Mieszkanie w bloku – oszczędzanie miejsca

Obecnie, tak jak zapewne wielu z Was, mieszkam w typowym mieszkaniu w bloku, na typowym polskim osiedlu. Plany na przyszłość są inne, jednak pomijając wizje i marzenia wypada się wygodnie urządzić tu i teraz na miarę obecnych możliwości i posiadanych zasobów. Jaki jednak zasób będzie najcenniejszy w 54 metrowym mieszkaniu?

Przestrzeń życiowa

Ceny m2 powierzchni w miastach są wysokie, jednak to te bezcenne metry i przestrzeń są tym co najczęściej „marnujemy”. Czy zauważyliście, że małe mieszkania w blokach są często zagracone do granic możliwości:

  • szafy z niepotrzebnymi już ubraniami (które ponoć mogą się kiedyś przydać),
  • biblioteczki pełne starych książek (w tym od lat nieaktualnych instrukcji i poradników),
  • regały od 20 lat zawalone pierdołkami, które będą tam leżeć przez następne 20 lat,
  • tony obrastających kurzem bibelotów (ehh… te sentymenty),
  • dziesiątki starych roślin doniczkowych, które w nadmiarze niestety szkodzą…

To wszystko zabiera nam cenną przestrzeń, a my w naszych własnych mieszkaniach nie możemy się swobodnie ruszyć.

Moje mieszkanie wyglądało niestety podobnie, z czasem jednak, być może z konieczności kilkunastej z kolei przeprowadzki, doszedłem do wniosku, że przyda się….

„Wielka czystka”

I od tego czasu regularnie walczę z zagraceniem mojej cennej przestrzeni, oczywiście nie jest to jeszcze japoński minimalizm, ale jest mi znacznie wygodniej i czuję się jakoś lepiej. Poniżej kilka propozycji:

Książki… lub czasopisma. Pozostawiłem oczywiście książki i numery czasopism, które mi są potrzebne, albo które uznaję z różnych powodów za bardzo wartościowe, jednak większość odsprzedałem, albo rozdałem znajomym – a kolorowe magazyny, które przypadkiem znalazły się w domowym archiwum po prostu wystawiłem w kartonach pod śmietnikiem.

Stare ubrania i buty poszły na cele dobroczynne, zostały rozdane rodzinie i znajomym (np. jako ciuchy robocze). Niektóre cenniejsze, ale nie używane już, wystawione na sprzedaż na lokalnych portalach,

– zająłem się skutecznie niepotrzebnym wyposażeniem domu, dawno nieużywanymi sprzętami elektronicznymi, niektórymi meblami, itp.

Gąszcze roślin doniczkowych zdecydowanie przerzedziłem, niektórzy się ucieszyli z prezentów, niektóre obszary trawnika wzbogaciły się o ładunek żyznej ziemi… (Doniczki to niestety siedlisko pleśni, rośliny nocą także zużywają tlen a niektóre z nich wydzielają toksyny. To wszystko sprawia, że w ciasnym mieszkaniu śpi się gorzej, rano czasem boli głowa, itp. Oczywiście pustyni w domu nie zrobiłem, no powiedzmy, że jest półpustynia – pozostały głównie sukulenty, w doniczkach estetycznie podsypanych żwirem.)

3768490665_d168e3c444_b

przeminęło z wiatrem wszelkie dobro typu: bibeloty, rzeźby, statuetki, wazoniki, obrazy, kompozycje z suszonych kwiatów… Moi Drodzy, gdzie ja mam to wszystko upchać w klitce w bloku? Jeśli mielibyście ochotę mi coś sprezentować, to nie dawajcie mi w prezencie tych dzieł sztuki ludowej, bo nie mam wielkiej rezydencji i miejsca na urządzanie galerii! Rodzina, jest już raczej uświadomiona, że chciałbym z różnych okazji dostawać wyłącznie praktyczne prezenty, najlepiej zużywalne (klasyczny męski zestaw kosmetyków o „sportowym” zapachu przyda mi się zawsze!).

Uff… jakoś przestrzennie się zrobiło… wygodniej… przyjemniej… w razie czego kolejna przeprowadzka będzie o niebo łatwiejsza… oszczędność cennego miejsca była zdecydowanie dobrym pomysłem!

A jak wygląda Twoje mieszkanie? Czekam na Twój komentarz!

5 przemyśleń nt. „Mieszkanie w bloku – oszczędzanie miejsca”

  1. U mnie obrazy, wagony etc tworzą klimat rodzinnego miejsca. Przez ponad dwa lata tego nie miałem i cały czas to była bardziej noclegownia dla mnie niż dom.

    1. To oczywiście jest kwestia indywidualnych preferencji. To nie jest tak, że ściany mam zupełnie puste, kilka ramek ze zdjęciami w całym mieszkaniu się znajdzie, jednak to ułamek tego co miałem kiedyś.

      To naturalne, że człowiek po nieskończonych wynajmach chce „oswoić” jakieś miejsce, często na wzór domu rodzinnego, stąd kupujemy maty, bibeloty, koszyki, dżunglę roślin doniczkowych i podświadomie chcemy mieć „jak u mamy” albo rustykalnie „jak u dziadków”. Jednak kiedy człowiek „oswoi” dane miejsce – tak – uwierzy że „to naprawdę jest moje” i już nie trzeba konsultować z właścicielem lokalu wywiercenia dziury w ścianie i zawieszenia zdjęcia – to mu trochę mija szał urządzania i wtedy można nieco uprościć oraz uporządkować ten nadmiar.

  2. Umiar, umiar i jeszcze raz umiar…
    Sterylne mieszkanie jest – przynajmniej dla mnie – równie odtrącajace jak te przełądowane wszelkiej maści „przydasiami”.
    Pamiętasz jak kiedyś w mejlu opisywałem Ci historie przeprowadzki znajomych, jak odkryli, że tak naprawdę wystarcza im 20% tego co zgromadzili przez lata, a uważali do tej pory za „niezbędnie konieczne do życia”?
    I tak sobie myślę, że poza jakimiś wyjątkowymi przypadkami „standardowemu człowiekowi” spokojnie wystarczyło by właśnie 20-30% tego, co do tej pory zgromadził, a jakość jego życia wcale by na tym nie ucierpiała.
    Pozostałe 70-80% to tylko „zmaterializowane” błędne przekonania, oczekiwania i lęki…

  3. Słuszne rozwiązanie, im mniej bałaganu w naszym mieszkaniu, tym rzadziej gości on w naszym życiu. Tylko nie przesadzajmy z tym minimalizmem. Dom to miejsce, które powinno kojarzyć nam się z czymś przyjemnym, przytulnym, a nie pustymi ścianami i szafkami. Pozdrawiam

  4. Mieszkanie najlepiej urządzić małymi kroczkami… Ale pracując w dużej korporacji, czesto po godzinahc przy projektach mieszkanie jest tylko miejscem sypialnianym. Dopiero w weekend możesz poczuć, że jesteś u Siebie…

    Tylko przy takim życiu ze zwierzaków co najwyżej rybki … żeby z głodu nie padły 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Policz to * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.