Skarbonka? Rozsądne oszczędzanie – zamiast zadłużania się

Czy wiesz na czym polega „efekt skarbonki”? Nawet drobne sumy, odkładane regularnie, z czasem dają zauważalną rezerwę finansową…

Nie raz pisałem już o oszczędzaniu z wykorzystaniem oprocentowanych kont oszczędnościowych, jednak dziś zajmiemy się prostszym rozwiązaniem do wykorzystania na co dzień.

Zakładamy skarbonkę…

…a właściwie w duchu oszczędności wykonujemy ją samemu! Radzę wykorzystać w miarę ładne i eleganckie pudełko po kawie, słoik, itp. i w miarę sprytnie wyciąć w wieczku odpowiedni otwór.

Umawiamy się na przykład, że do naszej skarbonki trafiają drobne miedziaki, które zwykle szybko zbierają się i wypychają portfel, albo uznaniowo drobne sumy zaoszczędzone na zakupach, kilka złotych oszczędzonych na tym, że na drobne zakupy podjechaliśmy w pogodny dzień rowerem zamiast samochodem, itp.

Cel oszczędzania w skarbonce…

….każdy z nas ustalić sobie może sam – ja uważam, że warto dzięki zasobom skarbonki tworzyć albo mikro-rezerwę finansową, taki mały fundusz awaryjny, albo też pójść w stronę pozytywnej motywacji i zrobić sobie fundusz na prezenty lub rzeczy, na które codziennie nie za bardzo możemy (chcemy!) sobie pozwolić – np. trochę lepszy kosmetyk lub perfumy, droższe niż te, których używamy na co dzień, jakieś produkty delikatesowe, czy ciekawie spędzony wieczór – np. wyjazd do dużego miasta na premierę sztuki teatralnej i późniejszą kolację w restauracji na rynku (tak… tak… proponuję trochę zasłużonego luksusu)…. dobrym, motywującym celem mikro-oszczędzania mogą być rzeczy dla których zazwyczaj w napiętym domowym budżecie ciężko znaleźć mocne uzasadnienie.

14180019095_d37e604454_z
Oszczędzaj cierpliwie, powoli, stopniowo…  jednak skutecznie!

Rozsądne oszczędzanie – zamiast zadłużania się

Pozytywny efekt skarbonki opisany powyżej naprawdę działa. Osobom jeszcze zastanawiającym się nad założeniem skarbonki, a chcącym utworzyć sobie dodatkowy fundusz na jakiś konkretny zakup, polecam zrobić to niezwłocznie, a bardziej obeznanym w bankowości elektronicznej – założenie celowego konta oszczędnościowego. Tymczasem musimy być świadomi jednej rzeczy – ten sam „efekt kumulacji” działa w także drugą, negatywną stronę – zadłużania się.

Obserwacja mojego ojca

Dlaczego niektórzy koledzy z tego samego zakładu pracy, o tych samych zarobkach, wydają się relatywnie biedni, wiecznie zadłużeni, zdenerwowani, wiecznie proszą o pożyczenie pieniędzy, itp. – jednym słowem – kasa się ich nie trzyma (ale 15-go oczywiście wielkie szczęście i szaleją na max). Dlaczego inni radzą sobie świetnie, wyglądają dobrze, są spokojni, a w domu może się nie przelewa, ale właściwie na wszystko wystarcza?

Zakupy na raty. Dobry zwyczaj – nie pożyczaj

To stare powiedzonko, często było powtarzane w mojej rodzinie i równie często praktykowane. „Pożyczaniem” jest tu też jakiekolwiek kupowanie kolejnych artykułów konsumpcyjnych na raty. W tym przypadku nie tylko zadłużamy się, z góry „zamrażamy” pieniądze, których jeszcze nie zarobiliśmy, narażając na ryzyko kumulacji zadłużenia i wpadnięcie w spiralę długu, ale też ponosimy konkretne finansowe i poza finansowe koszty obsługi długu.

Te koszty to odsetki, opłata za udzielenie kredytu lub pożyczki (ostatnio te 2 elementy bywają sprytnie ukrywane w cenie produktu przy tzw. pożyczkach bez odsetek). Te koszty to także prowizja banku przy spłacaniu kolejnych rat (opłaty za przelew bankowy wykonywany tradycyjnie), koszty w postaci straconego czasu, choćby przy załatwianiu dokumentów potrzebnych do otrzymania pożyczki, staniu na poczcie, w banku, itp.

Wiele drobnych kosztów, zwłaszcza przy kilku zakupach na raty, kumuluje się – a my niczego nie świadomi tworzymy negatywny efekt skarbonki i potem się dziwimy, dlaczego budżet domowy się nie domyka i gdzie właściwie ucieka nasza gotówka.

Namawiam tutaj do przejścia z paradygmatu „Zapalam się… niezwłocznie kupuję i spłacam raty” na paradygmat „Przemyślę zakup, oszczędzę i kupię, kiedy uzbieram”.

To naprawdę działa od lat w mojej rodzinie… i przynosi korzyści tak finansowe jak i psychologiczne (mniej nerwów, mniej stresu związanym z wiecznym „funkcjonowaniem” na długach).

5857006789_6b6f05eb5f_z

Co Ty myślisz o przedstawionych opiniach. Czy kupujesz na raty, czy raczej starasz się najpierw oszczędzić – potem kupić – tak jak ja byłem uczony od małego. Jakie zwyczaje oszczędnościowe Panują w Twojej rodzinie? Napisz w komentarzach.

17 przemyśleń nt. „Skarbonka? Rozsądne oszczędzanie – zamiast zadłużania się”

  1. He ja w żadnym wypadku nie wziąłbym żadnego kredytu konsumpcyjnego jeżeli mnie na coś nie stać to tym bardziej nie będzie mnie stać na spłacanie odsetek nikt mnie tego nie uczył jakoś dla mnie jest to naturalne. Inna sprawa tak jak w innym nagraniu mówiłeś żeby wziąć kredyt np na samochód który będzie służył do celów zarobkowych takie coś po dokładnych chłodnych obliczeniach można rozważyć.

    1. Dokładnie tak – konsumpcja to konsumpcja, powiedzmy sobie szczerze.

      Samochód firmowy, który może nam przynieść zyski po odliczeniu kosztów rat, jak najbardziej trzeba rozważyć. Choć i tutaj, jeśli się da, lepiej kupić za gotówkę i amortyzować.

  2. U mnie w rodzinnym domu większe zakupy niezbędnego sprzętu np. pralki czy coś były w większości na kredyt z tego co pamiętam. Ale przy 4 dzieci na pewno rodzicom nie było łatwo, no i te raty 0% są kuszące. Jednak nigdy na raty czy kartą kredytową nie spełniało się zachcianek typu nowa sukienka, słodycze, alkohol itd.

    Ja na początku swojej samodzielnej drogi wzięłam komputer na raty, spłaciłam w rok i byłam zadowolona. Później aparat i też się cieszę, że go mam. Ale wiedziałam, że raty w wielkości 100-150 zł nie zrobią dziury w moim budżecie. Na raty kupiliśmy już wspólnie telewizor, zmywarkę i pralkę. Na szczęście już wszystko spłacone. Oraz ostatnio samochód i kredyt hipoteczny – jak większość polaków. Mamy plany szybciej spłacić samochód (przynajmniej ja, nie koniecznie mój mąż o tym myśli).

    Ale nigdy nie zamierzam zadłużać się na wakacje, rozrywkę, używki. Nie mam kasy nie kupuję. A skarbonki i inne tego typu metody praktykuję;) Od miesiąca zleciłam regularne oszczędzanie za płatności kartą, że wyrównuje do pełnej 10 zł więc np. płacąc 34,90 zł na konto oszczędnościowe pozostaje przelane automatycznie 5,10 zł i tak uzbierało mi się już ponad 50 zł 🙂

  3. Twój przykład wygląda naprawdę racjonalnie, choć ja idę o ten jeden krok dalej i namawiam Czytelników do zupełnej rezygnacji z rat i zapożyczania się na cele konsumpcyjne. (Przytoczony samochód na firmę to jednak trochę inny przypadek).

    Wszystkie rzeczy, które są na 0% także trzeba w końcu spłacić, co się jednak stanie gdy z powodów niezależnych nagle zaprzestaniesz spłat? Albo przynajmniej przestaniesz spłacać w terminie? Jakie wtedy są przewidziane konsekwencje?

    Co się wtedy stanie z majątkiem? Czy komornik wejdzie na konto bankowe albo pensję?

    Warto tu czytać drobny druk, gwiazdki i zadawać sobie takie trudne pytania. Co się stanie jeśli….?

    Zasada ograniczonego zaufania do „chętnych”, aby nam pożyczać.

    Przez długi czas używałem klasycznego, kineskopowego telewizora, kiedy już wszyscy mieli płaskie, starej, klasycznej komórki, kiedy już wszyscy mają smartfony (za 1000 zł minimum), pralkę kupiłem za oszczędzone, obecny „nowy” samochód także…

    Uważam, że lepiej poczekać te pół roku i dopiero wtedy kupić np. nowy telewizor – nawet jak sprzedawca kusi ratami 0%.

    Sam fakt wejścia w zadłużenie także jest ceną do zapłacenia – ryzykiem do poniesienia.

  4. To zależy w dużym stopniu od stabilności dochodu a w firmach prywatnych nic nie jest pewne w dłuższej perspektywie czasowej niema żadnej gwarancji że będziemy mieli tą samą pracę za pół roku lub rok .W państwowych instytucjach też są cięcia etatów choć nieco rzadziej przykład likwidacja Gimnazjum jeszcze do końca nie wiadomo jak ta likwidacja będzie przebiegała. Więc lepiej się nie zadłużać . Lepiej przeanalizować czy potrzebujemy nowego Telewizora czy to tylko zachcianka

    1. No właśnie, kilka miesięcy temu tysiące nauczycieli miało „pewną i stałą pracę”, ilu z nich wzięło sprzęty na raty? Ilu pożyczki na wakacje?

      Pewna praca na państwowym? Samorząd? Nagle przyjdzie jakaś afera z budżetem, referendum, odwołanie burmistrza czy zarząd komisaryczny i nagle połowa urzędu do wymiany, w tym Ty… a Ty dopiero co wziąłeś kino domowe za 10 tys. na raty. Bo byłeś u kumpla… on miał i się nakręciłeś…

      Jeśli dwójka w rodzinie pracuje to można sobie jeszcze pozwolić na kredyt złotówkowy na mieszkanie (z resztą często i tak nie ma wyjścia a wynajem też nie jest tani), ale na sprzęty wolałbym jednak oszczędzać, nie brać na raty.

  5. A dodam jeszcze że kwoty rzędu 100 -150 zł potrafią narobić sporych dziur w budżecie bo wyglądają niewinnie co tam stówka ale to dopiero widać jak się notatki prowadzi że ze stówek czy nawet jakiś wyjść do Lokali ze znajomymi za 50 zł po miesiącu może się ładny tysiąc narobić . Ja prowadzę notes i sam się nieraz łapię za głowę . Oczywiście pierwsza najdroższa pozycja auto polecam analizować wydatki samochodowe bo wielu ludzi jest pewnie nawet nie świadomych ile kasy wymiata auto.

    1. Tak, wydatki na auto, benzynę, naprawy to jeszcze nie wszystko. W aucie jest ukryta pułapka pod nazwą „utrata wartości”. To właśnie jest prawdziwy wir w budżecie domowym.

      Problem z autem jednak jest często taki jak z mieszkaniem na kredyt. Nie zawsze i nie wszędzie można bez niego funkcjonować. Może mieszkając w centrum Wrocławia, ale wątpię czy w takim mieście jak Lubin, czy Leszno.

  6. Ciężko by było funkcjonować bez auta w Lesznie zwłaszcza jak się mieszka na obrzeżach w takiej sypialni miejskiej .Chociaż zanim zdałem prawko i byłem uczniem nie miałem auta i często byłem nawet bardziej zadowolony niż jestem dzisiaj.Swoją drogą ostatnio jeżdżę na zmianę raz rowerem raz autem i to też się jakoś sprawdza . Z tym że ciężko by było w Grudniu o 4 rano jechać do pracy rowerem jak pada deszcz ze śniegiem bo i takie godziny mi się trafiają . Auto daję też pewną swobodę przemieszczania się gdzie się chce i i o której się chce .

    1. Dokładnie tak, rower może znakomicie w takim Lesznie czy Lubinie uzupełniać samochód. zwłaszcza kiedy polityka tych miast jest obecnie przyjazna rowerom, ale co z tym zimowym porankiem… no właśnie… tu racja!

  7. U mnie w domu rodzinnym był bardzo jasny podział – ojciec oszczędza i tego na szczęście nauczył mnie od małego, a mama skupia się na konsumpcji i raty uznaje za coś normalnego 😉 na szczęście mi został zwyczaj oszczędzania, chociaż przeżyłem kiedyś trudniejsze chwile z kartami kredytowymi (rozkręcałem wtedy drugą firmę).

    Sam korzystam z metody „masz 5 zł – wrzuć”. Robię to do lat i pieniądze czasem lądują na koncie oszczędnościowym, a czasem na konkretne wydatki mniej przewidziane (np. wesela, prezenty). Raz nawet skoczyłem na bungee dzięki tej skarbonce 😉 Zgadzam się z tekstem 100 proc. – skarbonka to narzędzie nie tylko dla dzieci, ale też dla dorosłych. świetnie buduje nawyki i uzupełnia dziury w budżecie domowym

    1. Spróbuję zrobić też taką analizę opłacalności motocykla 125 cm i auta przy przejazdach typowo miejskich . Moto 125 nowe nie jest też aż tak tanie Chińczyki których raczej bym nie polecał ze względu na słabe hamulce i mierną jakość części kosztują 4 tyś do 7 tyś . Markowe ok 10 tyś do nawet 14 tyś .Ewentualnie używane z tym że należy pamiętać że silniki motocyklowe nie mają takiej żywotności jak samochodowe 80 tyś km może 100 tyś km .Chińczyki pewnie jeszcze mniej . Na moto trzeba się ubrać i absolutnie nie można na tym oszczędzać szlif po asfalcie w krótkich spodniach może się paskudnie skończyć .

        1. Pomijając juz to, że 125 można kupić dobrze i tanio (jest kilka fajnych „korańskich” marek), jest jeszcze jedna rzecz…
          Motocyklem – nawet o tak małej pojemności – trzeba umieć jeździć.
          To nie jest tak, że jeździ sie całe lata samochodem i nagle bez problemu przesiada na dwa koła. Jeżdząc samochodem uczy sie innych nawyków i zachowań.
          Jednoślad nie wybacza błędów tak łatwo jak samochód.
          To co ujdzie niezauważalnym płazem w samochodzie, w motocyklu skończy sie w najlepszym razie jazdą pod motocyklem i „dupoślizgiem” po asfalcie 🙂
          Ale oczywiście zdecydowanie zachecam: kupić, poćwiczyć i cieszyć sie jazdą 🙂

          1. Dlatego mocno podkreślam że ma motocykl trzeba byś ubranym i nie można na tym oszczędzać owszem na 125 nie musimy się ubierać jak na wyścigi moto GP ale nie mogą to być jensy i adidaski .Tylko dopasowany ubiór motocyklowy nie koniecznie z najwyższej pułki .Warto też wziąć kilka lekcji w szkole jazdy choć nie jest to wymóg konieczny.

  8. Nigdy nie biorę niczego na raty. Powód jest trochę inny – nie lubię udostępniać swoich danych instytucjom pożyczkowym – bardzo jest to uwłaczające.
    Jeśli chodzi o zakupy na kredyt to każdy kredyt słono kosztuje: prowizje, odsetki, opłaty za wcześniejszą spłatę, czasem ubezpieczenia. Jak się to wszystko podliczy to naprawdę warto się zastanowić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Policz to * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.