Jak hobby zamienia się w pieniądze.

Wyślij ten wpis znajomym!

Dziś arcyciekawy post gościnny Kolegi Romana na temat Zarabiania Pieniędzy. Zapraszam:

Jedną z moich  pasji są stare motocykle.

Prawdę mówiąc jest to pasja rodzinna; Mnie i brata zaraził ojciec, teraz ja zarażam moją czternastoletnią córkę. W miasteczku w którym mieszkamy wszyscy „profesjonalni zbieracze” wiedzą, że jak tylko trafi się jakiś motocyklowy złom, coś co choćby z daleka przypomina część motocyklową, to w te pędy należy gnać do nas. Bo my ten złom zbieramy i dobrze płacimy. Lepiej niż w skupie (do którego i tak trafią, gdy my nie weźmiemy 524 kartera od WSK-i. Płacimy w dowolnej walucie; złotówki, dolary, „zboże i ziemniaki w płynie”; zależy co kto woli… Z resztą ci moi „profesjonalni zbieracze” to temat na zupełnie inną w kilku przypadkach fascynującą – opowieść…

URAL650-SPORTSMAN

Do rzeczy

Jakoś tak we wrześniu 2012 roku jeden z nich dowiózł do nas na wózeczku dwa dziwne i na pewno stare silniki… Najpierw dostał opierdziel za to, że niepotrzebnie zniszczył magneto (miedź która tam była, wywołuje u nich taką gorączkę jak u innych złoto), potem przeszliśmy do negocjacji i z dwóch litrów do zapłaty zrobił się jeden.

I się dogadaliśmy stając się właścicielami dwóch – kolejnych skąd inąd – starych silników.

Do niczego nam nie pasowały, brak było cech fabrycznych, brak tabliczek znamionowych i jedno co ustaliliśmy to, że to sprzed wojny i najprawdopodobniej od DKW (co potem okazało się prawdą).

Wrzuciliśmy temat na forum motocyklowe i się zaczęło…

Matko… to, co niektórzy z forumowych „artystów” wymyślali o pochodzeniu artefaktów głowa mała…

Pewnego dnia odezwał sie gość z Niemiec i z marszu zadeklarował 5 tys. „ojro” za każdy z niech… Z „marszu”, bez oglądania, bez negocjacji… No to zaczęliśmy drążyć temat i co sie okazało…No „dekawka”, no przedwojenna, seria testowa wyprodukowana w 78 egz. z których żaden nie zachował się do dnia dzisiejszego; jedyne co jest, to jakieś drobiazgi -manetki, siodło, klamka od hamulca…

Pogoniliśmy w końcu jeden silnik za 12 tys. „ojro”…

Co do drugiego, to brat ma „wizje”… Chciałby – we współpracy z VW, bo to spadkobiercy DKW – odtworzyć sprzęt do stanu jeżdżącego… Czy sie uda – szczerze mówiąc nie wierzę? Ale idea przednia (jedyne czego żal to to, że jest „mienie poniemieckie” a nie np. legendarny polski SM 500)


Wyślij ten wpis znajomym!

8 thoughts on “Jak hobby zamienia się w pieniądze.”

  1. Cześć! Tutaj chyba było też dużo szczęścia, nie tylko hobby:)
    Ja mam przykład na to, jak hobby może zamienić się w pieniądze. Zawsze lubiłam podróżować, aż w końcu na studiach zrobiłam kurs pilota wycieczek. Po dwóch sezonach wakacyjnych przepracowanych „na wyjeździe” zarobiłam tyle, że wystarczyło na pół roku pobytu w USA:) Polecam więc wszystkim studentom!

    1. Kasiu, nie był to jedyny taki przypadek. Nie raz, nie dwa kupiliśmy za grosze jakiś „nieznany kawałek historii”, który później okazywał sie na tyle rzadkim znaleziskiem, że sprzedawaliśmy go z wieeeeeelokrotnym przebiciem.
      Faktem jednak jest, że te silniki to przypadek spektakularny.

  2. Świetny przykład, udowadniający, że hobby nie zawsze wiąże się z koniecznością wydatków, ale może być również źródłem zysków. Oczywiście było w tej historii dużo szczęścia, jednak nie na wszystko mamy wpływ i czasem trzeba po prostu umieć wykorzystać okazje, które często są ukryte.

    1. To prawda. Trzeba mieć otwarte oczy i umysł i…
      Dziesieciu przejdzie obok, ale wygra ten kto sie zatrzyma i pochyli nad „śmieciem” 🙂

    1. jednak nie w przypadku masowo bitych monet pseudokolekcjonerksich, medali a de facto przewartościowanych bulionówek

      jaką wartość w przyszlości będzie miała moneta „kolekcjonerska” wybita przez dajmy na to NBP w 150000 egzemplarzy? nedzną

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Policz to * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.