Nigdy nie zrobiłbym sobie tatuażu. Ty też to przemyśl!

Wczoraj przeglądałem stare wpisy na pomocniczym blogu, w tym dużo wpisów technicznych, raportów z powodzenia blogów, opisów relacji z ludźmi, problemów ze spamem dokonywanym przez firmy typu „agencja interaktywna” i próbami przemówienia do „rozsądku” tych firm.

Wracając po linii czasu wstecz odkrywałem jak inne mam TERAZ poglądy na temat różnych relacji międzyludzkich i mechaniki prowadzenia bloga. Zobaczyłem jak nie podoba mi się sposób formułowania niektórych dawnych wpisów (moich własnych wpisów!!!) i wreszcie – jak wiele rzeczy w tym blogowaniu poprowadziłbym inaczej, czy wręcz nie zajmował się nimi w ogóle.

Człowiek ewoluuje. Najwyraźniej.

Jestem po dyskusji z pewnymi ciekawymi ludźmi, tym razem dot. tatuażu… i taka analogia przyszła mi do głowy….

Tatuażu bym nie zrobił, nawet jeśli w danej chwili podoba mi się bardzo jakiś „smok” czy inny „tribal”. Tak samo jak patrzę na NIEKTÓRE wpisy mojego własnego autorstwa sprzed 2-3 lat i uważam je za na tyle zbędne, że po prostu decyduje się je skasować – tak samo wątpię, by jakiś „rysunek na skórze” podobał mi się dłużej.

Wystrój pokoju zmieniam co parę lat. Urządzenie biura niemal co roku. Wczoraj pod śmietnik wystawiałem kosze i bibeloty, które mi się przecież bardzo podobały i były „w moim stylu” a teraz patrzę na nie z politowaniem i nie mam żadnych skrupułów, gdzie powinienem je umieścić.

Na ścianie obok mam malowany wg szablonu dekor – wzorek. To było modne jeszcze parę lat temu i budziło zachwyt. Kolor ścian też jest – stwierdzam teraz – badziewny. Dałem się ugłaskać i chciałem zrobić przyjemność żonie – by było jak w katalogu. Teraz żaden projektant wnętrz czegoś takiego by nie zaproponował, a żona by się zapewne chciała tego najszybciej pozbyć oraz zmienić kolory (i oczywiście tak będzie przy najbliższym remoncie),  bo „wstyd” jak ktoś przyjdzie i zobaczy ten wzorek.

Jak jest z tatuażem? Wg mnie tatuaż tak samo się dezaktualizuje, jak modne bibeloty na półce. Moda, styl, trendy. To wszystko przemija. Nikt tego nie zakwestionuje. Tatuaż niby można usunąć, jednak z niezbyt estetycznym skutkiem, „wytatuować” innym wzorem, albo dorobić nowy.  Żadne z tych rozwiązań nie jest dobre.  Ze zrobionym parę lat wcześniej tatuażem jest problem.

Spotkałem się z argumentem jednego fana tatuażu: te rysunki to jestem ja – to jest moja historia i ewolucja zapisana na stałe, nawet jeśli mi się teraz coś zupełnie nie podoba, to jestem „ja kiedyś”. Cóż, wg mnie, na tej samej zasadzie mogę powiedzieć, że zawartość piwnicy pełnej starych „pamiątek” to też jestem „ja kiedyś”, a zagracony strych to bagaż moich przeżyć. Nie… zdecydowanie wolę czystą piwnicę oraz dobrze urządzony, funkcjonalny strych. Miejsce staroci jest na śmietniku, albo w antykwariacie.

Tatuaż także kosztuje i to nie mało, czy to jest sensowny sposób na „lokowanie” swoich pieniędzy? Dla mnie nie, a dla Ciebie? Napisz co myślisz w komentarzach!