tego samego ode mnie…

Moi Drodzy Czytelnicy, ta rozmowa – akurat autentyczna – to przykład absurdu i prostej manipulacji jakiej ulegamy. Dzwoni ktoś, podaje się za pracownika gazowni, nawet funkcjonariusza policji, czym prędzej wyciągamy dowód i podajemy numery… z automatu… bezrefleksyjnie…

Nie róbcie tego.

Byłem sam świadkiem, jak dosyć inteligentni, młodzi, wykształceni znajomi (i to z wielkiego miasta), bynajmniej nie żadne babcie łapiące się na metodę “na wnuczka”, wyciągnęli dowodziki i zaczęli dyktować wszystkie dane akwizytorowi dzwoniącemu z rzekomą dobrą ofertą kablówki… byłem w szoku.

Miałem kontakt z osobą, której firma uczestniczyła w procederze wyłudzania podpisów pod wnioskami windykacyjnymi… firma już nie istnieje, a właściciele mają sprawę… nie ważne… po prostu nawet nie zdajecie sobie jakie to proste… jak łatwo jest “ogolić” Was z pieniędzy mając komplet waszych danych.

Uważajcie. Ten ostatni akapit w tym wpisie to nie jest popis mojej elokwencji, to niestety nie był żart…