Bogaty Ojciec

Dopiero co porozmawiałem sobie z pewnym pełnym kreatywnych pomysłów Czytelnikiem, który odwiedził moją metropolię… tak Roman… to o Tobie mowa… i w rozmowie przewinęło się gdzieś słowo o pewnym znanym publicyście autorze książki „Bogaty Ojciec…”, ale nie o naszego autora tu chodzi. Kilka rozmów dalej z innymi osobami sam tytuł „Bogaty Ojciec…” zapoczątkował dyskusję o bogatych ojcach oraz przypomniał mi Michała, znajomego z czasu studiów.

U Michała zamieszkałem przelotnie, na parę miesięcy, pomiędzy kolejnymi wyprowadzkami a zamieszkaniem z dziewczyną, na wspólnie wynajętym mieszkaniu. Michał to znajomy znajomego z którejś ze studenckich imprez, z którym się jakoś zgadałem – on pilnie potrzebował kogoś do wspólnego mieszkania, ja nagle potrzebowałem lokum, bo właściciel poprzedniego działał mi na nerwy.

Mówię tak; Michał, słuchaj, zamieszkamy razem w pokoju, ale robimy biznes – jak przychodzę z dziewczyną na noc, to nie ma pitu pitu ani gadu gadu, ty z automatu spisz w kuchni na karimacie. Jak ty przechodzisz z dziewczyną to ja koczuję w kuchni. Jak nie masz dziewczyny to się rozliczymy w sprzątaniach i zmywaniach. Pasuje?

Michałowi pasowało, więc na jakiś czas zamieszkaliśmy razem. Oprócz nas, jeszcze dwóch kolegów z drugim pokoju i kuzyn Michała w trzecim, małym pokoju. Była poza mną czwórka imprezowiczów, z którą kontakt mi się rozluźnił w końcu, co zapewne moja wątroba przyjęła z zadowoleniem (…było tak, że moja wybranka trochę furczała na moje imprezy i w ogóle kontakt z chłopakami, czemu się w sumie nie dziwiłem, uczciwie rzecz biorąc).

Zdjęcie-1404
Dumny paw…

Ot, pomyślicie, rutynowa opowiastka ze studiów. Taka by ona była, gdyby nie fakt, że ojciec Michała to był Bogaty Ojciec pełną gębą. Człowiek ponadprzeciętnie majętny, który mieszkanie kupił i wyposażył bez zbędnego fiku miku, nawet nie zauważając tego wydatku w budżecie, jak się potem dowiedziałem, ale rozmowa między Bogatym Ojcem a Michałem była taka: Chłopcze, chcesz studiować, studiuj. Kupiłem ci chatę, dałem do dyspozycji kapitał, więc sobie radź od teraz sam. Chcesz się utrzymać – wynajmuj kolegom… jak będzie za mało idź do pracy.

Zdjęcie-1387
…czy kapitalistyczna świnia? 😉

I tak Kolega zrobił, żyjąc jako tako tylko z tego wynajmu i jednocześnie studiując. Ojciec przez cały czas naszego wspólnego mieszkania poza pieniędzmi ‚na bilet do domu’ autentycznie nie dał mu złamanego grosza…

…i co wy na to?

Czy takie bezwzględne i zimne podejście do studiującej pociechy jest dobre? Masz coś na start, ale dalej radź sobie zupełnie sam?

Z mojej perspektywy na pewno nie było to złe. Koledze się na pewno w głowie nie poprzewracało, jak niektórym znajomym z „lepszych środowisk”. Co Wy o tym myślicie?

  • Polecam także:

American Pie 2 – wątek racjonalnie oszczędny.

 

9 przemyśleń nt. „Bogaty Ojciec”

  1. ciekawy pomysł 🙂 i chyba nie taki zły jak brzmi w pierwszej chwili. Z najmu dwóch-trzech pokoi można spokojnie przeżyć i się utrzymać. Choć ja bym chyba swojemu dziecku co jakiś czas nie odmówił czegoś więcej 😉 Ale to się przekonamy jak się spełnią dwa warunki: będę bogaty i będę mieć dzieci 🙂

    1. już ci nie podam sum, ale wtedy wychodziło, że razem z tym kieszonkowym „na bilet do domu” kolega miał odrobinę wiecej $ niż ja

      ze mna był inny problem, ja byłem dumny i nie chcialem prosić o więcej – generalnie fnansowo byliśmy w dość podobnej sytuacji – podstawowe przeżycie – bez fajerwerków – na imprezy i puby trzeba było sobie gdzieś dorobić

  2. Sam staram sie tak robić edukując finansowo swoje dzieci…
    Córka (prawie 15 lat)już od dawna wie, że jak chce cos wiecej niż kieszonkowe, musi sama zapracować. Handluje używanymi rzeczami na Allegro (oficjalnie jest to na moją firmę zarejestrowane, ale to jej osobisty biznes). Bliźniaki nie mają jeszcze 5 lat wiec ty „zabawa” jest inna, ale z pewnością nie ma czegoś w stylu: „tata sie zarżnie, ale dzieci będą miały”

    Kiedyś od pewnego księdza usłyszałem bardzo mądre zdanie: „wychowując musisz byc jak kaloryfer: ciepły, ale twardy”
    Sądzę, że ojciec Twojego kolegi bardzo wyraźnie i dobrze ustalił granicę: daję ci synu fundament, ty buduj dalej sam.
    Jestem pewien, że gdyby stało się coś złego, bardzo złego, ojciec Twojego kolegi na pewno by mu pomógł.
    Chcę by moje dzieci wiedziały, żyływ przekonaniu, że mają mnei za plecami, że zawsze mogą sie oprzećo mnie, ale że kroki w życie muszą robić samodzielnie.
    I staram sie tak je wychowywać.

    1. oj, na pewno, że pomógłby – tu przecież chodzilo o kasę na imprezy, piwo, randki, ciuchy, koncerty… choć także o jedzenie

      zdarzyło się, że kolega na obiad jadł zupkę chińską, to akurat prawda – ale nikt mu nie kazał poprzedniego dnia wydawać kasy na siedzenie w pubie

  3. Ciekawy tekst. Takie wychowanie ma swoje plusy i minusy. Dzieci bogatych rodziców, które muszą się dorabiać bez ich pomocy są bardziej samodzielne, ale też bardziej doceniają wartość pieniądza. Z drugiej strony dobry start umożliwia dalszy rozwój. Złota rada: pomagaj dziecku, ale naucz go szacunku do pracy i pieniądza 😉

    1. A tak mi sie właśnie przypomniały słowa Warrena Buffeta:
      „Dzieciom należy dać na tyle dużo, by były w stanie robić wszystko i na tyle mało, by nie były w stanie robić nic” 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Policz to * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.