Jak stworzyć realne pieniądze z niczego – prosty sąsiedzki system waluty czasowej

Wyślij ten wpis znajomym!

Czy wiecie, że tak powszechny pieniądz papierowy jest oparty na „długu”? Co to znaczy? Na odpowiedź potrzebny byłby co najmniej wykład z ekonomii, warto tylko nadmienić, że pokrycie waluty w złocie i realnych dobrach należy już do historii. Papier nie ma faktycznie, sam w sobie, żadnej wartości – system waluty papierowej działa dzięki monopolowi państwa, zaufaniu do tegoż państwa i nieustannym transferowaniu „długu” – w uproszczeniu na żonglerce zobowiązaniami finansowymi i nieustannym „dodruku” banknotów.

Uff… miało nie być wykładów, natomiast i tak wyszło dość zawile. Może przejdźmy już jednak do konkretów…

Załóż „własną mennicę” 😉

Teraz skoro pokrótce wiemy na czym bazuje współczesny pieniądz nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy stworzyli własny pieniądz. Ot tak po prostu… samodzielnie, z zaciągniętego „długu”… dokładnie tak, jak robi to rząd.

Prosto napisać – trudniej wykonać… ale to możliwe. Tworzenie własnego pieniądza to de facto systemy wirtualnego pieniądza i różne „letsy”. Tu i teraz możemy stworzyć prosty mini system barterowy w gronie znajomych i sąsiadów oparty na umownej „walucie czasowej”. Sam w przeszłości jako student korzystałem z tego pomysłu wielokrotnie – w czasie moich studiów był ostry kryzys – i o prace i jakikolwiek zarobek było ciężko, a trzeba było sobie radzić.

5867775305_eed9b2a721_z-640x372Brak „papierowych pieniędzy” w portfelu absolutnie nie musi oznaczać niedostatku, a powiedzenie „czas to pieniądz” może nabrać zupełnie innego wymiaru. Dysponując na początku nawet tabelą, czy to papierową, czy elektroniczną można zainicjować system sąsiedzkiego pieniądza opartego na czasie, Time Dollars, czyli po prostu system barterowy.

Dlaczego system z zapisem informacji?

Ktoś mógłby napisać – wymieniam się z sąsiadami i przyjaciółmi drobnymi przysługami bez żadnego systemu, po co mi jakiś system? Ufamy sobie.

Ja jednak proponuję coś bardziej sformalizowanego, niż zaciąganie na wszelkie strony bliżej nieokreślonych długów wdzięczności – po prostu konkretne rejestry „kredytów czasowych” np. w arkuszu Google Docs lub nawet system informatyczny LETs na małą skalę.

5868331010_eb5e3e12f8_zPilnowanie dzieci, zakupy, gotowanie, pomoc „fizyczna” w obrębie zaufanych znajomych, rzeczy używane, usługi specjalistyczne  wymieniane na to co powyżej – tu aż się prosi o barter – o pieniądze głupio prosić, ale robić długi wdzięczności do spłacenia kiedyś tam… to potencjalnie rodzi sytuacje konfliktowe. System z zapisem informacji może temu zapobiec.

Uwagi praktyczne

Zanim rozpoczniemy – parę uwag – system barterowy oparty na prostej „walucie czasowej” niesie za sobą parę konsekwencji:

1. Nie wolno tworzyć jednorazowo zbyt wiele kredytów/time dollars/punktów/godzinówek… czy jak się tam umówicie co do nazewnictwa. Z uwagi na zdarzenia losowe, ale też czynnik osobisty niektóre systemy mogą upaść, a uczestnicy nie wywiązywać się ze składanych zobowiązań. Minimalizujemy zatem straty w razie niepowodzenia.

2. Każdy ma skłonność do wyolbrzymiania wagi i wartości własnej pracy i minimalizowania wkładu innych – tu się kryje słaby punkt systemu czasowego – zaczynając zatem zabawę w wymianę usług i czasu pracy trzeba bardzo dokładnie, szczerze i bez ogródek wyłożyć kawę na ławę i omówić zasady wymiany. Relacje rynkowe muszą być w jakiś sposób zachowane – kopanie ogródka jest warte mniej niż korepetycje z niemieckiego dla męża koleżanki, z kolei te lekcje są warte mniej niż porady prawne u znajomego adwokata.

Wszystkie strony wymiany muszą zaakceptować choć częściowy czynnik realnego rynku, nawet jeśli uczestniczą w systemie z powodów ideologicznych, sąsiedzkich, etc. Godzina kopania ogródka, czy pomocy w remoncie nigdy nie będzie równa godzinie konsultacji specjalistycznych na wolnym rynku – i tak samo musi być w naszym systemie.

3. Wedle obecnego polskiego prawa takie systemy są nielegalne – mogą wszakże służyć unikaniu podatków – przyjmijmy zatem do wiadomości, że ten artykuł piszę na potrzeby Polaków mieszkających za granicą, w krajach gdzie sąsiedzka pomoc wzajemna nie podlega fiskusowi.

Solidus-Constantius_Gallus-thessalonica_RIC_149Moja praktyka 😉

Jak sam korzystałem z ‚time dollars’?

Wiele… wiele lat temu (na pewno więcej niż ustawowe 10 lat temu) stosowałem np. patenty:

– wymiana korepetycji z matematyki na lekcje języków obcych u studentów – native speakerów – angielski i niemiecki – na tradycyjnym rynku nie byłoby mnie wtedy stać na takie lekcje

– wymiana tychże korepetycji i przygotowania do egzaminów na drobne przysługi w gronie studenckim, nieodzowne w życiu studenckim piwo, „dyżury” z naszego systemu sprzątania mieszkania studenckiego

– wymiana usług informatycznych na karnet do siłowni, za pomoc w reklamie – darmowe treningi w klubie wspinaczkowym, wymiana usług informatycznych dla zaprzyjaźnionej agencji nieruchomości na nieograniczony dostęp do internetu (wiele lat temu wciąż drogi luksus – czy pamięta tu ktoś jeszcze tzw. kafejki internetowe).

Mógłbym pisać długo – jednak w finansowym kryzysie i przy braku klasycznej pracy, co było także losem wielu innych studentów wiele lat temu, nie byłoby mnie stać na pewną część uzyskanych usług i dóbr, gdybym najpierw próbował zarobić, a potem wydać na nie „prawdziwe” pieniądze… Często także w dorosłym życiu jest sytuacja, gdzie nie ma pieniędzy, nie ma pracy i można by zastosować barter, ale ludzie tego nie robią, bo są mocno przyzwyczajeni do narzekania, a nie do działania. Tymczasem można by uzyskać produkty/usługi, czasami oferując to co i tak mamy do dyspozycji w nadmiarze.

Do dzieła Drodzy Czytelnicy – jeśli jesteście w potrzebie, albo przynajmniej podoba Wam się pomysł – twórzcie własne „time dollars” i korzystajcie z sąsiedzkiego barteru 🙂

Jeśli masz jakieś doświadczenia z taką wymianą usług, albo bardziej profesjonalnym systemem – napisz w komentarzu poniżej!


Wyślij ten wpis znajomym!

5 thoughts on “Jak stworzyć realne pieniądze z niczego – prosty sąsiedzki system waluty czasowej”

  1. Ostatnio idąc na pocztę mignął mi mały baner miejscowego banku czasu. To chyba odpowiednik tego, o czym piszesz – tyle że na ciut większą skalę – chociaż z drugiej strony, w tej mieścinie prawie każdy każdego zna przynajmniej z widzenia 🙂

    Szczerze mówiąc, nie wiedziałam, że tego typu „instytucje” są nielegalne. No, ale to chyba kolejny przykład nastawienie tego państwa do społeczeństwa.

    Przyzwyczailiśmy do płacenia pieniędzmi i uważamy tę formę za jedyną właściwą, co na dłuższą metę wcale nam nie służy. Zdarzało się, że moja babcia próbowała zapłacić mi gotówką za posprzątanie jej domu, co tylko wzbudzało mój bunt. Nie była w tej chęci płacenia za pomoc odosobniona. Gdzieś zapomnieliśmy, że nie zawsze należy oczekiwać zapłaty pieniężnej, że czasem największą gratyfikacją jest satysfakcja z dobrze wykonanego zadania i uśmiech tej drugiej osoby.

    Mam wrażenie, że staliśmy się niewolnikami pieniądza. Jeśli nam zabraknie tego zasobu, stajemy się bezradni. Wmawiamy sobie, że nic nie mamy… a przecież to, że nie mamy gotówki w portfelu, nie jest tożsame z utratą umiejętności i wiedzy, a już na pewno nie powinno być tożsame z utratą zaangażowania. A niestety najczęściej jest. Bo definiujemy siebie (i innych) poprzez posiadany majątek, wielkości pensji etc.

    IMO to droga na manowce, tylko jak wytłumaczyć to innym? To chyba trochę tak jak z tanim podróżowaniem, jeśli sam nie spróbujesz, nie będziesz przekonany co do tego, że to naprawdę działa i jest możliwe.

  2. kafejki działają do dzisiaj, choć przez internet w komórkach są coraz mniej popularne… Ostatni raz w kafejce byłem chyba z 5-6 lat temu, ale nieco wcześniej to pewna regularność była 🙂

  3. Ten „system” miałby szansę działać, gdybyśmy umieli realnie wycenić swoje umiejętności i docenić również umiejętności innych osób. Niestety wydaje mi się, że często nie wiemy co możemy oferować, co przyjąć w zamian, lub to co ktoś nam oferuje w zamian jest dla nas mało atrakcyjne. Albo obrażamy się, gdyby ktoś zaproponował nam: „posprzątasz u mnie w domu 2 h” za np. godzinę języka angielskiego.

    1. Tak, to prawda. System wymaga dojrzałości emocjonalnej i wzięcia pod uwagę rynkowe realia.

      Sprzątanie, opieka nad dzieckiem, pomoc fizyczna… na pewno jest równie ważną pracą jak nauka angielskiego, ale trzeba też wziąć pod uwagę lata pracy, które musiał włożyć nauczyciel w doskonalenie swoich umiejętności i to wynagrodzić.

      Z drugiej strony system doskonale działa przy prostych i dość jasnych zadaniach. Np. wymiana godzin opieki nad dzieckiem.

Odpowiedz na „AśkaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Policz to * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.