Poduszka finansowa. Etap 1.

Dawni czytelnicy z Blogspota wiedzą, że zawsze zachęcałem do tworzenia sobie tzw. poduszki finansowej. Moje pomysły nie raz wywoływały ciekawe dyskusje i dziś czas sobie powrócić do pewnych wniosków z dawnych blogów.

Co uważam za poduszkę finansową? Poduszka finansowa to jest pewien zasób i jednocześnie coś więcej – taki mały system zarządzania wydatkami na życie, który zabezpiecza Cię i Twoją rodzinę przed niespodziewanymi sytuacjami życiowo-zawodowymi i zakrętami losu (finansowego).

Zadaj sobie teraz jedno ważne pytanie.

Co się stanie z Twoim życiowym komfortem, jeśli… odpukać w niemalowane… nagle stracisz pracę i źródło dochodu? Dla wielu ludzi, których znam, nawet mała utrata płynności finansowej kończy się małą katastrofą – niestety stają się oni klientami lombardów, łupem fachowców od chwilówek, od relatywnie wysokiego komfortu życia do komornika pukającego do drzwi dla wielu osób droga jest niestety krótka.

A przecież było tak dobrze – kto zawinił? Zły pracodawca, zła koniunktura w interesie, a może nasze własne nieprzygotowanie – brak poduszki finansowej, czyli pewnej puli zasobów oraz systemu zarządzania wydatkami na codzienne życie.

450px-Flyvende_puter

 Od czego zatem zacząć, jak zabezpieczyć się na przyszłość?

Państwo „Pożyczalscy”…  czyli niezrównoważony budżet domowy.

Wszyscy znamy i mamy gdzieś w naszej okolicy lub rodzinie jakieś Państwo Pożyczalskich. Z pozoru normalna rodzina, ona pracuje, ona też, ale Państwo Pożyczalscy wiecznie mają jakiś dług, drobne zobowiązania wśród znajomych, dużo sprzętu wziętego na raty, zalegają z wszelkimi wpłatami, tam gdzie tylko można coś opóźnić, niepopłacone opłaty za dzieci w szkole, wiecznie nieoddane 50 zł na bilet do wujka Józka… ale synek Państwa Pożyczalskich jednocześnie chwali się w szkole najnowszym iPhonem, mąż nie jest gorszy od synka, a Pani Pożyczalska ma oczywiście najmodniejsze drogie perfumy…

Jeśli przypadkiem sami jesteśmy „Państwo Pożyczalscy”, to warto sprawić by o nasz tak więcej nie mówiono.

Problemem jest tutaj permanentne niezrównoważenie domowego budżetu i niezależnie od poziomu zarobków wydawanie zawsze więcej niż się zarabia.

Jeśli choć trochę sami przypominamy Państwa Pożyczalskich – nie ma się co aż tak bić w pierś – nic innego niż wielką zabawę w Państwa Pożyczalskich urządzają sobie rządy wielu krajów dopuszczając tzw. deficyt budżetowy.

Mimo wszystko warto dla naszego komfortu zmienić to i na początek doprowadzić do zrównoważenia naszego budżetu.

  • urządzić wspólna naradę rodzinną z przedstawieniem dochodów i kluczowych, niezbędnych wydatków rodziny
  • na początek ograniczyć nadmierną konsumpcję, która jest przyczyną kłopotów i niesie dla naszych finansów duże ryzyko
  • zmienić zwyczaje rodziny i co najważniejsze  zacząć oszczędzać
  • spłacić niezwłocznie drobne, ale emocjonalnie kłopotliwe pożyczki w naszym otoczeniu, wreszcie spłacić te wiecznie nieoddane 50 zł za bilet do wujka Józka kupiony 2 lata temu – czyli to wszystko co psuje nam opinię
  • zastanowić się nad przedmiotami i luksusami, z których możemy zrezygnować w celu przerwania pętli zadłużenia – być może czas sprzedać drugi, reprezentacyjny samochód, który On trzyma z nostalgii, a który służy rodzinie tylko do przysłowiowego podjeżdżania pod drzwi kościoła w niedzielę?
  • spłacić wszelkie zaległe opłaty, czynsze pożyczki i raty, na początek te,, gdzie już weszliśmy w okres naliczania tzw. karnych odsetek
  • urządzić plan wydatków i zakupów – oraz bezwzględnie się go trzymać
  • doprowadzić do powstania permanentnej sytuacji którą można określić jednym mianem….

…wydajemy zawsze odrobinę mniej niż zarabiamy!

C.D.N.

A czy ty masz jakieś swoje wnioski na ten temat? Napisz w komentarzach!

11 przemyśleń nt. „Poduszka finansowa. Etap 1.”

  1. „…wydajemy zawsze odrobinę mniej niż zarabiamy!” – nie stosuję takiej zasady, wręcz przeciwnie wydaję nawet więcej, ale „z głową”. Na przykład w ten weekend pewna sieć handlowa przy zakupie
    sprzętu RTV i AGD daje bony wartości 30% zakupów, dodatkowo płacę kartą która daje 10% cashbacku (do 500zł). Kupuję np. pralkę za 500 zł(oczywiście jeżeli cena nie jest zawyżona a ja na taką okazję czekam) i tworzy mi się poduszka wielkości 200zł.

    1. W przypadku bonów wydaje mi się ze to wliczone w koszta i cene

      Cashback jest dobra rzevcza o ile przewyższa koszt karty i konta oraz twoje opłaty bankowe

      Mimo wszystko czy dasz rade przetrwać np pol roku bez pracy kontynuując model twoich wydatków?

      1. Porównanie cen w dzisiejszych czasach nie jest wielką trudności. Opłaty bankowe? A co to takiego ;). Myślę, że nie tylko przetrwać, ale jak na razie znajduję tyle okazji, że stanowi to niezły dochód.

      1. Dlaczego się rozsypuje? W następnym miesiącu za bon kupuję żywność, opał lub inne dobra a w zamian zostaje mi gotówka.

  2. Generalnie i co do zasady również jestem zwolennikiem wydawania mniej, niż sie zarabia…
    Są wszelako wyjątki, bo widząc NAPRAWDĘ dobrą i ograniczoną w czasie okazję, gotów jestem NA CHWILĘ (a dokaładniej: na możliwie najkrótszy czas) odejść od wspomnianej zasady…

    Co do groźby utraty pracy…
    Nie wiem, moze jestem trochę „skrzywiony”, może to wynika z mojego życiowego doświadczenia, ale boję sie tego w niewielkim stopniu, a już na pewno dużo mniej niż ryzyka utraty zdrowia i związanej właśnie z tym ryzykiem niemożności pracowania…

    Prace zawsze jakąś, gdzieś znajdę i na „chleb ze smalcem” wystarczy…
    A jak juz sie ta praca znajdzie, to potem można się rozglądać za bardziej popłatną…

  3. Osobiście także lęk o utratę pracy jest dla mnie czymś marginalnym

    Zawodowo z resztą jestem wychowany w duchu – nie szukaj pracy – szukaj klientów

    A ci zawsze są

    Jedna dużo ludzi w sytuacji braku pracy nie potrafi się zupełnie odnaleźć

    No i jak z moją mentalnością – niezależnego freelancera – stosuje poduszkę finansową – tym bardziej jest ona dobra dla pracujących na etacie 🙂

    1. Obaj jesteśmy wolnymi strzelcami i znamy „ból” nierównych comiesiecznych wpływów…
      Dla nas rezygnacja z szampana w lepszym miesiącu, by było na kaszę w miesiącu gorszym to poniekąd coś naturalnego (a moze i nie?).
      Pracownik etatowy (z całym oczywiście szacunkiem) żyje jednak z pewnym złudzeniem „stałych dochodów”…
      I często niestety brutalnie jest z tego „złudzenia” wybijany…

      1. dokładnie, jak mówisz, jest z tego złudzenia brutalnie budzony czasem

        jednakże tak naprawdę podejście do freelancera i etatowca powinno być takie same, my freelancerzy oczywiście umiemy bardziej bilansować i uśredniać budżet, ale w ogólnym rozrachunku budowanie sobie buforu finansowego jest potrzebne w obydwu przypadkach

        ale oczywiście etatowcy powinni być tego bardziej świadomi,

        czasem na etacie w korpo, możesz być najlepszym i najbardziej lojalnym pracownikiem i prawą ręką przełożonego, niezastąpionym profesjonalistą

        wystarczy czasem jedna intryga czy inne pomówienie i nagle, bez zapowiedzi do twojego gabinetu wchodzi ochrona dostajesz 10 minut i karton

        to jest codzenność, ale każdy myśli, że to mu się nie zdarzy

  4. Również wyznaję zasadę miesięczne zarobki > miesięczne wydatki. Wiadomo, w życiu przychodzą takie momenty, kiedy jednorazowo ponosimy większe wydatki (np. remontując dom, podczas organizowania ślubu, czy przygotowując wyprawkę dla dziecka), jednak zawsze są one u nas planowane (i wpisane w budżet, oczywiście 😉 ) długo przed ich poniesieniem.

  5. Nie lubię oszczędzać. Oszczędzanie kojarzy mi się z ograniczaniem. Lubię swoją konsumpcję. Wiem jednak, że szczęśliwie jakoś udaje mi się wyjść na prostą finansową nawet gdy przez rok „jadę” na dużym debecie (KO). Umiejętności zarządzania własnym budżetem powinni uczyć w podstawówce na lekcjach matematyki. Może dziś miałabym gotówkę na inwestycje np. w IKE )

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Policz to * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.