Czy pracodawca może monitorować aktywność pracownika? Komputer, rozmowy, FB? MP3

Wyślij ten wpis znajomym!

To nie bajka ani scenariusz filmowy… mój kolega spotyka w windzie biurowca piękną dziewczynę, dziewczyna robi na nim wrażenie, odruchowo wciąga brzuch i ukradkiem zerka na zjawiskową piękność, w końcu wymieniają uśmiechy, przez pewien moment nie liczy się nic innego niż ona… co więcej… wkrótce okazuje się, że to niespodziewane spotkanie nie jest przypadkiem…

…co się wydarzyło dalej…

5388135593_36074cd26d_b(1)

…i jak to się ma do tematu ścisłego monitoringu w firmie? Dowiesz się tego z dzisiejszego podcastu MP3, który jest wynikiem naszej ostatniej dyskusji w temacie:

Pracownik kontra pracodawca. Dlaczego szefowie zachowują się jak naziści? Podcast

Przejdźmy jednak do podcastu:


Do pobrania bezpośrednio: http://oszczedzanie.info.pl/wp-content/uploads/2016/08/ZlySzefMonitoringNetu.mp3

Co myślisz o tej sytuacji? Zostaw komentarz poniżej!

5388738952_b9c046af93_b


Wyślij ten wpis znajomym!

16 przemyśleń nt. „Czy pracodawca może monitorować aktywność pracownika? Komputer, rozmowy, FB? MP3”

  1. No hola hola 😉 Całe to wydarzenie nie miało miejsca w firmie tylko PRZED firmą. 😉
    I szczerze mówiąc NIC pracodawcy do tego, co pracownik robi poza godzinami pracy.
    Pracownik ma prawo mówić każdemu i wszędzie (poza pracą) kim dla niego jest pracodawca 🙂
    I nie musi to mieć (choć zapewne ma) żadnego związku z jakością wykonywania obowiazków.
    Wszelako mam nadzieję, że owa pani zwolniona została nie za opinię o pracodawcy tylko za jakość wykonywania obowązków.
    Kontrola działań pracowników w pracy jest zgodna z prawem jeśli pracownicy są o tym poinformowani (chyba, że coś sie w tej kwestii zmieniło). I to jest OK, bo pracodawca ma prawo wiedzieć co pracownik robi w trakcie pracy i na sprzęcie będącym – szeroko rozumianą – własnoscią pracodawcy.
    Problem (wcale częsty) co zrobić w sytuacji, gdy pracownik w celu wykonywania obowiązków zawodowych korzysta z prywatnych narzędzi.

    1. Nie po pracy, a w firmowym biurowcu, Gwiazda zjechała na chwilę na dół do automatu po batoniki, winda nie była pusta, była koleżanka, inni ludzie z firm.

      1. Jeśli była w pracy (o tym zdaje mi sie, nie wspomniałaś w nagraniu) to oczywiście nie powinna.
        Ewentualnie mogę zrozumieć jeśli w tej firmie panował taki właśnie sposób „komunikacji” pomiędzy przełożonymi i podwładnymi.
        Po pracy natomiast nie obiwiązują nikogo reguły i regulaminy panujące w firmie. Oczywiście w granicach prawa.

        1. w nagraniu mówiłem o firmowym biurowcu… czyli nie była na plaży nad jeziorkiem z kumpelą… ale jeśli nie w biurze, to w miejscu firmowym/współdzielonym…. mimo to, gdybym usłyszał to „po pracy”, nawet na tej plaży…

          …powiedzmy nie przedłużałbym okresu próbnego

          1. OK, takie prawo pracodawcy tylko, że byłoby to nielogiczne, bo przykładowy pracownik ma w swoich obowiązkach dajmy na to toczenie na tokarce, a nie dbanie o „dobre samopoczucie szefa i wizerunek firmy” 🙂
            Czyli jeśli pracownik zrobi prawidłowo to, na co podpisał umowę z firmą, wówczas nikomu nic do tego, gdzie i jak mówi o swojej firmie i jej szefach (jeśli nie łamie prawa, ale od tego jest ew. proces cywilny).
            Nie pochwalam zachowania tej pani, ale miała do tego prawo (wszelako dla własnego interesu nie powinna tego robić w miejscu i w czasie pracy).

          2. Słuchaj, w firmach gdzie się odbywa „tłoczenie na tokarce” to wg znanych mi przekazów obowiązuje nieco inny kod porozumiewania się w obie strony, o czym tutaj masz:

            http://zarabianiepieniedzy.eu/blog/doskonalenie-komunikacji-interpersonalnej-w-zespole-a-front-robot/

            W firmach gdzie jest uniform, marketing, kultura, gracja i reprezentacja…. ku*wowanie i soczyste teksty łacińskie w firmowym budynku to lepiej sobie zostawić na czas grilla na ogródku działkowym Pigwa: http://oszczedzanie.biz/blog/dlaczego-juz-nie-rozmawiam-z-rodzina-kwiatkowskich-finanse-rodzinne-mp3/

          3. Remku, nic nie „obowiązuje”.
            Jest to kwestia kultury osobistej, zasad i umowy (również niepisanej).
            Dla mnie, jeśli pracownik prawidłowo wykonuje swoje obowiązki, zwolnienie go, bo do uszu szefa dotarła – choćby i bezpośrednio – niepochlebna o nim opinia, jest wyraźnym dowodem na to, że szef ma problemy z samym sobą.

            Przepraszam, jestem przewrażliwiony na punkcie tego co wolno pracodawcy, bo moja żona onegdaj trafiła na takiego „szefa”, któremu wydawało sie, że pracownik jest jego „własnością”.
            I faktycznie miał rację – wydawało u się 🙂

          4. Pracownik moją „własnością” nie jest w żadnym wypadku, jednak – jak dobrze mnie znasz – mam poglądy dość wolnościowe.

            To tak samo jak z komentarzami na blogu… każdy może do woli krytykować moje wpisy i postępowanie, każdy może skrytykować jak ja to amatorsko i nielogicznie bloga prowadzę, pod warunkiem, że krytykę zaczyna od słów: „Remigiusz nie masz zupełnie racji, bo…”

            Jeśli natomiast krytyka zaczyna się od słów: „Chyba cię zupełnie po****ło, tylko debil mógł to napisać…” korzystam z mojej „wolności” zerwania kontaktu z takim komentującym.

            Kiedyś na portalu Blogspot nie korzystałem z tej „wolności” co de facto doprowadziło do 99% wyniszczenia dwóch świetnych blogów, mianowicie starego R. Oszczędzania oraz Korzystnych Zakupów. W sensie marketingowym, ale także towarzyskim srodze za to „zapłaciłem”…

            To samo jest w pracy. Komuna się skończyła, niezadowolony pracownik nie musi u mnie pracować, z kolei ja nie mam urzędowego nakazu zatrudniania tego i owego petenta. Mam moją wolność współpracy z kimkolwiek zechcę, na moich warunkach, a są to warunki partnerstwa i wysokiej kultury – poszanowania drugiego człowieka.

            Jeśli ktoś nie szanuje mojej „wolności” w miejscu pracy, nie mam obowiązku jako szef, kontynuować relacji. W moich zespołach staram się nie budować „obozu pracy”, jednak coś za coś… wolność = odpowiedzialność.

            Chcesz coś ode mnie wziąć jako pracownik (dobre relacje i przyjazne traktowanie), daj to także od siebie. Prosta zasada.

    2. Niestety nie dochodziłem na jakiej zasadzie Gwiazda nie kontynuowała już pracy w mojego Kolegi, nie mam natury szczególnie plotkarskiej, więc nie wypytywałem. Pytanie – Drogi Romanie – jest jednak do Ciebie. Czy ty byś z tą Pięknością chciał pracować?

      1. Problem Twojego kolegi jak sądzę nie leżał w tym, co owa pani o nim powiedziała, tylko w tym, że to usłyszał 🙂
        Trochę ludzi mnie „nie lubi”, ale niewielu z nich miało odwagę to powiedzieć w ten sposób, by ich opinia dotarłą do moich uszu.
        Tych „niewielu” miałbym w związku z tym bardziej nielubić?
        A co do owej pani…
        Jeśli byłbym z niej w pracy zadowolony to w sumie „w pompkę” czy mnie kocha czy nienawidzi, bo praca nie jest miejscem gdzie „uczucia”powinny grać pierwszoplanowe (a nawet drugoplanowe) role 🙂

        1. nie zauważyłeś najważniejszego, nie epitet wobec szefa tu jest ważny, ale przyznanie się, że Księżniczka tylko symuluję pracę… zamiast robić to co do niej należy…

          to było z resztą inspirację do wdrożenia procedur kontroli wobec wszystkich w firmie…

          …jak się okazało – słusznej

          podobny scenariusz – może mniej malowniczy – rozegrał się co najmniej w 3-4 zaprzyjaźnionych firmach – wszędzie z podobnym skutkiem

          1. Pytanie najważniejsze: czy był to legalny monitoring? I druga rzecz: czy jeśli ktoś jest zadowolony ze skali wykonywanych obowiązków przez pracownika i ich jakości to powinien go zwalniać? Bo chyba szefostwo było, skoro wcześniej te osoby pracowały.
            Znam firmę, która nie ukrywa, że pozwala pracownikom brać tyle wolnego ile chcą, jak wyrobią cel z nawiązką. I myślę, że pracownik wyrabiający cel w powiedzmy 5 godzin pozostałe 3 spędza na fejsiku czy kwejku (serwisy XXX to inna inszość, bo to kwestie bezpieczeństwa również).

          2. Firma na tyle poważna i „otoczona” przez prawników, że wątpię by pozwolili sobie na jakieś działania na granicy legalności.

            Z resztą tam poszła w odstawkę tak naprawdę 1 osoba za te xxx w pracy, a 2 pozostałych, wspomnianych, powiedzmy, nie dostała przedłużenia okresu próbnego.

            Dla mnie – jeżeli jest jasno i uczciwie powiedziane, w pracy jesteście by pracować, a nie klikać na fejsie i wiecznie odkładać/opóźniać zadania, to tak powinno wg mnie być.

            W części mojej pracy, ta która skupia się na zadaniach marketingowych, np na targach, młody pracownik, który wisi na „mesendżerze” na smartfonie, jednocześnie nie może zagadać do klienta. który przechodzi, na standzie… za co ma płacone. Ja przez to tracę, a stand na targach tani nie jest.

            Rozliczasz się w swojej pracy z zadań, a nie czasu? Proszę bardzo. Pracujesz na własny rachunek? Rób co chcesz… Klasycznie jednak, w tej sytuacji tutaj, jestem po stronie tych pracodawców.

            Na ten temat coś jeszcze napiszę/nagram.

  2. Szczerze powiem, że Cię rozumiem.

    Kwestia jest taka, że brakuje dobrego rozwiązania. Pełen dostęp do internetu, to sporo zmarnowanego czasu… Druga strona medalu – nie da się pracować umysłowo 8 godzin jak automat, myśli muszą na chwilę gdzieś uciec, głowa chwilę odpocząć. Myślę, że tolerowałbym pełen dostęp do sieci tak długo, jak zadania byłyby wykonane na czas. Na pewno prowadziłbym monitoring, ale do zbierania wyrywkowych statystyk, a potem ewentualnej rozmowy z pracownikiem (gdyby zaszła taka potrzeba). Wolałbym trzymać dyscyplinę, zamiast topór nad głowami.

    Jeśli chodzi o przytoczoną historię – gdybym był owym znajomym, to prawdopodobnie sytuacja byłaby przegrana… Mimo wszystko, w pracy wymagałbym kulturalnej krytyki. Natomiast poza pracą i moim słuchem, mogą mnie wyklinać do woli 😉

    1. Ja mam zasadę, którą zawsze mówię pracownikowi. Godzina pracy za którą płacę to 50 minut dla firmy, 10 minut dla Ciebie. To np. pokrywa zwyczajową przerwę na papierosa, wyskoczenie do automatu w biurowcu po batonik fitness czy wypicie kawy, albo zerknięcie na wiadomości na FB. Reszta to jest czas pracy dla firmy. Ile to będzie? Coś koło 15% czasu?

      Nie chcesz rozliczać się w ten sposób? Chcesz wolności i elastyczności? Proszę bardzo – przejdź na model efektywnościowy wynagrodzenia i pracuj sobie nawet 2h dziennie, a 6h siedź na FB jak ci się chce. Wtedy to zupełnie nie moja sprawa.

      Który model wybierasz? Pensja na godziny, czy prowizja?

      Proste rozwiązanie dylematu.

      1. Pierwszy model jest bardzo uczciwy – naprawdę nie trzeba niczego więcej. Jeśli ktoś woli drugi – lepiej niech powie od razu.

        Mimo wszystko – firma nie zarabia na oglądaniu Facebooka, tylko na realnych efektach. Dlatego warto ustalić tę kwestię.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Policz to * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.