Oszczędzanie w Grecji

Wyślij ten wpis znajomym!

Dużo mógłbym napisać po tygodniowym pobycie w Grecji i właściwie chciałbym opisać wszystkie szczegóły związane z moim urlopem, oczywiście nie da się. Skupię się zatem na kilku ciekawostkach związanych z oszczędzaniem i finansami w Grecji.

Panele słoneczne ogrzewające wodę znajdują się na dachach 95% domów na Krecie, na pozostałych 5% znajduje się biedniejszy wariant, czyli po prostu czarna beczka z tworzywa przeznaczona do tego samego celu. Prawie nie ma natomiast fotowoltaniki, mimo że warunki wydają się idealne. Panele-baterie słoneczne które wypatrzyłem przez ten tydzień mogę policzyć na palcach jednej ręki. Więcej ich widzę w Polsce, w mojej okolicy! Ciekawe dlaczego – czyżby się to nie opłacało?

greek2

Domy na Krecie buduje się bardzo podobnie jak domy w mojej okolicy (Lubin – rejon górniczy, aktywny sejsmicznie). Zasadniczo jest to żelbetonowa rama wypełniona gazobetonem. Tutaj jednak zadziwiająco wiele domów nie kończy się dachem ale wystającymi prętami zbrojeniowymi, ewidentnie niedokończoną kondygnacją, lub innymi widocznymi niedoróbkami. Dla mnie, osoby zainteresowanej wszelkiej maści nieruchomościami, jest to nadzwyczaj widoczne. Dlaczego tak się dzieje? Dowiedziałem się, że ma to związek z podatkami – od budowy niedokończonej nie płaci się tu podatku. W efekcie około 20-30% budynków jest w stanie „wiecznego niedokończenia”. Oczywiście ukończone kondygnacje są normalnie użytkowane.

Grecki kryzys, jest ponoć częstym tematem w kafenionach (takich pubo-kawiarniach tylko dla facetów) na Krecie, zaraz po piłce nożnej. Kryzysu jednak nie widać na pierwszy rzut oka, chyba że w tym, że średnia cena gyrosa „take away” z wieprzowiną w turystycznym przedmieściu Chani, czyli 2,50 Euro, jest ewidentnie niższa (około 30-40 centów) niż ok. 6 lat temu, kiedy gościłem na Rodos, uwzględniając inflację przez te lata to rzeczywiście zauważalna różnica.

Kreteńczycy o tej porze roku masowo funkcjonują na wybrzeżu, gdzie pracują przy obsłudze mas turystów, a obłożenie hoteli i apartamentowców jest ewidentnie bardzo duże, więc powodów do narzekania mieć nie powinni. Ci sami Kreteńczycy po zakończeniu sezonu turystycznego masowo wracają do swoich wiosek w górach gdzie czekają prace na gospodarstwach i oliwkowe żniwa, które trwają dość długo. Ci ludzie mają co robić.

Po kilku dniach na miejscu widzę, że lokalny grecki biznes, handel, gastronomia i hotelarstwo działa dobrze i bardzo dynamicznie. Słońca, plaż, dobrego jedzenia i tłumu turystów z północy Europy nie mogących doczekać się kolejnych wakacji nikt Grekom nie zabierze. Gaje oliwne i produkcja rolna ma się umiarkowanie dobrze, więc źródło kryzysu jest ewidentnie gdzie indziej – w polityce, rozdętym socjalu, w bankach i walucie Euro, która drenuje kraje o słabszych gospodarkach niż np. Niemcy czy Francja…

…tyle na dziś. Idę delektować się greckim piwem i lokalnymi przekąskami. Pozdrowienia!


Wyślij ten wpis znajomym!

16 thoughts on “Oszczędzanie w Grecji”

  1. O gustach i upodobaniach się wprawdzie nie dyskutuje, ale: No co Ty, w kraju wina idziesz delektować się piwem?!!!
    Lubię i piwo, i wino, ale w krajach śródziemnomorskich zdecydowanie wybieram wino. Jakoś tak bardziej kojarzy mi się z lokalną tradycją kulinarną…
    Miłego wypoczynku i smacznego piwka życzę! Bo o pogodę nie trzeba się martwić w takim miejscu, prawda?

    1. Na moich blogach generalnie można dyskutować o gustach i upodobaniach 🙂

      Mówisz kraj wina, jednak ten termin nie odnosi się najwyraźniej do Krety, winnic nie jest tu zbyt dużo, bo dosłownie jak okiem sięgnąć wszędzie są gaje oliwne.

      Greccy mężczyźni piją w ciągu dnia dość mocną kawę z wodą źródlaną w osobnej szklanicy (wymawia się: elenika) a jeśli chodzi o alkohol to głównie „raki”, czyli bimber z winogron i tego co zostaje po produkcji wina, które samo w sobie, mam wrażenie, idzie głównie dla turystów. Kobiety pija „raki” mieszane z miodem.

      Generalnie dominują tu spirytualia.

      Piwo greckie to bardzo poprawny lager – głównie Mythos, które jest także pite przez Greków, właścicielka sklepiku, gdzie robię zakupy jest zdeklarowaną piwoszką i pije głównie Mythos (coś jak Żywiec, ale ten za starych dobrych czasów). Wypróbowałem także Fix Hellas oraz Alfa. Pierwsze smakuje mi nieco szampanowo, drugie to delikatny lager w kobiecym stylu.

      Powodzenia!

  2. Odnoszenie się do sytuacji w Grecji na podstawie wizyty na Krecie, to trochę jak pisanie o Hiszpanii po wizycie na Wyspach Kanaryjskich. Mimo tego, że jest jedno państwo i mają te samo prawo, to jednak różnice są ogromne i w ludziach i w lokalnej gospodarce.

    ps. Mythos jest paskudne 😉

    1. Porównanie Krety do Wysp Kanaryjskich wydaje mi się nietrafione, to nieco inna skala. Kreta jest duża, to jakby osobny mały kraj i rzeczywiście, w historii było wiele epizodów, że Kreta była niezależna/odseparowana od kontynentu, bądź jako część Rep. Weneckiej lub tego czy innego imperium, czy jako samodzielne państwo.

      Sytuację grecką znam także z wielu rozmów zarówno tutaj na miejscu (angielski to podstawa), jak i ze swojego otoczenia w Polsce (kilka osób związanych z Grecją).

      Jestem pewien, że moja (i nie tylko) diagnoza ekonomiczna jest trafiona.

      1. A właśnie, że jest odwrotnie. 🙂 Powierzchnia Krety i Wysp Kanaryjskich mniej więcej ta sama, ale Kreta to karzeł przy wyspach kanaryjskich jeśli chodzi o demografię i PKB regionu. Ludzi jest 4x mniej (licząc expatów i nielegalnych), PKB na Krecie jest 7x niższy.

      2. edeq, w wolnej chwili zbadam sprawę, dotychczas Kreta wydawała mi się większa i bardziej dynamiczna, może się mylę – sprawdzę to po prostu

    2. „ps. Mythos jest paskudne ;)”

      wczoraj piłem beczkowy Mythos i jest średnio na jeża,
      butelkowy ze sklepu jest natomiast bardzo dobry, nie ma się czego przyczepić

      dziś za to degustowałem kilka gatunków Raki i to zdecydowanie Kreteńczykom wychodzi najlepiej z trunków

  3. Pije sie to co się lubi, a nie to co w danym kraju jest popularne 🙂
    Co do ogniw fotowoltaicznych to znalazłem kiedyś w necie wyliczenie, że en masse sie to nie opłaca, popularność budowana jest przez marketing. Natomiast kolektory do c.w.u. są jak najbardziej opłacalne w naszym klimacie o Grecji nie wspominając…
    Trochę podziwiam wyjazd – że Ci sie chce…
    Ja, kiedyś spędzający całe miesiące na morzu dziś na samą myśl o podróży mam odruch wymiotny…
    No, gdyby byłą możliwa teleportacja to może chętniej bym gdzieś wyjeżdżał, a le skoro nie jest…
    Muszę mieć naprawdę ważny powód by wyjechać gdzieś dalej niz dwie godziny jazdy samochodem od domu…

    1. no właśnie, w rentowności fotowoltaniki jest pies pogrzebany – muszę poświęcić jakiś post na badanie tematu/wyliczenia

      dziś znów trochę pojeździłem po okolicy (komunikacja lokalną) i miałem okazje się porozglądać – w tak słonecznym i niemal bezchmurnym miejscu brak rzekomo tak ekologicznej i opłacalnej fotowoltaniki zadziwia

  4. Cenne spostrzeżenia, też się dowiedziałam o tym podatku i dlatego niedokończonych domach, bo mnie to też raziło zawsze w Grecji.
    Podobnie baterie słoneczne i beczki na wodę na dachach – też zawsze mi się będą kojarzyć z Grecją i Turcją.
    Kreta z tym całym bogactwem turystycznym i wiele innych rejonów bogatych w zabytki przyciągają i zawsze będą przyciągać tłumy turystów.
    A źródła kryzysu upatruję w podobnych elementach, co Ty.

    pozdrowienia!

  5. Właśnie siedzę na balkoniku w Chani, popijam Rakiji i patrzę co tutaj piszesz. Po moich rozmowach z grekami…a staram się stronić od turystycznych miejsc, kryzys widać. Sami kreteńczycy mówią…tutaj na wyspie to jeszcze sobie dajemy radę, ale w kraju jest dużo gorzej. Turyści są, ale nie zostawiają tyle pieniędzy co kiedyś. Wynagrodzenia zmalały itd. itp.
    Co do piwa się nie wypowiem, nie leży mi. Natomiast wina i mocniejsze trunki jak najbardziej na plus. Zabiorę trochę bimberku na jesienne chłody.

    Pozdrawiam z Grecji

  6. Och dopiero odkryłam ten post:)
    Jako osoba, która spędziła pół roku na Krecie mogę dorzucić kilka komentarzy:)
    Ludzie pracujący na wybrzeżu zasadniczo w większości nie wracają po sezonie w głąb wyspy, ale na kontynent albo za granicę gdzie mieszkają. Większość ludzi pracujących w hotelach, których poznałam przez ten czas spędzony tam była właśnie z Peloponezu. Ot taki zwyczaj, na pół roku przenoszą się do pracy na wyspy.
    A przyczyna kryzysu w Grecji może być jeszcze jedna: dostałeś kiedykolwiek jakikolwiek rachunek w restauracji? Albo na stacji benzynowej? Podam lepszy przykład. Zatankowałam skuter za 5 euro, Grek się uśmiechnął, powiedział, że wystarczy jak zapłacę 3 euro. Poprosiłam o rachunek, bo dostaję zwrot od pracodawcy… Na rachunku wypisał 10 euro… Albo jeszcze lepszy przykład! Mój turysta dostał zawału serca w Samarii! Spędził w szpitalu 2 tygodnie zanim wpakowałam go w samolot do Polski. Myślisz, że ktoś w szpitalu spisał jego PESEL, dane, cokolwiek, żeby domagać się zwrotu od NFZ? Myślisz, że ktokolwiek zapytał się czy ma ubezpieczenie albo kartę EKUZ?

    1. offtopowo: Ci powiem że moje czteroletnie dziecko przeszło na własnych nogach wąwóz Deliana i jeszcze parę km do wioski, tylko dużo wody i jedzenia mieliśmy

  7. Tez troche pozno tutaj „wpadlem „.A chetnie cos dodam z nadzieja ,ze pol roku „spoznienia „nie bedzie wielkim problemem. .Przepisy fiskalne-brak koniecznosci placenia podatku od wzbogacenia do czasu zakonczenie budowy jest znany na calym -doslownie -swiecie. Moja corka-dorosla- miala troche szczescia i kilka lat temu spedzila prawie miesiac w Peru.Zwlaszcza w stolicy ale i wmniejszych miejscowosciach dlugo zastanawiala sie nad powodem dla ktorego cala masa psow-roznorodnych kundlii ,szczeka namietnie ale wszystkie jakos z gory ,z dachow.Praktycznie zadnego na parterze ,przed drzwiami,na ulicy sie nie widzialo.Rozwiazaniem okazal sie powyzszy przepis o nieskonczonej budowie i wymaganie specjalne peruwianskich sluzb podatkowych.Mianowicie na nastepna kondygnacje -ta w „budowie,w nastepnym czasie ,jak beda pieniadze” itd. musialy prowadzic funkcjonujace schody ,zakonczone normalnymi ,funkcjonujacymi drzwiami.I bylo to rygorystycznie sprawdzane. Bylo to tez powodem licznych wlaman i kradziezy z gory ,przez te drzwi. W zwiazku z tym szybko wymyslono psy strozujace na tych pietrach,dachach,czy jak to zwac. Tyle ze w mentalnosci wielu tamtejszych ludzi pies taki oprocz jako takiej budy i miski zarcia i wody na tym takim plaskim dachu nic wiecej nie potrzebuje.Zadnego spaceru czy toalety. Jak wobec tego wygladaly i „pachnialy ” te tzw dachy a w” niedalekiej przyszlosci ” kolejne kondygnacje w domu kazdy moze sobie wyobrazic. Coz -czasami- co kraj to inny obyczaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Policz to * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.