Wypalenie zawodowe. Wpis gościnny – Arturro

Wyślij ten wpis znajomym!

Na moim blogu o zarabianiu pieniędzy (głównie o firmie), którego pisanie obecnie wstrzymałem między innymi z uwagi na coraz bardziej dotkliwy brak zasobów czasowych, napisałem niedawno o pracy w weekendy, jako możliwości osiągnięcia dodatkowych zarobków, ale także o konieczności odpoczynku.

Dotyczy to każdego z nas, a w szczególności osoby, które zajmują się własnym interesem, gdzie czasem w pracy bywa się dosłownie 24/7. Jaka jest konsekwencja braku poświęcenia czasu dla samego siebie? Wypalenie się. Napisał mi o tym coś więcej Arturro i dzisiaj na blogu publikuję jego słowa:

W czasie gdy Remigiusz rozkręcał własną firmę, ja rozkręcałem cudzą. Dość skutecznie – 2 lata temu została wykupiona przez spółkę giełdową. Własną firmę zacząłem rozkręcać w 2006, działa do dziś. Mam podobne doświadczenia jak Autor, dorzucę kilka swoich obserwacji.

Jeśli zatrudnia się ludzi, to trzeba się przygotować albo na dodatkowy stres, albo nabawić znieczulicy. Zatrudniając kogoś, bierze się za tę osobę odpowiedzialność, często za jego rodzinę też. Jako pracodawca muszę się zastanawiać, czy będę miał dość zleceń aby wypłacić pracownikom, czy ściągnę płatności na czas, czy praca pracowników jest opłacalna. Jak przyjdą zatory w płatnościach, typowe przy obsłudze firm, to komu wstrzymać przelew? Sobie, Urzędowi Skarbowemu, kontrahentowi czy pracownikom? Co zrobić jeśli praca pracownika jest nieopłacalna? Jeśli winą jest jego lenistwo, to zwolnić łatwo. Jeśli wina braku opłacalności pracy pracownika jest od niego niezależna, to zwolnić dużo trudniej – zwłaszcza jak się go zna i wie się, że ma rodzinę na utrzymaniu. Z drugiej strony – wypłacasz mu wtedy pensję z pieniędzy własnych, lub obcinasz pensję innym, wydajnym, pracownikom.

3254923387_ca4d070d0c_z

Prowadząc firmę stajesz się w praktyce nałogowym hazardzistą. Zwłaszcza w przypadku małej firmy co chwilę stajesz przed dylematem czy stoisz w miejscu, czy ryzykujesz wszystkim. Przyjąć duże zlecenie? Możesz na nim nieźle zarobić. Jak przyjmiesz musisz rozbudować firmę, ale jak się nie uda, to zostaniesz z kosztami i bez zysków. Wprowadzić nową ofertę w firmie? Na jej przygotowanie trzeba ponieść koszta, a nie masz pewności, że nowy produkt/usługa się przyjmie. itp. Zostając właścicielem firmy wykup sobie od razu abonament u kardiologa – będzie potrzebny.

Zostając przedsiębiorcą jesteś cały czas w pracy, Twoja rodzina też – w Twojej pracy. Awaria w firmie – telefon (i konieczność zajęcia się sprawą) w dowolne święta, także w nocy. Nawiedzony klient – telefony o dziwnych porach. Pierwszego smartfona kupiłem po to, by meile firmowe mieć zawsze pod ręką. Teraz w komórce mam tylko e-maila prywatnego – by mieć choć kilka godzin oddechu od pracy.

Co mi ostatnio uświadomiła narzeczona – poszedłem na piwo do kumpla-wspólnika. Testowaliśmy nowe piwa rzemieślnicze, dobrze się bawiliśmy, gadaliśmy o polityce, firmie, d..ie Maryny. W trakcie wysłałem do pracowników polecenie wykonania kilku przelewów, pytanie o analizę dla klienta, przesunąłem priorytet jednego zadania w firmie. Kumpel w tym czasie cały czas przeprowadzał analizę dla innego klienta. Dopiero po powrocie uświadomiła mi, że nie byłem 4 godziny na piwie u kumpla, tylko na 3 godzinnym spotkaniu firmowym wypełnionym pracą.

Wypalenie zawodowe do straszna rzecz. Przez kilka lat nie brałem urlopów i wolnych weekendów, bo było tyle pracy do zrobienia. Wypaliłem się. Podobnie wspólnik. On w pewnym momencie przestał przychodzić do pracy, przestał wychodzić z domu. Przez 6 miesięcy go nie widziałem, przez 14 miesięcy nie widział go nikt w biurze. Przeszło mu stosunkowo szybko, bo to łącznie trwało półtora roku, teraz wrócił i pracuje, choć już nie tak szybko jak kiedyś. Moje wypalenie objawiło się tym, że zapominałem o najpotrzebniejszych i najprostszych rzeczach. Albo dostawałem śpiączki i nie mogłem wstać i pójść na spotkanie czy do biura. Przegapiłem ważne zmiany na rynku, bo byłem zbyt wypalony by o tym myśleć i to prawie położyło firmę.

Firma nam przetrwała nasze wypalenie tylko dlatego, że od początku ją zaprojektowaliśmy jako maksymalnie niezależną od nas i mogącą funkcjonować (ale już nie rozwijać się), bez naszego udziału.

Oszczędzajcie swoje siły, bo to zasób nieodnawialny, niestety. Warto też pilnować, aby kluczowi pracownicy się nie wypalili. Niekluczowym wypalenie raczej nie grozi 🙂

Autor wpisu: Arturro


Wyślij ten wpis znajomym!

7 przemyśleń nt. „Wypalenie zawodowe. Wpis gościnny – Arturro”

  1. Witaj Arturo,
    bardzo dobry wpis. To właśnie dlatego, że nie chciałam ryzykować, nie otworzyłam większej firmy. Zarządzanie ludźmi i te decyzje doprowadziłyby mnie chyba szybko na skraj załamania.
    Niestety nawet własna jednoosobowa działalność to podobne dylematy i podobne podejście. Jesteś 24 godz. na dobę w pracy.
    Ale ostatnio przynajmniej w weekendy staram się nie pracować. Inaczej nie mam potem siły na kolejne zlecenia.
    Pozdrowienia!
    iw

  2. Zatrudniałem kiedyś pracowników i dziś wiem że już więcej tego nie zrobię – z powodów doskonale ujętych w tym artykule. Wolę rytm pracy freelancera i ewentualnie podzlecanie jakichś elementów większego projektu innym freelancerom niż relację pracodawca-pracownik. Świetny wpis-trafia w sedno sprawy większości MiŚ-ów.

  3. Bardzo dziekuję za ten wpis…
    Bardzo…
    Nawet nie potrafie powiedzieć dlaczego tak mnie „trafił”…
    Dzis wpis zobaczą moi bliscy, a poźniej będę go pokazywał – a jeśli wolno również go wydrukuję i będę rozdawał – każdemu, kto sądzi, że założenie i prowadzenie firmy to może nawet i nie wyłącznie, a przede wszystkim „pukanie do nieba bram” i stąpanie po płatkach róż…
    Nie mam takiego doświadczenia jak autor wpisu; u siebie nie musiałem (poza sporadycznymi sytuacjami) zatrudniać pracownika „operacyjnego”, ale wydaje mi się, że potrafiłem będąc pracownikiem „wejść w buty” pracodawcy i rozumiałem na co jako przedsiebiorca i pracodawca się porywa…
    Może i dzieki temu otwierałem swoją firmę bez złudzeń i niepoprawnego marzycielstwa?
    No, ale nie potrafiłem o tym mówić 🙂
    Arturro, dziekuję raz jeszcze…
    Remigiuszu, tobie również dziękuję. To jeden z najcelniejszych wpisów odkąd odwiedzam Twoje blogi.

    1. ja także tutaj oficjalnie niezmiernie dziękuję Arturro za ten wpis, 😉

      najwięcej możemy wszyscy zyskać wymieniając się praktycznymi doświadczeniami

      o takich sytuacjach, życiowych sprawach nie uczą np. na studiach – teoria oderwana od życia, dopiero potem skacze się na głęboką wodę (albo i nie) i wychodzi twarda rzeczywistość

  4. Bardzo ciekawy wpis… Ostatnio myślałem, że też przeżywałam załamanie pracownicze, ale jednak chyba nie w takiej skali jak tutaj opisane… Dało mi to do myślenia! Pozdrawiam i zapraszam też na mojego bloga 🙂

  5. Umiejętność wypoczywania jest bardzo ważna, sama odczuwam to coraz mocniej. Najgorsze jest chyba to, że nikt nas nie uczy jak odpoczywać. Wszyscy powtarzają, że trzeba być pracowitym (co przecież nie oznacza „zapracowanym”) i zawsze dawać z siebie 100%. Ja osobiście mam problem z odpoczywaniem, mam wyrzuty sumienia, że marnuję czas i nic nie robię. To chyba największy dramat mojego życia 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Policz to * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.