Plażing, smażing, parawaning…

Trochę mnie śmieszą ludzie na blogach i portalach – często pretensjonalni blogerzy czy  jakieś instagramowe aspirujące celebrytki – krytykujący wakacje nad polskim morzem. No bo plażing, smażing i …o zgrozo… parawaning, w dodatku Grażyny w stringach i cellulicie oraz Janusze żłopiący piwo… oj, jak to źle i niefacebookowo.

Dla mnie mimo wspomnianych „wad”, mimo faktu, że jako bloger nie polansuję się przed wami egzotycznymi zdjęciami, polskie morze jest OK. Każdego roku, niezależnie od innych wypraw, staram się zaglądnąć nad polskie morze.

Wszystko po prostu zależy od tego, czego człowiek oczekuje, czego chce. Ja lubię klimat naszego wybrzeża, lubię też to, że niezależnie od stanu portfela zawsze jakoś uda się zorganizować wyjazd. Dla zaradnych – duże pole do popisu. Podkreślam to jako bloger „oszczędnościowy”…

Owszem normalnie jest drogo, ale jak człowiek pokombinuje – nie musi parkować zaraz przy plaży na drogich parkingach – nie trzeba się stołować w lekko przedrożonych barach (można przygotować sobie prowiant na wyjazd, a braki uzupełnić w lokalnym sklepiku), nie trzeba stawiać na drogi nocleg w pensjonacie, można poszukać czegoś tańszego w pasie nadmorskim, itp.

Pogoda bywa „w kratkę”, jednak z reguły miejscowości nadmorskie oferują inne atrakcje na niepogodę, z których można skorzystać, jeśli chociażby poszuka się w internecie alternatyw do plażingu i smażingu. Jeśli jest parę dni pochmurnych wciąż można świetnie się bawić, niekoniecznie lądując w pobliskim pubie, o czym jeszcze napiszę na blogu.

Niewątpliwą zaletą polskiego wybrzeża jest to, że tutaj żaden troglodyta raczej nie rozjedzie ludzi ciężarówką na plaży oraz nie wysadzi się w powietrze, co niestety zdarza się w zachodnich i południowych lokalizacjach. Powiedzmy sobie to wprost i bez ogródek, jest jednak bezpieczniej niż na różnych riwierach.

Co Ty na to? Co myślisz o naszym wybrzeżu?