Konwersja samochodu spalinowego na auto elektryczne

Auto elektryczne jak na razie to coś egzotycznego, praktycznie nie spotykanego w Polsce z bardzo nielicznymi wyjątkami. Idea auta elektrycznego jest tak stara jak motoryzacja. Pierwsze elektryczne auta z powodzeniem działały 100 lat temu i już wtedy, przy ciężkich akumulatorach i zasięgu ok. 70 km, auta elektryczne pod wieloma względami były bardziej praktyczne niż ówczesne auta benzynowe, nie każdemu, a w szczególności paniom, nie uśmiechało się kręcenie ciężką i niebezpieczną korbą służącą do odpalania samochodów.

Można powiedzieć, że auto spalinowe rozpowszechnił jeden kluczowy wynalazek, mianowicie rozrusznik elektryczny oraz niskie ceny paliw. Przez lata zapomniano o aucie elektrycznym, aż do lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku, gdzie znowu w USA próbowano wskrzesić tą technologię. Tym razem auto elektryczne szybko sprzątnięto pod dywan. Koncerny motoryzacyjne i paliwowe załatwiły sprawę po cichu, dopiero w wieku dwudziestym pierwszym, dzięki takim markom jak Tesla, auta elektryczne wróciły po długiej nieobecności.

Dlaczego akurat napęd elektryczny wywołuje tyle kontrowersji i jakoś ucisza się ten temat wszystkimi metodami, prasa motoryzacyjna w zasadzie milczy na ten temat jak i media głównego nurtu? Głównie dlatego, że uderza w stuletni przemysł motoryzacyjny i paliwowy. Z punktu widzenia przeciętnego użytkownika napęd elektryczny jest nieporównywalnie tańszy w eksploatacji niż tradycyjny. Koszt przejechania 100 km. w zależności od: mocy silnika, ceny prądu, stylu jazdy wg. różnych koncepcji może wynosić od 4-12 zł – to główna i niepodważalna zaleta, ale zalet jest znacznie więcej: Auto elektryczne może nie mieć skrzyni biegów oraz sprzęgła a te dwa elementy to jedne z droższych części w samochodzie, może nie mieć tłumika, katalizatora, chłodnicy, rozrządu, rozrusznika, alternatora, zaworu EGR, świec, aparatu zapłonowego, wtryskiwaczy i wielu wielu innych urządzeń. Do tego dochodzi też brak konieczności wymiany oleju oraz filtrów.

Zasadniczo nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia dla używania auta spalinowego do codziennych krótkich przejazdów. Elektryfikacja samochodów przyczyni się też do poprawy jakości powietrza w miastach. Większe spalanie w elektrowniach, to nie to samo co spaliny z rur wydechowych, elektrownie są najczęściej poza miastami, posiadają bardzo skuteczne elektrofiltry i inne urządzenia filtracyjne, więc argument, że nie ma znaczenia czy auta będą na prąd, bo elektrownie węglowe zrównoważą poziom spalin, jest nietrafiony.

OK, znamy już zalety napędu elektrycznego, ale póki co auta elektryczne są zdecydowanie droższe od spalinowych odpowiedników i zakup nowego takiego samochodu w Polsce jest nieopłacalny. Polacy nie zaczną się masowo rzucać na nowe samochody elektryczne, nie ma żadnego systemu ulg, zachęt w postaci chociażby braku akcyzy na samochody elektryczne w Polsce, brak też stacji szybkiego ładowania.

Istnieje natomiast inna, tańsza alternatywa na jeżdżenie autem elektrycznym przeróbka już istniejącego auta spalinowego na napęd elektryczny. Wiele osób nie dowierza, że coś takiego jest w ogóle wykonalne. Owszem jest wykonalne, w dodatku już pojawiają się w Polsce warsztaty świadczące takie usługi. Jeżeli przyjrzymy się kosztom jakie ponosimy użytkując auta spalinowe, taka konwersja zaczyna być coraz bardziej sensowna. Mnie najbardziej interesuje czy konwersja wyjdzie taniej niż najtańszy obecnie w użytkowaniu napęd LPG.

Moje wyliczenia są szacunkowe i mogą być obarczone pewnym marginesem błędu, ale porównajmy hipotetycznie dwie wersje tego samego auta. Niech to będzie dajmy na to Ford Fokus a jak! Wtajemniczeni wiedzą, że właśnie jeżdżę Fordem Fokusem. Kupujemy Fokusa za dla równego rachunku 10 tys. zł, Instalujemy LPG nasz silnik to 1.6 100 km. przyjmuję spalanie gazu w cyklach głównie miejskich, podmiejskich na 10-11 litrów plus jakieś niewielkie ilości benzyny do rozruchu i do okazjonalnych przejazdów jak np. zabraknie nam gazu ok. 0,5 litra benzyny na 100 km. Przejechanie 100 km kosztuje nas plus minus 25 zł zakładam roczne przebiegi na poziomie 20 tys. km. Roczny koszt paliwa wynosi 5000 zł. Instalacja gazowa dobrej jakości to koszt 3000zł. Po zakupie auta trzeba zasadniczo zawsze zmienić: rozrząd, olej, świece, pasek osprzętu, filtry taki pozakupowy serwis wyjdzie ok 1200-1500zł. Jestem realistą, więc zakładam jakaś nieprzewidzianą naprawę np. wymiana wydechu i uszczelek pod miską olejową oraz deklem zaworowym – 700 zł. Na serwis wydaliśmy 2200zł. Koszt obsługi Fokusa LPG w roku pierwszym łącznie z paliwem wyniesie 10200zł. Rok drugi: paliwo 5000zł, wymiany oleju (ja wymieniam co 10 tys. km, ale znajdą się osoby co wymienią po 20 tys.) zakładam koszt dwóch wymian 400zł, filtr powietrza 40 zł, świece 200 zł, koszt całkowity w roku drugim to 5640 zł. Rok 3 i 4 zróbmy identyczne koszty jak w drugim 5640 zł. Natomiast w roku piątym dodajmy nieprzewidzianą awarię uszczelki pod głowicą – koszt naprawy 1200zł oraz inną naprawę za 500zł, łączny koszt w roku piątym to 7300zł. Pięć lat eksploatacji Fokusa z napędem LPG kosztowało 34420zł.

A jakby to było w przypadku konwersji Fokusa na prąd. Ile kosztuje konwersja? No właśnie, w przypadku konwersji ustalenie dokładnej ceny nie jest takie łatwe jak ustalenie ceny przeróbki na LPG. Pewna firma wykonuje konwersje w cenie od 20 tys. zł za auto miejskie, na Fokusa trzeba by przeznaczyć minimum 25 tys. w tej firmie, są tańsze alternatywy, ale o tym później. Zakładam tą właśnie cenę. Z auta wyrzucamy silnik i wszystko co zbędne w aucie elektrycznym możliwe, że uda się sprzedać te części i odzyskać 3000-4000zł. Ile kosztuje przejechanie 100 kilometrów? To zależy od mocy napędu elektrycznego, ceny prądu, możemy korzystać z tańszej nocnej taryfy, stylu jazdy, ale można oszacować to na 7-10 zł, 20 tys. km. to przy cenie 10zł za 100 km wyniesie 2000zł. Pierwszy rok to koszty wynoszące 23000zł. W kolejnych 4 latach zakładam tylko koszty związane z rachunkami za prąd korzystamy z tańszej nocnej taryfy, więc 100 km kosztuje nas 7zł daje nam to rocznie 1400zł za prąd, po czterech latach mamy 5600zł. Koszty w okresie pięciu lat wyniosły 28600zł.

Zaznaczam, że moje wyliczenia są jedynie poglądowe i przy innych założeniach, innych cenach instalacji, cenach prądu, mocy silnika wyniki mogą się mocno różnić. Z napędem LPG bardzo trudno wygrać ceną, ale nawet dzisiaj gdzie rynek konwersji jest w kompletnych powijakach, napęd elektryczny ma pewną przewagę nad spalinowym, zwłaszcza w przypadkach przejazdów miejskich i podmiejskich, bo do takich zadań takie auto sprawdzi się najlepiej. Przewagą LPG jest możliwość szybkiego uzupełnienia paliwa na prawie każdej stacji paliw, zasięg zależy od butli, te najmniejsze w kole zapasowym mają coś koło 30 litrów więc przy spalaniu 10 przejedziemy 300km, jak komuś to nie wystarcza można założyć większy zbiornik walcowy, a w razie w zwyczajnie przełączyć na benzynę. Zasięg naszego Fokusa po konwersji będzie wynosił coś ok. 200km, ładowanie to kilka godzin z gniazdka 230V. Większość ludzi obawia się zasięgu ja rozwiewam pewne wątpliwości co do zasięgu, ponieważ większość użytkowników nie pokonuje więcej niż 70-100 km dziennie swoim autem, najczęściej są to jeszcze krótsze przejazdy miejskie 70 proc. kierowców używa samochodów głównie w taki sposób plus kilka dłuższych tras rocznie najczęściej na urlop nad morze albo w góry zawyżam teraz te 2 razy do roku, bo wielu Polaków nie jeździ nigdzie dalej niż do pracy i z powrotem. Te kilka wyjazdów rocznie można rozwiązać następująco, wypożyczyć inne auto spalinowe chociażby od kogoś z rodziny, lub skorzystać z PKP (dwa razy w roku przeżyjemy jazdę pociągiem). Najczęściej jednak mamy dzisiaj w rodzinie dwa auta albo nawet trzy więc nie ma problemu jak trzeba będzie gdzieś dalej pojechać.

Skoro auto elektryczne już dzisiaj może mieć ekonomiczne uzasadnienie to co będzie jak rynek się rozwinie podobnie jak rozwijał się rynek aut na LPG? Warto zaznaczyć, że nie istnieją obecnie dedykowane zestawy do konwersji, części trzeba kompletować oddzielnie, jestem przekonany, że ceny konwersji znacząco spadną jeżeli tylko rynek się bardziej rozwinie. Auto elektryczne może być w zasadzie bezawaryjne i w okresie 10- 15 lat użytkowania powala na łopatki współczesne awaryjne samochody spalinowe, jedynym ograniczeniem jest żywotność baterii, ta powinna wynieść ok 10 lat, pod warunkiem pewnej „higieny” obsługi polegającej na niedopuszczaniu do głębokiego rozładowania. Należy się też spodziewać raczej wzrostu cen paliw nie wykluczone, że za jakiś czas paliwa znowu mocno zdrożeją wtedy taka konwersja będzie najlepszym wyjściem na względnie tanią jazdę.

Andrzej Nowacki

Wyślij ten wpis znajomym!

12 przemyśleń nt. „Konwersja samochodu spalinowego na auto elektryczne”

  1. Przy przeróbce na elektrykę występuje pewien nietypowy problem – waga baterii. Baterie elektryczne są ciężkie, umiejscowione zwykle w innym miejscu niż kiedyś była skrzynia biegów i silnik. W razie wypadku ten źle (niezgodnie z projektem) ulokowany ciężar może mieć bardzo niemiłe konsekwencje. Z drugiej strony – autem po mieście jeździ się raczej dość powoli.
    Widziałem kilka lat temu projekt konwersji starego wartburga na auto elektryczne oparte na akumulatorach żelowych. Z wszelkich wyliczeń wynikało, że to było opłacalne już wtedy. Dziś przy taniejących bateriach litowych opłacalność powinna być jeszcze wyższa.

    1. widziałem w jakimś reportażu właśnie takiego wartburga przerobionego na elektryka

      pełna racja co do wagi akumulatorów i kwestii bezpieczeństwa – ja rozpatrywałbym elektryka jako 2gie auto typowo na miasto

  2. Tak ja widzę zastosowanie takiego auta po konwersji jako auto mieskie-podmiejskie . Silniki elektryczne ze względu na wysoką sprawność ok 90 proc , a są już nawet o większej sprawności są idealne do miasta do częstego ruszania z pod świateł , wysoki moment obrotowy też jest idealny do miasta a silniki elektryczne mają wysoki moment osiągany natychmiast dlatego silnik elektryczny może mieć mniejszą moc niż benzynowy a przyspieszenia będą nawet lepsze w niskim zakresie prędkości np od 0-60 czy nawet od 0-100 km,h. W trasie sprawdzi się gorzej bo do większych prędkości potrzebna jest też moc oraz drugi problem w trasie np. na autostradzie szybkie dojenie baterii przy prędkości 120-140 km,h i przy włączonej klimie bądź grzaniu. Z zasięgu 200 km zostanie może 120 km jadąc w ten sposób z klimą autostradą.

  3. Gdyby produkowane były dedykowane zestawy do konkretnych modeli samochodów tak jak dzisiaj są zestawy do przeróbki na LPG cena konwersji byłaby znacząco niższa . Łatwiej także byłoby przeszkolić fachowców do konwersji mając już gotowy zestaw i instrukcję gdzie wszystko już jest policzone i zaprojektowane i wystarczy tylko to zmontować wtedy cena też by spadła bo i warsztatów świadczących takie usługi byłoby więcej.

    Kwestia bezpieczeństwa akumulatorów w sensie ewentualnego przemieszczenia się w razie wypadku… no tutaj potrzebny jest inż co zaprojektuje odpowiednie mocowania które będą wstanie wytrzymać duże przeciążenie ale nie jest to sprawa bardzo trudna, obliczenia powinno się potwierdzić testem zderzeniowym i tyle. Zbiornik na LPG zwłaszcza walcowy duży o pojemności 80 litrów z grubościennej blachy to też ciężki niebezpieczny kloc w bagażniku a jakoś nie słyszałem żeby zbiorniki się wyrywały z mocowań podczas wypadków .

  4. Skrzynię biegów mimo wszystko bym zostawił. Na stałe mieć wrzucony 4 lub 5 bieg, a w razie czego inne biegi mogą sie przydać.

    Do wyliczeń jakiego rodzaju akumulatory są przyjęte?

  5. Baterie lit-jon takie są używane do konwersji przeprowadzanych przez tego gościa z Gdańska i ceny u niego zaczynają się od 20 tyś. Swoją drogą ciekawe ile liczy sobie za robociznę i jakąś ewentualną marżę na częściach. Gdyby konwersję wykonać samodzielnie bądź częściowo samodzielnie zapewne udało by się zejść z ceny. Inne baterie raczej nie wchodzą w grę np. aku. kwasowo-ołowiowe są za ciężkie i za słabe ale z drugiej strony są też tańsze i być może do użytku tylko miejskiego by się opłacały wiadomo żywotność też jest niższa . Chyba najciekawszym obecnie znanym typem aku. pasującym do auta jest aku. litowo- żelazowy- fosforanowy pojemność podobna do lit-jon ale żywotność zdecydowanie wyższa możliwe, że takie baterie wytrzymały by 15-20 lat eksploatacji . Ale puki co najlepszy dostępny jest aku. lit-jon

    1. No, Pan Zbyszek, człowiek zawodowo niczego sobie, z wiedzą i doświadczeniem w temacie, ale… jak na mój gust zbyt apodyktyczny i narzucający swoje rozwiązania. Z tego co pamiętam z niegdysiejszych z nim rozmów, koszt przeróbki to minimum 50% kosztów aku.

      Aku kwasowo-ołowiowe…
      Że ciężkie i słabne w porównaniu z litowymi to fakt, ale mają jak na razie jedną ogromną zaletę – cenę 🙂
      Od tego Pan Zbyszek zaczynał i właśnie na takich aku ma niepobity do dziś dzień polski rekord „przelotu” bez ładowania – coś ponad 600 km

  6. Całkiem aku. kwasowo -ołowiowych bym też nie przekreślał ale zastosowanie takich widziałbym tylko do użytku ściśle miejskiego. Owszem są tańsze od lit jon ale mają wadę niższa żywotność jak się okaże , że trzeba wymieniać całe pakiety aku. co kilka lat to może się okazać , że oszczędności związane z niższą ceną pójdą w łep. Zimą cudów nie ma przy minus 15 stopniach i zależy jakim grzaniu jak grzanie będzie elektryczne zasięg mocno spadnie. Z LPG nie ma takich problemów a ostatnio ceny gazu mocno spadły w Lesznie mam 1.83 tankowanie trwa kilka minut i w zasadzie można się poruszać po całej PL ciężko wygrać z zaletami LPG, skład spalin na dobrze wyregulowanej instalacji też jest lepszy jak na benzynie. Takie auto po konwersji to raczej drugie dodatkowe auto.

  7. Póki co na poważnie rozważam konwersję roweru na rower ze wspomaganiem elektrycznym. Idzie na szczęście obejść absurdalne przepisy ograniczające moc do 250 wat , na kierownicy montuje się sterownik ograniczający moc i po drogach publicznych używa się trybu 250 wat ( tak czysto teoretycznie) a po zjechaniu z drogi publicznej można przełączyć na jakąś rozsądną wartość np. 500 wat. Silnik w tylne koło lub centralnie pod korbą bateria w torbę pod ramę, kontroler i jazda 100 km za 1 zł koszt ok 3 tyś za taką przeróbkę na codzienne krótkie przejazdy coś idealnego.

  8. Nie długo, tak myśle z 10 lat, wszystkie auta będą elektryczne. Najpierw w krajach jak USA czy DE i powoli zaczną banować ówczesne samochody.

  9. Na pewno auta elektryczne będą stanowić coraz większą część rynku ale czy za 10 lat wszystkie będą elektryczne? Nie sądzę nie tyle z powodów technicznych bo te już dzisiaj zostały w dużej mierze rozwiązane gdyby poświęcić więcej czasu na badania i rozwój napędy elektryczne byłyby jeszcze lepsze ale obawiam się , że przemysł i cały biznes łącznie z rządami tak łatwo nie dopuszczą napędu elektrycznego to zmniejszy zyski koncernów a także rządów chociażby z podatków na paliwo i na części do aut tłokowych, tu jest pies pogrzebany. Produkcja aut elektrycznych wymaga minimalnej pracy ludzi więc zatrudnienie w fabrykach spadnie. Dobrze zaprojektowane auto elektryczne zasadniczo nie potrzebuje serwisu więc popyt na roboczogodziny mechanika-elektromechanika zdecydowanie spadnie.

  10. Auto tłokowe nie posiada masowo produkowanych części podlegających wymianie. Świece, sprzęgło, trochę gum – grosze. Silnik nie jest planowany współcześnie do remontu kapitalnego. Za to elektryczne posiada akumulatory wielkiej pojemności, te na pewno podlegają wymianie. Co więcej, lobby ekologicznie nie pozwala na publiczną dyskusję, bo dane naukowe są znane – o ekologicznych kosztach akumulatorów. To nie po stronie „korporacji tłokowych”, ale po stronie „korporacji elektrycznych” jest gra nie fair.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Policz to * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.