Zakup samochodu? Pułapki i spostrzeżenia

Jestem właśnie po zakupie drugiego samochodu. Jedno mogę powiedzieć – nie trwało to krótko – chciałem bowiem kupić nieco tańsze auto używane, co celów „miejskich”, ale znów nie aż tak używane i nie aż tak tańsze. Oglądnąłem kilkadziesiąt aut z drugiej ręki, często wspomagając się towarzystwem bardziej doświadczonych kolegów. Wiele rzeczy mnie zaskakiwało…

Nie jestem fachowcem z branży motoryzacyjnej, jednak od dłuższego czasu zdobywałem wiedzę na tematy motoryzacyjne, którą się z Wami dzieliłem w niektórych postach, np.

Samochodowe oszczędności? 5 zupełnie zbędnych wydatków na Twoje auto

albo

Samochodowe oszczędności? Kolejne 5 zbędnych wydatków na Twoje auto. #2

Dziś jednak będzie nie o oszczędnościach, ale właśnie o zakupie auta i niepokojących sprawach które zauważyłem przy zakupie auta. Pułapki, sztuczki i kruczki sprzedawców, działanie na emocje kupującego… poczytaj czego możesz się spodziewać:

„Auto demonstracyjne” z salonu – może być w rzeczywistości mocno wyeksploatowanym, a nawet powypadkowym autem po-flotowym.

Demo to często łakomy kąsek. Stosunkowo niski przebieg, dobry stan, bardzo dobre wyposażenie… ale cena jak za półroczne, czy nawet roczne auto z niższego modelu wyposażenia. Fakt, formalnie jest to auto używane, chociaż…

W większości marek auta demo są ściśle „reglamentowane” przez centralę (nie można ich sprzedać za szybko). Na atrakcyjniejsze ofertowo demówki ustawiają się czasem całe kolejki „znajomych królika”, a w niektórych salonach, co zauważyłem, samochód-demo, którym jedziesz, jest już de facto fizycznie sprzedany (kupujący zgodził się do pozostawienia go w salonie na jazdy testowe do czasu przyjścia nowej demówki z centrali).

Mniej uczciwi właściciele autoryzowanych salonów sprzedają auta na wypożyczalni długoterminowej, wszelkie auta serwisowe i zastępcze, a nawet auta po-flotowe (jeśli tylko salon pozostał formalnie właścicielem pojazdu), jako tzw. „demo”.

Uważaj na „demówki”, które mają od roku do 2 lat (od okresu 1 rejestracji), demówki, które są pozbawione charakterystycznego oklejenia salonu, auta w kolorze białym (ulubiony kolor do floty). Uważaj na sprzedawców opowiadających nietypowe bajki o aucie demonstracyjnym (tłumaczących dlaczego nowe auto ma wymieniony lewy reflektor, grill i ma nietypowo grubą warstwę lakieru). Demówka np. dwuletnia to na 75% trefny towar.

8214290661_c73fb8c528_z

Dwuletnie auto po-flotowe czy po-leasingowe to często już wyeksploatowany rzęch.

Oczywiście zależy to od tego, kto użytkował auto. Czy był to jeden człowiek z zarządu firmy podjeżdżający do pracy z domku pod miastem, czy był to przedstawiciel handlowy, lub cały ich zespół, którzy skutecznie dorżnęli auto.

Wśród przedstawicieli kiedyś krążyło powiedzonko (znam branżę):

„Jakim autem, szybko, dynamicznie i bezproblemowo można wjechać na 15 cm, betonowy krawężnik? 

…firmowym.”

Należy uważać na auta po wypożyczalni, ponieważ nikt ich na ogól nie szanuje. Przysalonowy warsztat jest wstanie dopieścić te auta tak, że wydają się łakomymi kąskami, jednak prawdziwego wytłuczenia i wyeksploatowania nie usuną. Warto uważać, wszelki sceptycyzm dla mega-ofert mile widziany.

Auto sprowadzone zza granicy jest na 90% autem bitym.

Nie ma cudów. Na czymś musi być zysk dla sprowadzającego. Sensownego zysku nie będzie na aucie w dobrym stanie, po niemieckim emerycie, który „pod kocem trzymał i płakał jak sprzedawał”.

Niemiec czy Francuz sprzedaje tanio auto bite, lub w najlepszym razie lekko uszkodzone, bo tam nie opłaca się go naprawiać. Po drodze auto przejmuje polski handlarz i po wielu przygodach auto trafia w atrakcyjnej cenie na nasz rynek.

Powiesz, że kupując auto trzeba mieć miernik lakieru i wszystko będzie jasne? Poczytaj zatem dalej…

Pomiar powłoki lakierniczej często nie jest w stanie wykazać, że mamy do czynienia z autem powypadkowym.

Mało który „specjalista” od aut używanych bawi się bowiem w klepanie blach i szpachlowanie „za stodołą” w miarę nowych aut powypadkowych. Zerknij na ogłoszenia motoryzacyjne. Bez trudu można znaleźć całe, fabrycznie nowe elementy karoserii do pomalowania u lakiernika. Po takich podmiankach miernik lakieru wykaże prawidłowe wyniki, rzeczywiste szkody jakich auto doznało po „mocnym dzwonie” np. w przydrożny słup są trudne do zdiagnozowania, jeśli zajmował się nim dobry fachowiec, a jeśli auto nie jest tanie – to na pewno było w rękach dobrego fachowca.

15389537477_039e829ce3_z

Niemal każdym autem z drugiej ręki jeździła przede wszystkim „żona z małym dzieckiem”

Fakt ten zwykle potwierdza naklejka „dziecko w aucie” na tylnej szybie, lub pozostawiony (lub widoczny na zdjęciach ofertowych), lekko sfatygowany fotelik dziecięcy z tyłu. Auto po matce z dzieckiem „schodzi” szybciej i za lepszą cenę.

Dlaczego tak się dzieje?

Matka z dzieckiem to automatycznie skojarzenie z bezpieczną jazdą. Auto po matce z dzieckiem na pewno nie było nadmiernie piłowane, wyszarpane i obite. Pocieszamy się, że auto miało na tapicerkę wylany soczek dla bobasa, czy resztki kaszki, ale przecież właściciel je usunął. Na pewno jednak silnik jest w porządku i tak dalej…

Jak widać, zdezelowane, poplamione foteliki dziecięce, które ludzie wystawiają wprost pod śmietnik i darmowe naklejki z firm ubezpieczeniowych mogą mieć dla „sprzedających” całkiem sporą wartość.

Doświadczony w sprzedaży aut fachowiec nie raz i nie dwa korzysta z tego tricku.

Oczywiście to nie wszystko…

Być może w kolejnej części napiszę o tym, że ludzie notorycznie kłamią i ukrywają wady używanego auta. Sprzedawcy w salonach koloryzują i stosują różne „techniki perswazji”, a poczciwy emeryt z domku pod miastem w rzeczywistości może być tzw. „słupem” dla grupy handlującej sprowadzanymi „powypadkami”…

Jak zwykle zapraszam do komentowania i zostawiania swoich spostrzeżeń poniżej.

Czy Ty kupowałeś/aś używane auto i byłeś ze wszystkiego finalnie zadowolony/a, czy może po drodze wyszły jakieś cuda? Napisz 😉