Freelancing, biuro w domu, własna firma… czyli jak się zaczęło.

W swojej dotychczasowej twórczości blogera często podkreślam fakt, że prowadzę własną działalność. Jak zmienia postrzeganie finansowej rzeczywistości fakt posiadania małej firmy? Znacznie! Przede wszystkim nie ma tak dużej finansowej stabilizacji jaką daje etat w korporacji, czasem mam wątpliwości czy w ogóle można liczyć na jakąkolwiek stabilizację.

Człowiek musi nauczyć się dobrze planować swoje wydatki a przede wszystkim umieć oszczędzać.

Suits_intertitleWeźmy jeden przykład. Wszyscy znajomi z branży kupują najnowszy laptop firmy Apple? Ja też chcę! Jest to zdecydowany lans w branży i dużo dyskusji w internecie już było na temat wyższości tego sprzętu nad zwykłymi laptopami z Windows. Jednak czy po początkowym impulsie i entuzjazmie taki zakup ma sens? Przecież finalnie i tak wyląduje na nim instalacja Debian Linux, systemu na którym codziennie pracuje, więc czy warto przepłacać za logo? Jak można inaczej zagospodarować te pieniądze? Czy można za nie kupić coś naprawdę przydatnego dla firmy, co w dłuższej perspektywie przyniesie zysk? Takich dylematów i decyzji co do wydawania pieniędzy jest wiele. Najpierw idzie firma i racjonalne wydatki, dopiero potem własne potrzeby, prestiż i spijanie śmietanki.

A jak to się zaczęło?

1. Jeszcze na studiach  jeden z ambitniejszych ćwiczeniowców przeprowadził nam dobre testy na orientację zawodową. Wynik był dla mnie jeden – wynik, który tak naprawdę już chyba znałem zanim przystąpiłem do tego testu – wyszło, że dobrze się sprawdzę jako wolny strzelec, wolny profesjonalista, najlepiej tzw „kreatywny”, ewidentnie nie będę się wpasowywał w świat korporacji pod krawatem, 8h przy biurku w jednej pozycji z przyklejonym sztucznym uśmiechem.

Z resztą starsi stażem czytelnicy dobrze wiedzą, że mistrzem ściemy nie jestem i nie będę – mówię prawdę, czy się to komu podoba, czy nie.

2. Czynnik decyzji życiowych. Dosyć daleko wyrwałem się na studia od rodzinnego domu, nie była to biznesowo najlepsza decyzja, bo oznaczało to zupełnie oderwanie się od znajomości i kontaktów, potrzebowałem jednak nowej perspektywy i świeżego oddechu od dotychczasowego życia – niektórzy z was pewnie rozumieją co mam na myśli – efekt negatywny – brak znajomości – a bez znajomości trudno wbić się w korporację, pracę na etat, klasyczne ścieżki kariery.

Obecnie oczywiste jest dla nas, że może poza wielkimi miastami, o wielu sprawach decydują znajomości, skomplikowane układy czasem sięgające jeszcze szkolnych ław naszych rodziców, a może i dziadków.

3. Co się stało, kiedy okazało się, że w obcym mieście nie mogę znaleźć nigdzie pracy, ani nawet bezpłatnej praktyki w moim pierwszym kierunku (nawet te bezpłatne praktyki w okolicach roku 2000, czasie wyżu demograficznego, były dobrze obstawione, a tzw. „układ” dobrze zacementowany).  Nie traciłem zbyt dużo czasu, co do uzmysłowienia sobie mojej sytuacji. To co niektórym zabiera miesiące albo i nawet lata – mi zabrało może ze dwa tygodnie, a po ostatnim liście odmownym co do praktyki w korporacji, około 2-3 dni miałem, przyznam wam, niezły zgryz.

Czwartego dnia miałem już załatwioną „praktykę” w firmie przyjaciół, z możliwością dorobienia sobie realnych pieniędzy jako freelancer, w dziedzinie zgodnej z moją pasją.

Tak się zaczęło.

Macie czasem podobne przemyślenia?