Czy warto uczyć młodsze dzieci języków obcych?

Czy w ogóle jest najmniejszy sens, aby dziecko uczyło się języka? Czy warto poświęcać cenny czas, pieniądze i energię, aby dowozić dziecko na kursy językowe? Często pytamy nasze dziecko o to, co było na lekcji – dziecko nie pamięta. Często w czasie wizyty rodzinnej prosimy dziecko… „powiedz coś wujkowi po angielsku”, a dziecko nic nie umie, krzywi się i ucieka do drugiego pokoju. To frustruje i rodzi pytania o jakikolwiek sens kursów językowych dla dzieci.

Jednak kiedy ja sobie przypominam, jak bardzo żenujące dla mnie były rodzinne sytuacje w stylu „powiedz coś cioci po angielsku„, kiedy byłem dzieckiem, albo jak szybko zapominałem, co było na kursie w MDK, ponieważ „w głowie” miałem już najnowszą gierkę na Commodore 64, wtedy jak najbardziej rozumiem dzieci i młodzież.

Nasz problem

My dorośli, po prostu jesteśmy często zbyt ambitni, za bardzo perfekcjonistyczni i zorientowani na cele, zbyt wymagający i jak najbardziej nabiera tu sensu stare przysłowie: „Zapomniał byk, jak cielęciem był”.

Po prostu w tym momencie należy „wrzucić na luz”. Tyle Wam powiem!

8105998116_7ecc3781d6_z

Ja byłem oporny do nauki języków obcych, jednakże dzięki staraniom moich rodziców i przyzwyczajeniu mnie do tego, że na kurs językowy, jeden czy drugi, po prostu się chodzi i koniec, kiedy koledzy idą za garaże i robią różne durne rzeczy, albo wiszą na trzepaku ja muszę poświęcić czas na język. Oczywiście wtedy wolałbym iść za garaże, ale teraz – kiedy koledzy z podwórka mają problemy z jakąkolwiek pracą – ja doceniam determinację moich rodziców, by zadbać o moją edukację i nauczyć mnie języków. Przyzwyczajenie i nawyk został także w wieku nastoletnim i później, co procentuje teraz.

Inna nauka u dzieci?

Dzieci uczą się inaczej niż osoba pełnoletnia, a nawet taki nastolatek – licealista, który już ma ukształtowany pewien system nauki i przyzwyczajenia. Wbrew obiegowym opiniom dorośli uczą się wydajniej i szybciej niż dzieci – są skoncentrowani i potrafią pokazać determinację w dążeniu do celu.

niem

Dzieci są wiecznie rozkojarzone, myślą o milionie rzeczy, przyswajają tysiące informacji z otoczenia, dopiero poznają świat. Gdzieś w tym gąszczu może być jednak język obcy, pozalekcyjny kurs językowy i pierwsze z setek powtórzeń słówek niezbędne do tego by język obcy na dobre zagnieździł się w pamięci długoterminowej. To procentuje… tyle że w okresie późniejszym.

Moje dziecko oraz j. angielski

Mimo „technicznej” wiedzy na temat mechanizmów nauki języka obcego sam miałem momenty zwątpienia, kiedy widziałem moje dziecko w słabym stopniu zainteresowane językiem angielskim, mimo, że już od dwóch lat w to „inwestowałem”. W czasie ostatniego urlopu, podczas zabaw z rówieśnikami z UK moje dziecko jednak zaczęło bardzo fajnie i sensownie używać słówek, zwrotów, które, jak się wcześniej wydawało, nie były dostatecznie wyuczone i na pewno sprawdzanie postępów w kursie na zasadzie „powiedz coś dziadkowi po angielsku” przyniosłoby rezultaty mało zachęcające. Teraz jednak widzę, że było warto.

Zdecydowanie jest sens dać dziecko na kurs językowy, tak myślę. Moja pociecha obecnie uczy się języka angielskiego oraz niemieckiego na zajęciach pozalekcyjnych, zadbałem także o zajęcia ruchowe, ale to już inny temat.

Zobacz także nagranie:

Angielski w 30 dni dla profesjonalisty. Rewolucyjna metoda, czy edukacyjna ściema?

 

P.S. W ramach komponentu promocyjnego tego wpisu polecam: kursy językowe Lubin 😉