Samochód to słaba inwestycja

tires

Na początku roku 2010 kupiłem trzyletniego Forda Focusa II 1.6 TDCI z kompletem nowych opon za kwotę około 34000 zł. Minęło dokładnie 6 lat od tego zakupu i moje auto jest w tej chwili warte 14 tysięcy zł. Czy przez 6 lat straciłem na moim aucie aż 20000 zł. Nie, do rachunku należy doliczyć szereg niezbędnych napraw (nie liczę tutaj rutynowych opłat eksploatacyjnych) oraz koszta dobrowolnych ubezpieczeń AC, które szacuje łącznie na minimum 10000 zł. 6 lat używania przeze mnie auta to zatem utrata około 30000 zł w średnim tempie około 5000 zł rocznie, czyli ok. 416 zł miesięcznie.

Jak jednak pisałem 416 zł to tylko utrata wartości, a co z kosztami eksploatacji oraz paliwem? Je już często zależą od rzeczywistego użytkowania. i szacuje je w moim przypadku nawet na drugie tyle. Nie jeżdżę aż tak dużo jak inni, mam biuro dość blisko domo. Niech będzie około 800 zł miesięcznie.

800 zł każdego miesiąca. Czy to dla Ciebie dużo, czy mało, za komfort posiadania własnego auta? Jak myślisz?

Mam kilku kolegów, którzy uważają, że inwestycja w auto jest obecnie lekkim bezsensem, zwłaszcza jeśli człowiek żyje w większym mieście. Permanentne zakorkowanie, nerwy, irytacja, ogromne trudności ze znalezieniem miejsca parkingowego….

Sam wiem coś o tym, niedawno krążyłem dobre 30 minut w centrum Wrocławia, aby znaleźć miejsce do zaparkowania i to poza godzinami szczytu. Nie pierwszy raz z resztą…

Nieliczne przypadki, kiedy auto jest naprawdę potrzebne można załatwić korzystając z taksówek, poza tym jest do dyspozycji komunikacja publiczna i rower. Ten ostatni nie tylko oszczędza pieniądze, ale także może przyczynić się do wzrostu naszej kondycji (i poprawy stanu zdrowia).

Zadajmy sobie pytanie. Mając do dyspozycji 800 zł w miesiącu – jak dużo z tej kwoty rozdysponujesz na komunikację publiczną i taksówki, a ile zostanie Ci w portfelu? Czy przypadkiem nie będzie to kwota, która po odpowiedniej kumulacji może stać się zaczątkiem Twojego portfela inwestycyjnego?

Pisałem o wielkich miastach? Cóż. Mam także kolegów, którzy uważają, że samochód jest zbędną fanaberią także u nas, na prowincji – w Lubinie. Miasto jest o wiele mniejsze niż np. taki Wrocław, na upartego w wiele miejsc można dojść piechotą, mamy doskonale rozwiniętą sieć dróg rowerowych, a komunikacja publiczna jest u nas zupełnie za darmo. Po co zatem samochód.

Przez mniej więcej kilkunastoletni czas kupowania, użytkowania i tracenia na wartości naszych aut (przy założeniu, że nie kupujemy aut najtańszych) można by swobodnie odłożyć tyle pieniędzy, że starczyło by na małą kawalerkę. Zapewne nic specjalnego i pewnie do gruntownego remontu, ale jednak własną nieruchomość, która mogłaby być wynajmowana i mogłaby być dla nas zabezpieczeniem finansowym na przyszłość.

17121929030_92a984fc9a_z

Tyle w teorii. W poprzedniej części wpisu przyjąłem rolę advocatus diaboli i wziąłem pod uwagę argumenty przeciwko inwestowaniu w samochód.

Tymczasem:

  • samochód i swoboda nieskrępowanego przemieszczania się jest dla mnie ogromnym komfortem, zwłaszcza, gdy przypomnę sobie czasy, gdy auta nie miałem, nie chciałbym wracać to tamtej sytuacji
  • z uwagi na moją sytuację rodzinną i konieczność częstych podróży przez całą Polskę, samochód rodzinny jest po prostu niezbędnym elementem egzystencji oraz „domowego budżetu”, zarówno moje miasto jak i docelowe miejsce podróży są na tyle słabo skomunikowane ze światem zewnętrznym, że samochód jest po prostu koniecznością
  • nasz samochód rodzinny służy mi także do biznesu, auto jest używane w celach zarobkowych (dojazd do pracy bez żadnej innej możliwości transportu) minimum 4 dni w tygodniu, nawet biorąc pod uwagę wszystkie koszta wciąż mieszczę się w pewnej racjonalnej granicy opłacalności posiadania auta

Czy samochód do słaba inwestycja? OK, niestety na ogół tak – tytułowa teza wydaje się prawdziwa. Samochód w Polsce to wciąż najczęściej konsumpcja „na pokaz”, oznaka statusu społecznego, do której tak bardzo dążymy i nic więcej. Wielu z nas, na ogół, mogło by obyć się bez samochodu a nadwyżkę środków zainwestować w zabezpieczenie się na przyszłość, choćby próbując kupić coś trwałego, np. jakąś nieruchomość.

Jednak akurat ja należę do osób, które mimo świadomości, że pieniądze wydane na kolejne auto, opłaty eksploatacyjne, ubezpieczenia, itp. nie są pieniędzmi wydanymi w 100% optymalnie i tak dokonają tych wydatków.

Dla mnie, osoby, która nie mieszka w świetnie skomunikowanej metropolii, samochód jest jednym z istotniejszych elementów normalnego funkcjonowania. Jestem  w pełni świadom minusów tej „inwestycji”, ale zamierzam w możliwie krótkim czasie posiadać dwa auta. Przy moich potrzebach i dwójce dorosłych, aktywnych zawodowo osób w rodzinie, które często „duszą się” ograniczeniem swobodnej komunikacji, jest to oczywisty wybór.

Może przez to nie stanę się „dobrym inwestorem”, ale może wciąż będziecie chcieli czytać mój blog? 😉

Jak wygląda sytuacja u Ciebie? Jaki masz pogląd na sprawę? Poniżej masz formularz komentarzy – napisz!

24 myśli na temat “Samochód to słaba inwestycja”

  1. no to mozemy sie zamienic wezme twoj samochod a w zamian dam ci kilka sprawnych rowerów dawno dawalem w necie internecie ogloszenia ale nikt nie byl chetny moze TY roman zajac

    1. a czy przed zamieszczeniem tego ogłoszenia przeczytałeś całość wpisu? 😉

      faktem jest że w sklepach widziałem rowery droższe niż niektóre z aut, którymi jeżdżą znajomi 😉

  2. Że tak dopytam, bo potem już nie jestem w stanie się skupić 😉

    Piszesz: Na początku roku kupiłem trzyletniego Forda Focusa II 1.6 TDCI z kompletem nowych opon za kwotę około 34000 zł. Minęło dokładnie 6 lat od tego zakupu i moje auto jest w tej chwili warte 14 tysięcy zł.

    No to na początku roku czy 6 lat temu? 🙂

    1. dziękuję za czujność, to jest błąd, oczywiście chodzi o początek 2010

      teraz mamy początek 2016 a wycenę auta dostałem w poniedziałek 😉

  3. Od roku mieszkam we Wrocławiu. Efekt? Sprzedałem auto. W dużych miastach jedyna słuszna komunikacja to rower (zwłaszcza w lecie) oraz tramwaj (zwłaszcza w zimie).

    Polecam innym zrobić podobnie, a samochód kupić, gdy naprawdę będzie niezbędny w życiu codziennym.

    1. kiedyś miałem wątpliwości co to takiego ruchu, jednak nie dziwie się teraz, poruszanie się samochodem we Wrocławiu i walka o miejsca parkingowe to sport ekstremalny

      1. Co do miejsc parkingowych to warto by o nich pomyśleć przed rozpoczęciem podroży. Ja pożyczając auto tak robię i nigdy nie mam problemu z zaparkowaniem gdziekolwiek.

        1. oczywiście, że o nich myślę, jednak czasem – jak to w życiu bywa – plany i teoria potrafią rozminąć się z praktyką

  4. Jestem wiernym wyznawcą jazdy rowerem po mieście 😉 szczególnie po mieście zakorkowanym typu Wrocław. Teraz miałam przerwę w jeżdżeniu z powodów zdrowotnych, ale do i z pracy przemieszczałam się MPK, czytając przy okazji książkę. Może i stałam przez to w korkach jak i kierowcy osobówek, ale ile dzięki temu zaoszczędziłam na paliwie i zdobyłam dodatkowej wiedzy podczas lektury – to moje 😉

    Natomiast zgodzę się, że auto jest bardzo pomocnym narzędziem przy prowadzeniu biznesu, gdy umawiamy się z klientami/dostawcami itp., a także gdy mamy kilkuosobową rodzinę i wszyscy udajemy się w to samo miejsce (zakupy, kino). Plus kwestia podróży. Z moim Markiem jechaliśmy na urlop do Czech o dogodnej dla nas porze i o wiele łatwiej było nam zabrać się z naszymi tobołami i nartami własnym samochodem, niż polować na połączenia autobusowe 🙂

    Gdy jednak ktoś nie prowadzi własnej działalności, nie ma dużej rodziny i często nie podróżuje, ani też nie ma przeciwwskazań zdrowotnych do aktywnego przemieszczania się (rower, rolki, spacer – a mam znajomego, który codziennie BIEGA do i z pracy…) – to posiadanie auta uważam za zbytek. No, chyba że takie hobby, wtedy się nie dyskutuje… 😉

  5. Podstawowym błędem merytorycznym jest potraktowanie samochodu jako inwestycji. Inwestycją jest przypadek gdybyś zakupił dostawczaka albo ciągnik siodłowy czyli samochody typowo zarobkowe. Przedmiotowy samochód nie jest również dupowozem więc należy to rozważać jako zafundowanie sobie dawki komfortu. Można jeździć taksówką ale jako kierujący jesteś niejako panem sytuacji i to też trzeba by dopisać do zalet.
    Nie mam własnego auta i nic nie wskazuje żeby się to zmieniło ale co raz częściej jego brak okazuje się sporym problemem.

  6. Też mam podobne przemyślenia dlatego nie zmieniam auta na nowsze śmigam foką MK1 i nie będę zmieniał auta w niedalekiej przyszłości wartości już dużo nie straci bo może z 6000 tyś jest warty a jest wzorowo utrzymany. Chciałbym mieć mazdę 6 z silnikiem 2.0 benz albo nawet 2.3 v6 ale pytanie po co aż tak dużo nie jeżdżę .Rocznie wykręcę lekko ponad 20 tys km .To jest mało a planuję jeździć jeszcze mniej bo i tak większość moich wyjazdów nie jest jakąś koniecznością a raczej fanaberią .Tak że auto jakieś trzeba mieć bo to daję swobodę ale trzeba podchodzić racjonalnie.Taki cytat ,, dobrym autem można teoretycznie jechać wszędzie gdzie się tylko zachce ale najczęściej jeździ się z pracy do pracy żeby go spłacić,,

    1. auto nie musi być nowe, ale właśnie, jak piszesz, sprawne i dobrze utrzymane – stare auto, jeżdżące np. na wytartych prawie do zera klockach hamulcowych, bez sprawdzenie płynu hamulcowego i jeszcze paru elementów może być po prostu niebezpieczne dla użytkownika

      1. Trafne spostrzeżenie które jakoś nie trafia do wielu pracodawców z branży transportowej. Taki pracodawca zamawia wizytę w aso gdy chce w swojej limuzynie uzupełnić płyn do spryskiwaczy natomiast gdy w służbowym dupowozie pracownik potrzebuje wymienić klocki, tarcze, płyny, filtry to nie ma na to pieniędzy.

          1. wiem, że nie wymyśliłeś, po prostu ciekawość zachęciła mnie do zapytania 😉

            z opowieści kuzyna Wojtka szwagra, czy z własnej praktyki…

          2. Z własnej pracy w jednej z takich firm. Proponuję lekturę popularnego forum transportowego to się przekonasz że właściciele firm to bogacze a flota jest serwisowana w wersji minimum, żeby tylko jeździła i zarabiała na właściciela.

  7. Ja jeszcze dopiszę że nie powinno się porównywać roweru do auta bo to dwa tak odmienne pojazdy że mija się to z celem .Nie uważam że rower może zastąpić auto mimo iż bardzo lubię jeździć rowerem ale nie o 5 rano jak leje deszcz i się spieszę tylko rekreacyjnie w dzień wolny. i nie zima jak jest śnieg chociaż rekreacyjnie też jeździłem. Jako dojazd do pracy wolę auto a a propos pracy mam pewien problem ale to może napiszę Remigiuszowi na maila bo to nie jest raczej na publiczne forum

  8. Auto to nie inwestycja, nieruchomość w której ktoś mieszka i nie wynajmuje/podnajmuje również nią nie jest. To są po prostu dobra konsumpcyjne.

    Od kilku lat nie mam auta i nie sądzę, że to się szybko zmieni. Nie mam, nie ze względów ideologicznych (eko, czy minimalizm itp.) , a raczej praktycznych – brak stałego miejsca zamieszkania w jednym kraju.

    Kiedyś miałem bo była taka potrzeba, z pewnością gdy masz dzieci to o wiele łatwiej funkcjonować z autem – codzienne trasy szkoła, przedszkole – dom i praca. Wizyty w przychodniach, podwózki żony, większe i mniejsze zakupy w markecie. To bardzo ułatwia życie, myślę że czas który się oszczędza posiadając auto jest więcej warty niż utrata wartości + koszty utrzymania auta. W firmie też się przydaje, jeśli często odbywasz spotkania w swoim mieście i poza miastem, często zawozisz coś na pocztę itp.

    Znam osoby które posiadają samochód ale nie jeżdżą nim do pracy, dzieci podwożą się same autobusem bo już odrosły i tylko w weekendy lub w nagłych wypadkach auto wyrusza z garażu… Mało tego co 3 lata wymieniają auto na nowe…

  9. Czyli warto kupić stary ale jary i tani bo koszt eksploatacji podobny, ale coraz trudniej o trwałe auto w dobie spisku żarówkowego 🙂

    Albo zostać jakimś taksówkarzem 🙂 wtedy auto ma szansę zarobić na siebie.

    Jeśli nie jeździsz codziennie to lepiej się opłaca wynajem.

    Inaczej, pozostaje ostro negocjować cenę przy zakupie

    1. wynajem to nie takie niskie koszta znów, trochę klauzul, kaucji i formalności – także limity kilometrów – jeśli nie jesteś firmą, która może sobie to wrzucać w koszta – średnio komfortowe

  10. W jaki sposób można dokonać owej „wyceny samochodu”? Ma Pan na myśli zapytanie w kilku komisach o to ile za niego zapłacą? Porównanie cen na stronach internetowych?

    1. Ubezpieczyciel mi wycenił swoim programem komputerowym. Oczywiście to wycena na pewno nieprecyzyjna, ale wystarczająca zarówno do podjęcia ubezpieczenia, jak i przybliżonej oceny utraty wartości auta. Na pewno nie do bezpośredniej sprzedaży.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Policz to *