Drewno kominkowe. Oszczędne ogrzewanie.

Wczoraj uciąłem sobie pogawędkę z Koleżanką Basią na temat drewna kominkowego i jej systemu ogrzewania. Basia dzieli ze mną niechęć do instalacji gazu (w moim przyszłym domu zapewne gazu też nie będzie, z gazem mam niemiłe przeżycia) i ogrzewa swój dom kominkiem z płaszczem wodnym podłączonym do instalacji CO sprzężonym z awaryjną grzałką elektryczną. To właściwie pierwszy pełny sezon grzewczy u Koleżanki, ponieważ do domu wprowadziła się z mężem w styczniu 2013, więc trudno tu podać precyzyjne kalkulacje, natomiast postaram się wyciągnąć od Basi i jej męża więcej ciekawych informacji dla czytelników. Tymczasem kilka wniosków z dotychczasowej eksploatacji.

800px-VeluweTreeTrunk

Na początku małe  wyjaśnienie dla laików. Kubik to tzw. metr przestrzenny, używam poniżej skrótu mp. Kubik drewna nie jest tożsamy z metrem sześciennym – 1m3 drewna. Dlaczego? Pomyślcie chwileczkę, jak wygląda sąg drewna kominkowego i dlaczego nie jest to lita masa. Już wiadomo? No to lecimy dalej…

Kubik niesezonowanego drewna dębowego Basi udaje się kupić za 170 zł/mp, to tanio, bo w naszym regionie można go dostać najmniej w okolicach 180 zł/mp. Drewno jest przygotowane do palenia, pocięte na tzw. ćwiartki, tyle tylko, że niewysezonowane. Z dębiną jest problem, którego sam doświadczyłem w domu letniskowym/wypoczynkowym rodziców, mianowicie dość długo trzeba je sezonować – dębina powinna leżeć w sagu nawet do 3 lat – dopiero wtedy to jest to, co lubią sympatycy kominków, w przeciwnym razie przy dębinie mamy tzw. strzelanie. Osobiście tego nie lubię, dlatego wolę sobie (w moich zastosowaniach) palić brzozą, która według mnie już po roku sezonowania przyzwoicie się pali. Cena tego drewna jest niższa (za drewno mieszane – dąb, jesion, brzoza – Basia zapłaciła 150zł za kubik), brzoza znakomicie nadaje się do ‚rekreacyjnego’ palenia w kominku, ew. sezonowego dogrzewania się, wada – brzoza nie trzyma żaru i nie nadaje się do podłożenia na noc, to nie jest zbite drewno i spala się stosunkowo szybko…

592px-Quercus_robur_crosssection

Ciekawostką jest, że kubik dębiny wysezonowanej przez 2-3 lata to u nas koszt rzędu nawet 240-270 zł, więc dobrą inwestycją jest postawienie drewutni i sezonowanie drewna samemu.

O typach i cenach drewna pewnie porozmawiamy w komentarzach, przejdźmy jednak do meritum. Dlaczego drewno? Rozmawiałem już z kilkoma osobami z Zagłębia Miedziowego (a co jak co, do biednych regionów kraju to zaplecze KGHMu nie należy), które wybrały ogrzewanie się, lub przynajmniej znaczny udział % ogrzewania drewnem, często w kominkach z obiegiem powietrza, ew. w kominkach z płaszczem wodnym. Odpowiedź jest prosta. Cena.  To minimum –50% kosztu popularnego u nas ogrzewania gazowego, a są osoby, które notują jeszcze większe ‚zyski’. Jak widać nawet cała zabawa z drewnem, składowanie opału, rąbanie, noszenie, doglądanie, czyszczenie kominka, itp. nie jest w stanie zniechęcić inwestorów.  Oszczędności potrafią iść w setki zł miesięcznie przy dużych domach i mroźnych miesiącach, że tak powiem „duże setki”.

Czy można oszczędzić na drewnie jeszcze bardziej?

Owszem, można. O około 20-30 zł taniej można kupić drewno ‚w metrach’, z tym że bale trzeba samemu sobie pociąć piłą, następnie porąbać. Jeśli jednak komuś się  chce i ma na tyle rezerw energii… czemu nie? Warto także omijać pośredników, jeśli masz własny transport i kontakt w nadleśnictwie…

Wpis z pewnością nie wyczerpuje tematu ogrzewania drewnem. Na pewno do sprawy wrócę, tymczasem jeśli macie własne wnioski i pomysły, zapraszam do komentowania.

 

Wyślij ten wpis znajomym!

20 przemyśleń nt. „Drewno kominkowe. Oszczędne ogrzewanie.”

  1. Po kilku latach minie u tej pani zapał do palenia drewnem, a po 10 nie będzie na nie mogła patrzeć i podepnie się do gazu.
    Drewno trzeba wnosić do domu z drewutni (a wcześniej ułożyć je w drewutni, a jest ciężkie, ale może pani Basia lubi trening siłowy), wychodzić po nie w każdych warunkach, trzeba pilnować aby ogień nie zgasł, trzeba wybierać popiół, a do tego trzeba wygasić kominek przynajmniej raz na tydzień, z popiołem nie ma co robić, trzeba czyścić regularnie komin i dbać o jego stan, bo ze względu na temperaturę jest bardziej podatny na uszkodzenia. Poza tym zawsze może się zdarzyć, że dym po otwarciu szyby poleci do domu, zawsze też popiół ląduje w salonie. Jednym słowem ja wolę gaz, ustawiam temp. i zapominam, a aby uniknąć zatruć i eksplozji mam czujki, które w razie wykrycia wycieku gazu lub CO wyłączają kocioł. Czysto, komfortowo, bezpiecznie i wygodnie.
    Drewnem palę dodatkowo tylko jeżeli temp. na zewnątrz spada poniżej -20st.C, ze względów ekonomicznych.

    1. Zarówno Pani Basia, jak i Małżonek jeszcze też mają z tego frajdę 🙂
      Co prawda popieram, że być może kiedyś nam się znudzi i będziemy mieli serdecznie dość kominka, ale jest mnóstwo innych sposobów na ogrzewanie domu zamiast gazu.

      Niestety tzw. „coś za coś” – kominek nie jest być może wygodny, ale pocieszający jest fakt, że sezon grzewczy to tylko kilka miesięcy w roku 🙂

    1. powiem ci tak, mój ojciec ma taki projekt, że z jednej strony jest salon i kominek podpięty do przewodu kominkowego, z drugiej jest formalnie „kotłownia”, aktualnie piec gazowy, do ogrzewania i wody – teoretycznie można wmontować tam piec na drewno, ekogroszek, czy pellet drewniany i palić dyskretnie, a kominkiem w salonie cieszyć się, jak ktoś ma ochotę

      z drewnem jest dużo bieganiny, ale są rejony Polski, gdzie inne ogrzewanie jest ekonomicznie mało realne

      1. Nie można podpiąć do tego samego przewodu dymowego pieca na gaz i paliwo stałe. Przepisy to jedno, drugie to kwestia praktyczna. Spaliny gazu są wilgotne, zawilgnie wkład kominowy i zgromadzone sadze (przewody nigdy nie są idealnie czyste w przypadku paliwa stałego), co spowoduje dalsze odkładanie się sadzy w błyskawicznym tempie.

  2. Wiosną br. roku miałem pożar sadzy szklistej powstałej z niby suchego, bo 3 lata sezonowanego drewna. Był to trzeci i najpoważniejszy pożar w okresie 9 lat tj. od momentu kiedy postanowiłem zaoszczędzić na rachunkach za gaz.
    2 pożary skończyły się popękaniem miejscowym komina. Trzeci zakończył się niewielkim pożarem w jednym pomieszczaniu z niemal całkowitym zadymieniem domu (pietrowego) i pobudką o godzinie 5-tej nad ranem po wietrznej nocy (wiatr to jeden z podstawowych czynników wpływających na zapłon sadzy w kominie).
    Skończyło się na szczęście na lekkim zaczadzeniu, wezwaniu 2 zastępów SP i policji jaka jest obligatoryjnie wzywana przy takich akcjach.
    To przeważył szalę goryczy. Strażacy wybili mi jasno z głowy, zabawę w ogrzewanie drewnem i kominki. To bomba z tykającym zapłonem.

    Ponadto nie polecam używać drewna jako podstawowego opały w kominach bez wkładu z nierdzewki i odwodnienia. Ja mimo, że dysponowałem świetnym, suchym drewnem (z lasem i gospodarką leśną mam więcej wspólnego niż z sektorem IT 😉 ) to i tak po 9 latach używania komin mój nadawał się do wyburzenia i stawiania od nowa.

    Wniosek jest następujący: jeśli chcesz sobie narobić problemów ogrzewaj drewnem. Jeśli chcesz mieć ciepło i tani pal węglem. Jeśli chcesz żyć jak człowiek cywilizowany, a nie stać Cię na gaz tzn. że nie stać Cię na dom i masz dwa wyjścia jak nieszczęścia – emigracja do normalnego świata, albo… mieszkanie.
    Ogrzewanie paliwami stałymi to niestety uwstecznienie. Brud i niemal uwiązanie się przez okres grzewczy do domu. Generalnie jest to przysłowiowe podcieram tyłka szkłem.
    Na ogrzewaniu najlepiej widać jaka dysproporcja dzieli Polskę od krajów cywilizowanych. Zarabiamy śmiesznie mało, przy zachodnich kosztach życia.

    1. jednak nie wszędzie jest doprowadzony gaz,
      ogrzewanie się olejem opałowym to bankructwo, nieznacznie lepiej niż ojej wychodzi gaz płynny

      1. @Remigiusz
        Problem z czyszczeniem komina jest w zimie, gdy dach jest oblodzony i zaśnieżony, nawet jak są drabinki i ławy kominiarskie żaden kominiarz nie wejdzie wyczyścić przewodów. Możesz co najwyżej wziąć jakąś dużą firmę kominiarską, mają wielkie podnośniki koszowe, kupę kasy kosztuje usługa.
        Poza tym nie da się doczyścić tak łatwo komina zupełnie, zawsze zostaje sadza przyklejona do ścianek, sadza ta jak złapie wilgoć potrafi momentalnie spowodować powstawanie nowych osadów. Są na to sposoby ale bardzo drogie.

      2. Sadza szklista/smolista (kreozot vel smoła drzewna) powstająca przy spalaniu dużych ilości drewna jest praktycznie nie do wyczyszczenia.
        To zupełnie inny rodzaj sadzy niż ta z węgla, która tworzy coś w rodzaju kruchego nalotu, a nie czarno-zielonkawego lepiku.

        Moderacja: nie wolno tu linkować, ogólna zasada panująca na blogu, jednak o kwestiach bezpieczeństwa w ogrzewaniu drewnem postaram się napisać jeszcze. Mam w gronie dalszych znajomych osobę, którą poproszę o wypowiedź.

        1. Można ją usunąć maszyną do frezowania kominów, tylko zamiast diamentowych i metalowych szczotek używa się jakiś delikatnych. Kilka przebiegów i przewód kominowy podobno jest jak nowy, nie trzeba do tego rozkuwać komina w podstawie jak przy frezowaniu.
          Nigdy nie próbowałem, więc nie wiem jak efekty wyglądają w praktyce, usługa kosztuje 500-1000zł.
          To jest więc kolejny argument przeciw paleniu paliwem stałym.

    2. Jestem tego samego zdania, z drobną uwagą techniczną.
      Do kotła/kominka na drewno nie używa się wkładu z nierdzewki, tylko ze stali żaroodpornej.
      W moim starym domu komin rozsypał się po 9latach, wymurowany z kamionki, rozsypał się zupełnie, tzn. popękała kamionka od pożarów sadzy a wydostające się otworami sadze zniszczyły zaprawę między cegłami. Nowy właściciel, mój kolega, zrobił frezowanie, tynkowanie od wewnątrz i od zewnątrz i wstawienie wkładu, całość 8tys zł. Czy to wytrzyma? Nie wiem, moim zdaniem za dużo problemów, zwłaszcza że podprowadzili tam ostatnio gaz.

        1. Od 3 lat opalam tylko drewnem, dobra izolacja, dom bliźniak, rozprowadzenie ciepła (turbina).
          Średnia temperatura okolice 21’C, w ciągu dnia kiedy dom jest pusty okolice 18’C.
          Po początkowych nieco większych kosztach związanych z osuszaniem domu, roczne koszty ogrzewania drewnem oceniam na 1000zł (~5m3 suchej brzozy z transportem) + 200zł na brykiet ruf (1 kostka pomiędzy polana i nie ma potrzeby stosowania jakichkolwiek cudownych rozpałek)
          Przy większych mrozach poranne dogrzewanie gazem (30 min. przed wyjściem do pracy), ale nigdy nie był to koszty większe niż 400zł za gaz grzewczy na sezon.
          Stan komina sprawdzany przez kominiarza, bez zarzutu, po każdym roku palenia jakieś 5-6 litrów sadzy. Jedna uwaga przy paleniu używam Sadopal (1 łyżka stołowa na popołudniowe rozpalenie, jedyne w dni robocze).
          Nie zgadzam się, żeby brzoza słabo trzymała żar, tabele kaloryczności mówią o 10% różnicy w stosunku do buka czy dębu, co przy wspomnianym przez Ciebie okresie sezonowania dębu wyklucza użyteczność tego ostatniego jako ekonomiczne źródło opału).
          W tym roku używam po raz pierwszy brzozy i na pewno nie będzie powrotu do buka z prostej przyczyny, nie ma na rynku sezonowanego buka w cenie poniżej 230zł, a stałe używanie niesezonowanego drewna jest bez sensu (dużo niższa kaloryczność 20%!!, większe zanieczyszczenie powietrza, stale brudna szyba, możliwe uszkodzenie komina, a w ostateczności pożar).

          Na koniec polecam używanie techniki up-side-down fireplace, jak dla mnie rewelacyjne odkrycie tego roku (podobnie jak cały Tim Ferriss;).
          http://www.fourhourworkweek.com/blog/2009/02/02/how-to-build-an-upside-down-fire/

          pozdrawiam

  3. Witam. Mam ogrzeweanie z kominka z płaszczem wodnym jako jedyne ogrzewanie. Dom 170m2 bardzo dobrze ocieplony. Palę już 7 sezon. W całym domu podłogówka + boiler 140l. U mnie sprawdza się bardzo dobrze. Kominek CTM 24kW, po przeróbkach. W takie temperatury jak teraz palę 1 (jeden) raz na dobę. W domu 19 stopni. Podstawa – suche drewno bukowe i poznanie kominka. Palę w ten sposób, że ładuję cały kominek drewnem i podpalam od góry. Ogień ładnie schodzi sobie w dół. Cały nakład się wypala i teraz na dobę mi starczy. Nie mam bufora, ciepło magazynowane jest w podłogówce. Więc o uwiązamniu do kominka przez cały czas to mit. Zależy od rozwiązania. Nie jest to może szczyt techniki, ale nie wyobrażam sobię domu bez kominka. Jeżeli jest mokre drewno i jeszcze zamykamy wlot powietrza do spalania, aby dłużej „trzymało”, to nie dziwmy się, że mamy komi zawalony. Na koniec, czego oczywiście nie polecam, komin przez 6 lat nie czyszczony. Mam wyczystkę na strychu – sadzy po 2 mm na ściankach. Komi systemowy Schiedla.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Policz to * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.