Samochodowe oszczędności? Kolejne 5 zbędnych wydatków na Twoje auto. #2

Pierwsza część tego wpisu wywołała ożywioną dyskusję. Zdaję sobie sprawę, że niektóre rzeczy, które opisuję są kontrowersyjne dla Was, ale gwarantuję Wam, że były tak samo kontrowersyjne i dyskusyjne dla mnie, kiedy znajomi z „branży” odkryli przede mną niektóre tajniki samochodowego „Matriksa”. My kierowcy żyjemy bowiem w „Matriksie” pewnych nawyków i przekonań, nie zawsze korzystnych dla nas, ale na pewno bardzo korzystnych dla „architektów tego Martiksa”, czyli firm branży samochodowej, handlarzy, dilerów, mechaników, itp… Czasem jednak trzeba „wybrać właściwą pigułkę” i przejrzeć na oczy.

Nie wymagam od Was, abyście ślepo zgadzali się z moimi wnioskami czy poglądami moich Kolegów, ale pewne rzeczy na bank warto przemyśleć ponownie i przedyskutować pod kątem sensowności i opłacalności dla naszego portfela. Zatem kontynuuję:

Dodatki i ulepszacze do paliwa – obecnie produkowane silniki, powiedzmy te młodsze niż 10 lat, nie tyle nie potrzebują żadnych ulepszaczy do paliwa, co wręcz ich nie tolerują. Kiedy miałem poprzednie auto bardzo się ekscytowałem reklamami ulepszaczy, wierzyłem i marzyłem jaki to niemalże bolid będę miał, jak wleję magiczny środek do baku. W netowych dyskusjach byłem za ulepszaniem i poprawianiem osiągów. Ulepszanie paliwa skończyło się kosztowną awarią, co mi skutecznie wybiło z głowy kombinowanie z dodatkami. Późniejsze poznanie się z kolegami z branży (kiedy zacząłem chodzić na siłownię) także wyklarowało mi to i owo. Nie polecam ulepszaczy, rzecz nie tyle zbędna, co często szkodliwa.

Paliwo typu premium – temat równie kontrowersyjny jak pompowanie kół azotem. Tutaj ponownie powtórzę to, co mówią mi znajomi fachowcy (którzy przede mną nie czarują, bo nie muszą i nie chcą): Remigiusz, nie wylewaj pieniędzy bez sensu, a w ogóle niektóre silniki nie powinny być zalewane ulepszonym paliwem. Można w dużym uproszczeniu powiedzieć, że jest ono „za suche”, dla silnika. Nie leję zatem magicznych extra paliw, nie zbieram dodatkowych punktów na karcie lojalnego klienta. Marketingowcy koncernów paliwowych, czytający ten wpis, już mnie zaczynają nie lubić za psucie im biznesu… a to jeszcze nie koniec ;-P

Olej silnikowy renomowanej firmy – normy stosowane w Polsce są wobec produktów chemicznych dość rygorystyczne, na tyle, że producentom nie opłaca się kombinować. Olej 5W30 to jest olej 5W30 i koniec. Na moje rewelacje o tym, że kupiłem super-hiper drogi i reklamowany w TV przez znanego rajdowca olej, kolega mechanik w Lubinie, diler aut z Wrocławia, czy znajomy dystrybutor części pod Gdańskiem niezależnie od siebie parskają śmiechem i tłumaczą mi o co tu chodzi. Remigiusz, możesz śmiało kupić olej z koncernu XYZ, jest tak samo dobry jak ten Twój magiczny olej reklamowany w TV, a cena całkiem inna. Teraz od długiego czasu kupuję olej niereklamowany w TV. Nie zauważam różnicy w eksploatacji kolejnego samochodu. Ważne jest by pilnować parametrów oleju (aby nie zalać z oszczędności pół-syntetykiem, kiedy dla Twojego silnika polecany jest full syntetyk) i regularnie go wymieniać.

10216870916_7a633514c2_oFiltry paliwa, oleju, powietrza – jest pewna polska firma, dość dobra, która robi filtry dla znanych marek samochodowych. Firma ma także swoją markę własną, mniej prestiżową niż marki zleceniodawców. W efekcie na półce w sklepie leżą 2 prawie takie same filtry z tej samej fabryki. Ten opatrzony niemiecką marką ABC jest drogi, ten polskiej marki tańszy. No cóż, „niezależne badania pokazują”, że Polacy lubią przepłacać za niemieckie marki produktów wyprodukowanych w Polsce. Czy Ty też tak bardzo lubisz Niemców?

4174654959_90a99a0a44_z

Filtr kabinowy z aktywnym węglem – zawsze przy okazji serwisów klimy różni serwisanci „wpychali” mi najdroższy i rzekomo najlepszy filtr kabinowy. Filtr z aktywnym węglem miał zdziałać cuda i zapewnić powietrze czyste jak na plaży w Ustce. Nic bardziej mylnego, miewałem wciąż problemy z klimą i musiałem ją często odkażać z uwagi na tendencję do zawilgocenia.

W końcu problem się wyjaśnił. Według jednego z fachowców (w dość polecanym warsztacie w moim mieście zajmującym się TYLKO klimatyzacją) przyczyną moich częstych problemów był… „drogi” filtr węglowy, który jest zbyt szczelny i nie zapewnia tak dobrej przepuszczalności wilgoci i powietrza jak „najtańszy” cienki filtr papierowy. Mój nowy serwisant swoim klientom montuje tylko filtr papierowy i to się sprawdza. I wiecie co? Moje wieczne problemy z klimą także ustały. Filtr z węglem aktywnym z górnej półki? W moim przypadku okazał się wielokrotnym, bezsensownym (czy wręcz szkodliwym) wydatkiem. Proste rozwiązania są czasem najskuteczniejsze… poza tym, drogi super filtr nic a nic nie pomoże, jeśli ty zwyczajne nie masz sterylnie czystej klimy.

205833035_6c784c85fc_oSzerokości! Oszczędności! Moi Drodzy!

Zobacz też:

 

Wyślij ten wpis znajomym!

21 przemyśleń nt. „Samochodowe oszczędności? Kolejne 5 zbędnych wydatków na Twoje auto. #2”

  1. Temat „niemarkowych” zamienników to temat-rzeka
    Bardzo często nie dość, że dużo tańsze to i dużo lepsze…
    Przykład?
    Łożyska kól do mojej „cytrynki”
    Markowe, w ślicznym pudełku z logiem to na tę chwilę 89 zł/szt.
    Dokładnie te same (a nawet odrobinę lepsze), od tego samego producenta, kupowane „na kilogramy”, w sklepie zajmującym się obsługą techniczną rolników za… 19 zł/szt.

    1. no właśnie, chciałbym upolować jakieś autko rocznikowo w miarę młode, ale jeśli chodzi o generację – nieco wstecz

      tak jak ten c-elysee, który mi niestety nie wpadł finalnie w ręce

      1. To ja bym się mocno zastanowił nad Dacią lub Skodą…
        Zwłaszcza Dacia…
        Nie wiem jak dziś, ale rok lub dwa lata temu bardzo dobrze wypadała w rankingach bezawaryjności (aż dziwne, nieprawdaż?).
        Technologia „wczorajszego Renaulta”, sprawdzona przez lata, bez chorób wieku dziecięcego…

        1. Z Dacji jedyne w co się jako tako wspasowuję… ale i bez rewelacji, ergonomia, wygoda, to jest Logan kombi, ale ta marka w mojej rodzinie budzi mocną panikę (wizerunkową), a nie po to kupujesz auto, by się potem ścierać i wysłuchiwać…

          We w miarę nowych Daciach prawdziwym bólem przysłowiowych 4 liter jest downsizing. W benzynie klasycznej 1.2, 75KM… no naprawdę to za mało na komfortową jazdę. Odpada.

          Zapewne skończę moje poszukiwania na jakiejś Octavii, będę polował na benzynę 1.8

          1. A wiesz, że myślałem właśie o loganie kombi? 🙂
            Z silnikiem – i tu Ciebie zapewne zaskoczę – 1,5 „ropniak 🙂
            Bo wiem, że nie do zajechania (brat ma taki w „kangurze”, robi 10-15 tys. miesięcznie i pomimo przebiegu ponad 250 tys. jak na razie „leje tylko paliwo”).
            A że wizerunek?
            No ja wiem, że niektórzy dla „prestiżu” potrafią „zjeść innych na surowo i to bez popijania”.
            Ale przynajmniej jest sie z kogo pośmiać 🙂

          2. wbrew pozorom wizerunek może być sprawą trochę ważną, jako, że pracuję nad rozbudową firmy i wizyty u klientów mogą być potrzebne

            zbyt dobrze znam efekt braku szacunku lub próby „znegocjowania” Cię, jeśli Twoje biuro, auto, sprzęt, itp. nie wygląda zbyt reprezentacyjnie…

            w Twojej branży Ty zapewne nie przejmujesz się tym, ale dla 90% firm w PL sprawa właśnie tak wygląda

            i tu też Cię zaskoczę…. rozpatrywałem właśnie Logana, kombi, w 1.5 Diesel…. 😉

        2. Nie do końca wczorajszego bo silniki to już w większości dawnsizing a ja np tego nie lubię bo to niema prawa działać dłużej jak 20000 tys km zwłaszcza jak się przestrzega zaleceń producenta dot wymiany oleju co 40 tyś km.

          1. Też się naczytałem o downsizingu, ale zdecydowałem się na Octavię rocznik 2016 1,4TSI benzynka 150 km i naprawdę polecam.
            Ps. I tak za 5 lat wymienię auto na nowe z salonu – wtedy obecne auto będzie miało nie więcej niż 75.000 km więc nie będę się przejmował co będzie przy 200.000 km 😉

        3. Dacia też mi szła przez myśl, ale jak zobaczyłem film z crash testu i po dachu przeszła fala tsunami przy prędkości 50 km/h to ja dziękuję, wolę bezpieczniejsze autko…

          1. jakieś sugestie w moim przypadku? co proponujesz?

  2. Może dodam jeszcze, że nie warto kupować super-żarowek do samochodu. Miałem „świetne”, dające niebieskie światło żarówki po prawie 50 zł sztuka – po ok 3 miesiącach trzeba było wymieniać, bo się przepalały. Następnie przeskoczyłem na tańsze, również niebieskie, po ok 25 zł sztuka – wytrzymywały ok. pół roku. W pewnym momencie zirytowałem się koniecznością częstej wymiany i kupiłem marketowe, tanie żarówki – bodaj 12 zł za komplet. Jedna przepaliła się po ok półtora roku działania. Różnicy na drodze specjalnie nie zauważyłem, za to w portfelu jak najbardziej 🙂

    1. fakt, takie światło ciekawie wygląda, zwłaszcza w jakimś tuningowanym autku

      ale w zwykłym „wole roboczym”? po co przepłacać

      1. Właśnie w tych wołach roboczych powinny być niebiesko świecące żarówki. Twoi wszyscy znajomi spece samochodowi potwierdzą to.

  3. Ja jeszcze napiszę co warto światła do jazdy dziennej sam mam zainstalowane dobre światła DRL .Jazda w dzień na światłach to absurd jakiego świat nie widział przepalają się żarówki niszczą się reflektory zwłaszcza w upalne dni po prostu matowieją od temperatury w efekcie świecą gorzej w nocy wtedy kiedy są potrzebne. Dodatkowe zużycie paliwa 0,2 litra na 100 km też nie jest bez znaczenia jak się dużo jeździ ,przepalanie się innych żarówek np na desce rozdzielczej które są trudne w wymianie i często musimy jechać z tym do warsztatu. Osłabianie akumulatora

    1. szczególnie zimą gdzie i tak akumulator ma ciężko . A i kweste bezpieczeństwa są mocno dyskusyjne jest nawet taka stronka wyłącz światła włącz myślenie polecam wygoglować .Ja jestem zdecydowanym przeciwnikiem używania świateł w dzień w każdych warunkach .

      1. Zgadza się. Światła do dziennej są tylko po to żeby pojazd był widoczny. Żadne obecnie używane oświetlenie nie nadaje się do tego więc te przepisy w ogóle nie powinny istnieć.

  4. Problem w tym że paliwa od lat są chrzczone urzędowo, w majestacie prawa. A to wszystko zasługa tych ciućmoków z pslu.

  5. Remku, jako samochodziarz z wykształcenia podpowiadam, że 5w30 to klasa lepkości, czyli to jaką ma olej konsystencję w zależności od temperatur („w” od winter i latem, czyli ta druga liczba ) – musisz ją dostosować do zaleceń producenta i tyle, ale nie ma ona związku z jakością oleju!
    Jakość określają normy API lub ACEA i tu trzeba patrzeć kiedy jest wyższa. Tylko nie polecam zmiany oleju na taki o lepszej jakości ,jeśli używałeś gorszej przez znaczny przebieg silnika, bo mu możesz zrobić krzywdę poprzez zapchanie odklejonym brudem kanalików przez które olej ma dopłynąć w czułe miejsca.

    1. Dzięki, każde precyzyjne informacje są dla mnie wartościowe… i myślę, że dla Czytelników także.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Policz to * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.