Kawa o poranku – przyszłość Europy – przyszłość polskiej motoryzacji

Dawno nie odzywałem się w tej formie na tym blogu (czyli w formie aktualności i bieżących przemyśleń). Ostatnio dominowały tu dość konkretne wpisy tematyczne, część robiona wspólnie z Andrzejem. Jeśli spodobały się wam dość rzeczowe wpisy Kolegi – to mamy ich kilka w miarę aktualnych pod jednym z moich adresów: http://dlafaceta.biz/ Tematy motoryzacyjne – zawsze na czasie.

Ostatnio byliśmy obydwoje zajęci i tylko kilka razy wieczorem na FB był czas na jakieś pogadanie. Jeden z tematów – oczywiście jak zwykle motoryzacja.

Niestety klasyczna polska motoryzacja, taka jak wiele dziedzin przemysłu, została zniszczona przez kolejne ekipy rządzące przez tzw. prywatyzację. Polegało to na tym, że zagraniczni inwestorzy o szerokich powiązaniach kapitałowych przejmowali polskie zakłady, po czym likwidowali je. Po co? By zlikwidować konkurencję dla własnych zakładów w krajach rodzimych.

Mimo wszystko wierzę, że po  1989 roku możemy się jeszcze odrodzić (w sensie ekonomicznym) jako liczący się kraj. Zwłaszcza w kontekście osuwających się w Nowe Średniowiecze krajów zachodnich. Pełzająca wojna religijna, tocząca się na naszych oczach, w końcu powali także gospodarkę tego regionu. Na razie idzie w niebyt poczucie bezpieczeństwa społeczeństw Zachodu, ale za tym pójdzie konsumpcja i rozwój gospodarczy. Fanatycy „religii pokoju” biegający z maczetami – to tylko początek walącej się konstrukcji tzw. Zachodu… a pamiętajmy, że nie wszystko pokazują nam media.

My – Polska i Polacy – odrodzimy się chociażby na zasadzie kontrastu – u nas nie będzie jeszcze aż tak źle – w końcu dysponenci kapitału, bogatsze i bardziej wyedukowane warstwy społeczeństw zachodnich, zaczną się osiedlać w Polsce jako – w pewnym sensie – uchodźcy kulturowi. Względna homogeniczność kulturowa może okazać się naszym atutem…

Wróćmy do tematu motoryzacji. Otóż moim zdaniem – jeśli w ogóle jeszcze przez parę lat pozostaniemy w rozpadającej się na naszych oczach UE to niestety będziemy tłamszeni przez tzw. normy europejskie, skutecznie blokujące naszą produkcję. O co chodzi i czy powyższe słowa nie są zanadto uniosceptyczne? Nie! Weźmy choćby normę Euro6. Nie mamy szans np. na zbudowanie od A do Z polskich fabryk produkujących dobre silniki spełniające tę normę emisji spalin. Takich kwiatków znajdzie się więcej…

…mamy jednak szansę w jednej, coraz bardziej rozwijającej się niszy. To będą auta elektryczne. Auta elektryczne mają o wiele prostszą konstrukcję niż ich spalinowe odpowiedniki. Mamy także niewielką, ale jednak jakąś tradycję w konstruowaniu tego typu pojazdów. To choćby szansa dla szeregu niewielkich wytwórni produkujących na początek auta w formacie pojazdów homologowanych, dopuszczonych do ruchu np. dla kierowców od 16 roku życia, w wariancie wyższym, mniejszych samochodów elektrycznych do ruchu typowo miejskiego.

Miasto to będzie kolebka e-motoryzacji. Dlaczego? Po pierwsze nowoczesne diesle stają się na mieście coraz mniej użyteczne z uwagi na rozwiązania typu DPF. Niedawno szukałem używanego, kilkuletniego samochodu. Cena modeli ze starym, klasycznym, prostym i niezawodnym silnikiem benzynowym już teraz jest zauważalnie wyższa od nowoczesnych diesli, mimo, że te – jako nówki – w salonach są znacznie droższe. DPF i filtry różnego typu to utrapienie dla miejskiego kierowcy, a tego typu rozwiązania wkrótce zaczną obowiązywać także dla silników spalinowych.

Walka z tzw. smogiem, obostrzenia ze strony ustawodawcy, ale tez poszczególnych samorządów, ale także presja społeczna i marketingowa (elektryczne auto to lans i bycie „na fali’), sprawią, że w dużych miastach pojawi się coraz więcej „elektryków’.

Technicznie już od jakiegoś okresu nie ma przeciwwskazań do rozwoju e-motoryzacji, akumulatory litowo-jonowe są coraz lepsze i wydajniejsze, odległość 100-150 km, która jest pokonywana przez większość konstrukcji na jednym ładowaniu stanowi jedynie barierę mentalną. Aktywny, miejski użytkownik dziennie przejeżdża zwykle mniej niż 100km. Po powrocie z pracy, lub na noc podłączenie do ładowania i następnego dnia jazda od nowa – tanio, wygodnie, bez zatruwania miejskiego powietrza (elektrofiltry w elektrowniach są dosyć wydajne, a OZE oraz smart grid – inteligentna sieć – jak najbardziej nadają się do zasilania e-motoryzacji). Oczywiście średnio 3-4 razy do roku miejskiemu użytkownikowi potrzebny jest większy zasięg, ale tutaj nadzieja albo w punktach szybkiego ładowania na stacjach benzynowych (rozwiną się, a jakże!) albo w wypożyczeniu auta spalinowego z wypożyczalni, ew. skorzystania z połączeń kolejowych…

…wszystko jest w nas, zmiana jest tuż przed nami…

Tymczasem czas na mnie, muszę kończyć ten – nieco dłuższy niż zwykle wpis – jeszcze jedna filiżanka świeżo zmielonej kawy (ta ze zdjęcia) i ruszam w trasę… zapraszam do komentarzy…